Wrażenia z ŁUT 150: „O niebo łatwiej niż przed rokiem”
Opublikowane w pon., 26/10/2015 - 12:46
Po około 8. kilometrach od Puław Górnych wielka niespodzianka. Znajomy ultras Adaś Michalik z żonką Kasią zrobili dodatkowy punkt na szlaku. Dwa turystyczne namiociki, ognisko, dwa kocherki, ciepła herbata, gorąca zupa, przekąski, miodzik na osłodę. Podziwiam ich za szalony pomysł, gest serca. Wytaskali sprzęt na Wilcze Budy (może Smokowiska, nie zapytałem) wspierając bezinteresownie przez kilkanaście godzin zmęczonych biegaczy z ŁUT 70 i 150. Korzystam z chwili miłego towarzystwa, gościnności, siadam na 5 minut w turystycznym fotelu, zapalam papierosa.
Adaś raczy cytrynową herbatą z miodem i plastrem boczku. Rozmawiamy o biegach, jak się czuję, kolejne osoby zatrzymują się na łyk herbaty. Pokrzepiony spotkaniem, ruszam w mrok, szybciej mija droga do ostatniego punktu na Przybyszowie. Staję tylko na herbatę. Stąd ostatnie 14 kilometrów do mety. Dłużą się jak zawsze w końcówce, słabnie tempo.
Na podejściu wyprzedza mnie kilka osób. Szlak z Wahalowskiego Wierchu rozbiegany przez tysiące stóp biegaczy Festiwalu Łemkowskiego. Odcinki na zbiegu z dużą ilością błota pokonuję ostrożnym krokiem, częściej łyżwowym, nucąc sobie i bawiąc się, oszukując zmęczenie, dla odmiany i zabicia czasu. Nie widać jeszcze świateł Komańczy, ale słyszę niewyraźne szczekanie psa, cywilizacja blisko, meta tuż, przypływ energii z ostatnich pokładów.
Szlak robi się suchy, przyśpieszam zbieg wyprzedzając kilku biegaczy i po niedługim czasie docieram do drogi asfaltowej, zostało tylko 2 kilometry truchtu.
U celu
Na metę wbiegam bez większej radości, wyciszony, spokojny, z zapasem energii na zwykły, niewymuszony uśmiech przy odbiorze medalu i bluzy finishera. Gratulacje miłe od bardzo młodych wolontariuszy.
Nieśpiesznie zrzucam plecak, odkładam kije, idę po pierogi, zupę i herbatę. Rozsiadam się przy wielkim ognisku w miłym towarzystwie biegowym, opowieści, wspomnienia o znanej treści, kilku znajomych.
Kolejne miłe spotkanie, jest Asia, zmierzyła się tym razem z Łemko Maraton i czekała na Jędrka, który przybiegł dwa kwadranse przede mną. Po posiłku odbieram rzeczy, przebieram się i puszczam sms do Jacka, że misja wykonana. Gryzie mnie sumienie, Jacek po ŁUT 70, środek nocy, zjedzie z Chyrowej do godziny i potem jeszcze ponad dwie godziny jazdy do Krynicy, gdzie zostawiłem auto. Dziękuję Jacku i Mikołaju za poświęcenie.
Podsumowanie
Organizacja ŁUT 150 super. Trasa wzorcowo zabezpieczona, bardzo dużo taśm odblaskowych i chorągiewek, szczególnie na rozstajach i otwartych odcinkach. Sam główny szlak czerwony jakby z odnowionym oznakowaniem. Przy zachowaniu minimum uwagi nie sposób było się zgubić w mojej opinii. Trzy lub cztery zbiegi trudniejsze z ostrzeżeniem, podobnie jak każde wejście na drogę publiczną mimo małego ruchu kołowego, może za wyjątkiem krajowej dziewiętnastki.
Błędy? Po raz pierwszy po dłuższym biegu mam przekonanie, że nie popełniłem żadnego. Z pewnością doświadczenie z poprzedniej edycji pomogło w przygotowaniach i nastawieniu do wyzwania. Dodatkowo warunki na trasie były bardzo przyzwoite, szczególnie w zderzeniu z obrazem wyrytym we wspomnieniach, w których dominowała niemoc i zwątpienie w pokonywaniu niekończącego się błotnistego szlaku. Mam wrażenie, że było o niebo łatwiej niż przed rokiem. Pełen obaw, nie planowałem przed biegiem czasu ukończenia, limity na punktach wyznaczały minimalne tempo. Około w pół do czwartej nowego czasu na mecie – 28h28' na wyświetlaczu, ponad cztery godziny szybciej niż przed rokiem, 6,5 godziny do limitu - zadowolony jestem z siebie i z dobrze wykonanej roboty.
ŁUT 150-tkę 2015 w limicie ukończyły 193 osob - to około 70% startujących. Przed rokiem na metę dotarło jedynie 78 biegaczy. Bartek Gorczyca wykręcił kosmiczny wynik 17:19, przed rokiem Oskar Zimny był bliski „jedynie” złamania 20 godzin. Ciekawe co przyniesie trzecia edycja?
Adam Prończuk
Tytuły pochodzą od redakcji

