Wrażenia z ŁUT 150: „O niebo łatwiej niż przed rokiem”

 

Wrażenia z ŁUT 150: „O niebo łatwiej niż przed rokiem”


Opublikowane w pon., 26/10/2015 - 12:46

Relacja Adama Prończuka

Po dotarciu na metę pierwszej edycji ŁUT 150 poprzysiągłem sobie, że więcej tam nie wrócę. Podobnie jak większość z tych, którzy ukończyli bieg lub poddali się po drodze. Błoto wysysało całą energię i ochotę na bieganie. Strumienie z lodowatą wodą, trzęsawiska, maź liściasta na podejściach i zbiegach, przenikliwy chłód, do tego krótki dzień trzeciej dekady października, który sprawia, że większość trasy pokonuje się nocą, to główne utrudnienia dla ultra biegaczy.

Było jednak coś wyjątkowego w tej trasie, coś co niepoznanie przyciąga, po czasie zniewala. Dzikość, tajemniczość, leśnych ostępów, noc ciemniejsza niż gdziekolwiek, cisza, którą słyszysz wyostrzonymi zmysłami, poranki spowite mgłą, korale zmrożone pajęczych sieci, wolno biegające konie na oszronionych pastwiskach, dziesiątki kilometrów bez domostw, żywego ducha.

W biegach dłuższych w 2015 r. spotykałem ludzi dumnie noszących buff łemkowski. Gdy ktoś nieprzywykły przeklinał na kałuże, błotnisty szlak padało hasło – „a na Łemkowynie byś poczuł, co to błoto Bracie”. Tak rosła legenda. Pisząc listopadowo wspomnienia z tamtego biegu obiecałem wrócić i złożyć pokłon Beskidowi Niskiemu.

Wtedy planowałem zwykłą włóczęgę z plecakiem, bez pośpiechu. To nie byłoby to samo pomyślałem wpisując się na listę startową 2015. Posmakujmy Łemkowie raz jeszcze Waszego błota-złota, sponiewierajmy na chłodno-mokro.

Na liście ŁUT 150 komplet trzystu, tym razem świadomych trudu trasy. W całym Festiwalu Łemkowskim z tysiąc biegaczy – pewnikiem oczarowani, zakręceni opowieściami. Impreza nabiera popularności nie tylko w Polsce, bo na liście kilkudziesięciu obcokrajowców. Jest jeden krajan, czechowczanin Michał i kompan Mateusz z Prawdziwej Stali, jest zwycięzca zeszłoroczny i kilku zawodników ze ścisłej czołówki. Zapowiada się ostra walka. Będzie ciekawie, bo od tygodnia padało.

***

W biurze zawodów w Hali Lodowej jestem około 16.00. Jeszcze nie jest tłoczno, spokojnie, nawet sennie. Bez kolejki odbieram pakiet i zdaję egzamin z wyposażenia obowiązkowego. Spotykam Jarka, kompana z Biegu Siedmiu Szczytów i Rzeźnika Ultra, szykuje glebę na przedstartowy odpoczynek. Krótka wymiana zdań i lecę na makaron po chłopsku do pobliskiej karczmy.

Mateusz z Magdą, Daniel dojechali około 17.00. Dostaję zaproszenie na kolację i drzemkę u rodziców Mateusza. Rodzinna atmosfera przy posiłku, babcina zupa pomidorowa smakuje wybornie, dodaje energii. Po kolacji pakujemy bez pośpiechu przepak , metę, dyskutujemy jaki ubiór na bieg.

Prognozy bardzo dobre - dwa dni bez opadów, wieczór przyjemny, bezwietrzny, poranki będą chłodne, możliwe przymrozki, w dzień do 11 stopni - decyzja, koszulki z długim rękawem, bluza, buff, czapka, długie spodnie. Przed 20.00 kładziemy się spać. Zegar biologiczny rozstrojony, do tego zmobilizowany zbliżającym się startem organizm nie pomaga zasnąć.

Odlatuję wreszcie około 21.00. Dobre 1,5 godziny mocnego snu. Nie chce się wstawać , ale mam świadomość, że zyskałem cenną rezerwę na najbliższe dwie noce. Tuż po 23.00 wyjeżdżamy do Krynicy wspieraniu duchowo przez tatę Mateusza.

23.30, Krynica, deptak, kolejka do zdania przepaków. Przed wejściem w strefę startu wolontariusze sprawdzają dowody osobiste, co u niektórych wywołuje irytację, a w regulaminie wyraźnie określone, że obowiązkowo. Przybijamy „piątkę” z Mateuszem i Danielem, Magda robi kilka wesołych zdjęć i...

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce