Półmaraton w Rzymie okiem (nie) biegacza
Opublikowane w czw., 31/03/2016 - 13:08
Odbiór pakietu
Wiedziałem, że może to nie być proste, ale nie wiedziałem, że aż tak... i to nie kwestia znalezienia budynku, to znacznie bardziej skomplikowane - to kwestia zrozumienia włoskiej natury.
Znalezienie miejsca odbioru pakietów było proste, sposób połączenia komunikacją miejską z centrum Rzymu dość dobry, dotarcie do budynku i już zaczynają się schody, bo nie dość, że wszędzie tłum ludzi, to nie wiadomo do którego „okienka” podejść. Docierając na miejsce pomijając spodziewany tłum zaczęła się prawdziwa zabawa
Kolejki na kolejkach i nie wiadomo gdzie powinienem stanąć, na szczęście znajduję w końcu osobę z obsługi mówiącą umiarkowanie po angielsku, która skierowała mnie do – niestety – baaaardzo długiej kolejki, na końcu której siedziała jedna Pani przy małym stoliku. Gdzie tu logika? Tu jest ogromna kolejka i jedna osoba obsługi, a za mną 9-12 stanowisk z pracownikami i o połowę mniej „petentów”. Uznaliśmy z żoną, że to może okres przejściowy i pójdziemy zobaczyć strefę Partnerów - wystawców. Składała się z kilkunastu małych stanowisk głównie z ubraniami dla biegaczy oraz dwoma stoiskami z zegarkami sportowymi i jednym z odżywkami, nic rewelacyjnego.
Wrażenie zrobiła dopiero strefa głównego sponsora marki Adidas, gdzie poza produktami była możliwość porozmawiania ze specjalistami i dobranie odpowiedniego sprzętu do analizy biegu oraz scena z niekończącymi się aktywnościami. Przejście całej strefy zajęło nam może ok. 15 – 20 minut.
Wracając do „kolejek” - niestety zauważyliśmy, że praktycznie nic na lepsze się nie zmieniło. Nie pozostało nic innego jak odstać grzecznie swoje i uzbroić się we włoską cierpliwość. Na szczęście po 30 minutach okazało się, że wyodrębnili osobną kolejkę i rozróżnili osoby bez badań lekarskich od osób spoza Włoch (tak, we Włoszech, aby wystartować w takiej imprezie, obowiązkowe jest zaświadczenie od lekarza specjalisty o stanie zdrowia). W ten sposób w kolejne dziesięć minut udało się załatwić sprawę, tylko że jak się okazało, nie był to koniec.
Po tym jak Pani zatwierdziła moje zgłoszenie i badania lekarskie, mogłem stanąć w drugiej kolejce, w której odebrano ode mnie zatwierdzone dokumenty. Otrzymałem teczkę z numerem startowym, broszurą informacyjną (tylko po włosku) oraz chipem. Pełen radości, że to już koniec zacząłem się zastanawiać, a gdzie koszulka startowa? I tu się dowiedziałem, że muszę przejść przez całą strefę partnerów i stanąć w kolejnej kolejce po koszulkę.
Na szczęście to akurat udało się załatwić płynnie. Co ważne podkreślenia inni cudzoziemcy podobnie jak ja odczuwali, że można byłoby to załatwić nieco lepiej, ale Włochom odbierającym pakiety ta sytuacja nie przeszkadzała i namiętnie dyskutowali. Widocznie taki mają klimat i nie ma się co irytować.




