Sztafeta w Bochni Ambasadora. Minuta po minucie, metr po metrze

 

Sztafeta w Bochni Ambasadora. Minuta po minucie, metr po metrze


Opublikowane w czw., 12/03/2015 - 15:59

Ostatni weekend spędziłem w gronie przyjaciół w kopalni soli w Bochni. 212 metrów pod ziemią – pisze Jan Nartowski, Ambasador Festiwalu Biegowego.

Na 12-godzinną sztafetę w Bochni próbowaliśmy się załapać od dwóch lat, niestety fortuna nie sprzyjała naszej drużynie. W tym roku postawiliśmy wszystko na jedną kartę. Przeorganizowaliśmy skład, tzn. do Andrzeja, Darka i Jana, dokooptowaliśmy Teresę, zmieniliśmy nazwę na „Do trzech razy sztuka” i... wypaliło! Wylosowaliśmy udział w imprezie.

W ostatnim momencie znów musieliśmy jednak zmienić skład - kontuzjowanego Darka z Warszawy zastąpił Darek z Aleksandrowa.

Na zawody pojechaliśmy w piątek 6 marca. Na miejscu byliśmy około 19:00. Zaparkowaliśmy na parkingu obok szybu Campi i wypakowaliśmy graty. Których zresztą było dość dużo. Ostatnie spojrzenie na rozgwieżdżone niebo i jedziemy w dół.

Windy górnicze, a w zasadzie klatki dwupoziomowe, ruszyły o godz. 20:00. Zabierały po 4 zawodników z bagażami. Zjazd trwa dość krótko, ale robi wrażenie: hałas i duża prędkość - około 15 km/h.

Wysiadamy na poziomie August 212 m p.p.t. i idziemy z rzeczami prowadzeni przez przewodnika. Cały czas nas liczą. Chodzi o to, byśmy się gdzieś po drodze nie zapodziali. Idziemy małą grupą, kawał drogi w poziomie a później schodami 320 stopni w dół do komory Ważyn, w której mamy spędzić następne dwa dni.

Łóżka piętrowe zbite z desek i bali, dosyć stylowe i z klimatem, ale rozstawione ciasno. Wybieramy dowolnie, a więc przy wejściu, żeby daleko nie chodzić. Sen we własnym śpiworze. Ogółem jest 65 drużyn po 4 osoby każda - 55 drużyn wylosowanych i 10 z puli organizatora. Jest też trochę osób towarzyszących oraz organizatorów - razem około 300 osób. Z tym, że część przyjedzie dopiero w sobotę w dniu zawodów.

Sprawnie się rozkładamy i idziemy zwiedzać rejon zakwaterowania. Jest trochę znajomych, dużo twarzy znanych z innych zawodów. Temperatura około 15 stopni Celsjusza ale odczuwalna na pewno wyższa, bo można swobodnie chodzić w T-shircie. Szybko okazuje się, że praktycznie jesteśmy zamknięci w komorze bez możliwości wyjścia. Znów chodzi o to byśmy się nie rozleźli po kopalni jak szarańcza i nie pogubili w różnych zakamarkach, w których może brakować tlenu.

O 21:00 pobieramy pakiety startowe i jest czas wolny na przygotowanie się do zawodów. Na dole działa restauracja, a w zasadzie bufet. Można kupić coś do jedzenia i picia, jest też wrzątek, kawa i herbata. Zupełnie niezauważalnie robi się całkiem późno, idziemy spać około godz. 24, ale światła na sali gasną dopiero koło 1 w nocy.

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce