Sztafeta w Bochni Ambasadora. Minuta po minucie, metr po metrze
Opublikowane w czw., 12/03/2015 - 15:59
W sobotę od rana zaczyna się krzątanina - śniadanie, szykowanie strojów, omawianie strategii. My rozważamy różne warianty biegu, bo można biegać kolejno po godzinie lub po dwa kółka lub w podobnej konfiguracji. Ostatecznie postanawiamy, że pierwsza para, tj. Andrzej i Jan, biegają dwie godziny na zmianę po jednym okrążeniu. Później na dwie godziny wchodzi druga para, czyli Teresa i Darek. A później znów zmiana, z możliwością modyfikacji strategii w zależności od rozwoju sytuacji. Wychodzi z tego piękny 12-godzinny trening interwałowy.
Trasa biegu prowadzi chodnikiem na poziomie August 212 m p.p.t. i jest to w zasadzie agrafka o długości 2420 metrów. ze strefą zmian w środku długości. Pomiar czasu chipem mocowanym do buta. Oczywiście sygnał GPS jest nieosiągalny, pozostaje tylko stoper i krokomierz. Start następuje o godz. 10:00. Żeby rozładować początkowy tłok wyznaczono 5 stref startowych po 13 zawodników, każda cofnięta nieco przed linią startu. Różnice w dystansach dla poszczególnych stref zostaną oczywiście uwzględnione w rachunku końcowym. To znakomity pomysł, później podczas biegu wszyscy są raczej równomiernie rozrzuceni po trasie i nie ma większego problemu z tłokiem.
Syrena sygnalizuje start. Na zegarze wyświetlony czas – 12:00:00, który od tego momentu będzie odliczany do tyłu. Andrzej rozpoczyna bieg. Od punktu zmian trasa prowadzi w prawo około 200 metrów lekko pod górę, później robi się płaska. Szerokość chodnika - 3 płyty chodnikowe. Wzdłuż torowiska, po którym w zasadzie nie da się biec. A więc dość wąsko, dodatkowo ze ścian wystają wsporniki podtrzymujące rury i kable, trzeba cały czas uważać przy mijaniu innych zawodników.
Po około 400 metrach przy pachołku następuje nawrotka. Z przodu z głębi chodnika wentylatory tłoczą do kopalni zimne powietrze, ten pierwszy odcinek trasy jest więc pod wiatr. A im bliżej nawrotki, tym robi się zimniej.
Po nawrotce biegniemy z wiatrem, zimno już tak nie przeszkadza. Z lewej mijamy punkt zmian i biegniemy lekko w dół około 100 metrów, do kaplicy Św. Kingi, czyli Królewny Kunegundy, patronki kopalni soli. Tam przebiegamy na drugą stronę torowiska i dalej biegniemy około 700 metrów do przeciwnego końca trasy, która prowadzi na tym odcinku delikatnie raz w górę, raz w dół i jest w zasadzie prawie prosta. Szerokość trasy w tym miejscu to 2 płyty chodnikowe. Po nawrotce wracamy tą samą trasą do strefy zmian.
Po 12 minutach przybiega Andrzej. Klepnięcie w dłoń i rozpoczynam bieg. Pozostało jeszcze 11:48:xx.... zegar wolno i systematycznie odlicza czas. Biegnie się dość przyjemnie, z umiarkowaną intensywnością. Na pewno nie jest to sprint. Chodnik na całej długości oświetlony lampami, więc nie ma trudności z obserwowaniem trasy chociaż panuje przyjemny półmrok. Nawierzchnia z płyt chodnikowych wąska ale równa.
Od razu da się zauważyć, że z niektórymi zawodnikami biegnącymi w tym samym rytmie przyjdzie się zmagać przez całe zawody. Na nawrotkach wytracam prędkość, co powoduje spadek tempa na całym okrążeniu. Około 50 metrów przed strefą zmian podnoszę rękę, to znak dla spikera, że planuję zmianę. Wyczytuje głośno numer naszej drużyny, aby Andrzej przygotował się do zmiany. Znów klepnięcie w rękę i motywujące pokrzykiwania. A ja schodzę z trasy w prawo na 12-minutowy odpoczynek.
Cały wyścig obserwowany ze strefy zmian wygląda szalenie dynamicznie, co kilka sekund spiker wyczytuje kolejną drużynę do zmiany, za chwilę wyłania się zziajany zawodnik z mroku chodnika. Przez moment jest zamieszanie w strefie zmian, jakieś krzyki i doping, przepychanie się czekających zawodników i następny zawodnik popchnięty dla rozpędu przez poprzednika pędem znika w czeluści wąskiego chodnika.
W strefie zmian też ciągły ruch i zamieszanie, jedni siadają zadyszani inni już rozgrzewają się do biegu, jeszcze inni omawiają strategię po pierwszych okrążeniach. Ktoś schodzi kulejąc do szatni. Z odnowioną kontuzją. Da się zauważyć, że nikt nie odpuszcza, wszyscy są zaangażowani na 100%. Nasze piękne dziewczyny ostro biegają dotrzymując kroku mężczyznom.

