Sztafeta w Bochni Ambasadora. Minuta po minucie, metr po metrze
Opublikowane w czw., 12/03/2015 - 15:59
Po 1,5 godzinie przychodzą Teresa z Darkiem, nie chcą już dłużej czekać na pełne dwie godziny więc na roboczo uzgadniamy, że kończymy ósme kółko i schodzimy do szatni, a oni rozpoczynają swoją turę. Schodzimy, a właściwie śmigamy zjeżdżalnią z Andrzejem do szatni. Można się napić herbaty lub kawy, zjeść musli z jogurtem. Możemy jeszcze poleżeć godzinę w łóżku i spokojnie zmienić przepocone rzeczy. Nie jesteśmy specjalnie zmęczeni ale po 1,5 godz. z wyraźną niechęcią zwlekamy się z łóżek i wchodzimy z powrotem po 320 schodach do strefy zmian.
Po drodze sprawdzamy jeszcze w komputerze pozycje naszej drużyny. Jesteśmy na 56-57 pozycji. Teresa z Darkiem już kończą swoje 8 kółek. Naszą turę znów rozpoczyna Andrzej. Właściwie cały czas biegamy ze stałą prędkością, w miarę naszych możliwości. Pomimo dość dużej intensywności biegu krótkie przerwy pozwalają się nieco zregenerować.
Po 3 turach mamy już wszyscy po 12 kółek na koncie. Zmęczenie daje się we znaki ale zegar pokazuje jeszcze ponad godzinę - na każdego pozostają jeszcze po 2 kółka. Po ich przebiegnięciu pozostaje jeszcze kilkanaście minut. Krótka narada.
Andrzej odczuwa już skutki dawnej kontuzji kręgosłupa, Teresa właśnie skończyła swoje kółko, ja jestem najbardziej wypoczęty więc wbiegam na trasę na ostatnie kółko. Biegnę na 100%, żadnej ulgi, żadnego zmęczenia, liczy się tylko czas. Słyszę w głośnikach rozstawionych na trasie głos spikera: pozostało jeszcze 20 minut, pozostało 15 minut, pozostało 10 minut...
Dobiegam do punktu zmian. Na ostatnie minuty to Darek wbiega na trasę. Do końca czasu zdąży przebiec jeszcze za drugą nawrotkę i zrobić 1547 metrów.
Dźwięk syreny kończy wyścig. Zawodnicy na trasie zamierają i odpinają numery, pozostawiają je na ścieżce by sędziowie mogli domierzyć przebiegnięty dystans niepełnego ostatniego okrążenia. Później, już w domu, sprawdzę wykres tętna - wychodzi idealna piła: bieg od 170 do 156 bpm, odpoczynek 120 do 90 bpm. I tak 15 razy....
Wyścig kończy się o 22:00. Zanim zejdziemy do szatni i trochę się ogarniemy, jest godz. 24. Trochę się integrujemy, ale zmęczenie bierze górę i około godz. 1 idziemy spać. Ale impreza trwa jeszcze co najmniej do 3 nad ranem.
Rano o 7:30 wyruszamy w dużej grupie na zwiedzanie kopalni. Jest kolejka, schody, multimedialny pokaz i trochę historii.
O 9:00 dekoracja i losowanie nagród od sponsorów. Wszystkie drużyny są wyczytywane i dekorowane na podium. Dziewczyny z okazji Święta Kobiet otrzymują kubełek soli bocheńskiej do kąpieli.
Nasza drużyna ostatecznie zajmuje 54. miejsce, z przebiegniętym dystansem 140 442 metrów.
O godz. 11 w strasznym ścisku opuszczamy kopalnię w Bochni. Znów jest przejazd windą tym razem w górę. Wita nas piękne słońce, którego nie widzieliśmy przez dwa dni. Sen pomału się kończy, pora wracać do rzeczywistości....
Jan Nartowski, Ambasador Festiwalu Biegowego w Krynicy-Zdrój.
Fot: Gabriela Kucharska / maratonypolskie.pl
