Jakub Nowak patrzy już tylko w przyszłość. „Dobrze, że nikt nie zaproponował mi amputacji”
Opublikowane w sob., 27/12/2014 - 07:46
Jakub Nowak to tegoroczny brązowy medalista Mistrzostw Polski w biegu przełajowym oraz Mistrz Polski AZS w półmaratonie. Ale te sukcesy były - jak sam przyznaje - jedynie nagrodą pocieszenia. Zawodnik z Warszawy liczył przede wszystkim na udany debiut w maratonie. Niestety z powodu długotrwałej kontuzji plany musiał przenieść na 2015 rok.
Rozmowa Roberta Zakrzewskiego
Jeszcze w styczniu tego roku, tuż po Biegu Chomiczówki rozmawialiśmy o Twoich planach na 2014 rok i starcie w pierwszym maratonie w karierze. Miałeś bardzo ambitny cel - złamanie 2:13:00. Ostatecznie nic z tego nie wyszło...
Tego sezonu, nie licząc końcówki, która był dla mnie dużym zaskoczeniem, nie mogę zaliczyć do udanych. Wszystko zaczęło się obiecująco. Pomimo zimowych warunków, bez problemu zwyciężyłem w Biegu Chomiczówki, uzyskując dobry czas (47:32 na 15 km - red). Później spontanicznie podjąłem decyzję, żeby na własny koszt przygotowywać się do sezonu w Portugalii. Udało się załatwić dobre warunki, aby w marcu zadebiutować w barcelońskim maratonie. Wszystko było dopięte na ostatni guzik, forma rosła i wszystko zapowiadało się bardzo dobrze.
Kiedy zaczęły się problemy?
Wróciłem do kraju pod koniec lutego i czekały mnie jeszcze trzy dni intensywnych treningów. Ostatniego dnia miałem biegać 4 x 4 km. W przerwie między odcinkami poczułem kłucie w nodze. Udałem się do fizjoterapeuty, który mnie trochę ponastawiał, rozluźnił i tak pojechałem na start do Irlandii na 5 km.
Skusiła mnie bardzo mocna obsada, zawodnicy z Europy i USA. Na miejscu zrobiłem tylko lekki rozruch, a następnego dnia miał się odbyć bieg. Mieliśmy do pokonania pięć okrążeń. Po trzech byłem jeszcze w czołówce, ale dwa ostatnie pozostawiły mnie bez szans na dobry rezultat. Po zakończeniu zawodów nie byłem w stanie ruszać nogą i dojść do hotelu. Czułem taki ból, że nie mogłem spać w nocy. Noga bolała mnie non stop, niezależnie od tego, czy była zgięta czy wyprostowana. Nie znalazłem sposobu, by załagodzić ból. W kraju zacząłem odwiedzać fizjoterapeutów i lekarzy. Straciłem pół roku. Musiałem odwołać start w maratonie...
Jak walczyłeś z kontuzją?
Problem w przypadku mojej kontuzji, czyli urazu pasma biodrowo-piszczelowego polegał na tym, że lekarze i fizjoterapeuci nie potrafili mi powiedzieć jak przeciwdziałać jej objawom. Polecono mi rolować to pasmo, ale niewiele mi to dawało. Po półtora miesiąca od pojawienia się urazu myślałem, że jest już dobrze, więc zacząłem truchtać. Po dwóch tygodniach kontuzja wróciła. Znów zaczęło się kombinowanie jak zaradzić problemowi. Mimo licznych konsultacji nie udało mi się dostać żadnej skutecznej wskazówki. Wziąłem więc nogę „na przetrzymanie”, bo stwierdziłem, że jeśli dam jej czas na regenerację, to ból ustąpi. Faktycznie tak się stało...
Co robiłeś w „wolnym czasie”?
Zacząłem aktywnie… uczęszczać na studia (śmiech). Przy normalnym trybie treningowym jest to trudne i przepadają często zajęcia. Studiuję Technologię Energii Odnawialnej na SGGW. Jest to kierunek, powiedziałbym, dosyć ścisły. Przez kontuzję mogłem więc być na wszystkich zajęciach i wykładach. Włączyłem się też w organizację imprez biegowych, w tym Orlen Warsaw Marathon, podczas której koordynowałem wolontariat. Chciałbym jeszcze raz podziękować wszystkim wolontariuszom, z którymi współpracowałem podczas tej imprezy.
Okres kontuzji minął mi więc pod znakiem zajęć około sportowych niż na treningach zastępczych. Nie chciałem spowodować nawrotu kontuzji.
Żadnej siłowni?
Starałem się rozwijać tylko mięśnie grzbietu, brzucha, ręce. Jeden z fizjoterapeutów powiedział mi to, że cały uraz rozchodzi się od mięśni na wysokości lędźwi i je też należy rozluźniać, a nie obciążać. Jeśli więc zebrać wszystkie diagnozy, jakie zostały mi postawione, to chyba pozostałoby mi leżenie w łóżku (śmiech).
Jeśli jeden z czołowych polskich biegaczy ma problem z uzyskaniem profesjonalnej pomocy w przypadku kontuzji, to co mają powiedzieć amatorzy…
Akurat kontuzja pasma biodrowo-piszczelowego to trudna sprawa, cieżko się leczy ten uraz. Gdy spotykałem się z biegaczami często pytali „a co ty robiłeś na tą dolegliwość?”. Jeden z chłopaków, który bardzo dobrze wypadał w przełajach i zdobył kilka medali Mistrzostw Polski, już od ponad półtora roku nie jest w stanie wznowić treningów z powodu nawracającej kontuzji. Gdy rozmawiamy z sobą dochodzimy do wniosku, że najlepszym i jedynym sposobem na walkę z kontuzją jest rolowanie. To jest nasz jedyny pomysł co mamy z tym robić. U mnie niestety ani lekarze ani fizjoterapeuci nie potrafili wystawić recepty na walkę z urazem. Dobrze chociaż, że nikt nie zaproponował amputacji (śmiech).
