Jakub Nowak patrzy już tylko w przyszłość. „Dobrze, że nikt nie zaproponował mi amputacji”

 

Jakub Nowak patrzy już tylko w przyszłość. „Dobrze, że nikt nie zaproponował mi amputacji”


Opublikowane w sob., 27/12/2014 - 07:46

Do biegania wróciłeś dopiero w sierpniu. Bardzo brakowało Ci regularnych treningów i zawodów?

Powrót był ciężki, bo do treningów wróciłem mocnym akcentem. Pod koniec sierpnia, razem ze swoim trenerem Markiem Jakubowskim i klubem LŁKS Prefbet Śniadowo Łomża pojechałem do Szklarskiej Poręby. Bardzo mnie tam „nosiło”, bo wszyscy wychodzili na mocne treningi, a ja miałem jedynie rozbiegania. Dostawałem od trenera polecenie pokonania 10 km i wolne popołudnie, podczas gdy chciałem wycisnąć z siebie jak najwięcej podczas tego obozu. Krew mnie zalewała, gdy słyszałem, że mam pójść na basen, zamiast na trening. Po obozie klub poprosił mnie o start podczas ligi na początku września. Byłem bardzo zaskoczony rezultatem tego biegu – 1500m pokonałem w równe cztery minuty. Oczywiście sporo mnie to kosztowało, bo prawie rok nie miałem „kolców” na nogach i założyłem je tylko na start. Zakwasy czułem prawie dwa tygodnie...

Jak teraz wyglądają Twoje treningi?

Nadal polegają na rozbieganiach i drugich zakresach. Jesienią, oprócz biegów ulicznych nie ma już znaczących startów. Tylko w tym roku nietypowo rozegrano przełajowe mistrzostwa kraju. Starty w biegach traktuję obecnie jako kontrolę formy, jako pewne zastępstwo dla treningów. Wiadomo zresztą, że najlepszym treningiem jest start. W Mistrzostwach Polski wystartowałem głównie dla drużyny - zdobyliśmy złoto, a do tego 3 medale indywidualne.

Największy plus tego sezonu?

Dla mnie osobiście największym zaskoczeniem był start w Biegnij Warszawo, gdzie pobiegłem 30 minut i 14 sekund, zajmując czwarte miejsce i będąc drugim z Polaków na mecie. Jest to, skromnie mówiąc, rewelacyjny czas jak na moją kontuzję. Wiele osób było w szoku, że udało mi się tak pozbierać i mocno pobiec. Szkoda więc, że przytrafiła się kontuzja, bo mógłbym powalczyć o całkiem niezłe rezultaty w tym roku...

Myślisz wciąż o debiucie w maratonie?

Planuje go na wiosnę, prawdopodobnie podczas Orlen Warsaw Marathon. Rozważam z trenerem mocne przygotowania. Chcę pojechać na długi obóz zagraniczny do USA w okresie zimowym. Oczywiście wszystko zależy od kwestii finansowych - nie mam sponsorów, więc będę musiał szukać środków na opłacenie treningów. Nie będzie to łatwe, ale jeśli jest ryzyko, to jest zabawa. Może uda mi się zadebiutować z dobrym wynikiem i znajdą się sponsorzy, którzy pomogą mi w drodze na Igrzyska.

Cel jest ambitny...

Mając w perspektywie Rio oraz minima kwalifikacyjne, jakie stawia przed nami PZLA, i pamiętając jak to było w przypadku Igrzysk w Londynie i Pekinie, to w maratonie trzeba będzie pobiec pewnie ok. 2:10:30. Zrobienie minimum na Igrzyska nie jest więc najłatwiejsze, bo to specyficzna konkurencja, z bardzo obciążającym dystansem. Maratonu nie na praktykować tak często jak choćby biegów na 10 km. Dwa starty w ciagu roku i już. Ale chciałbym spróbować. Minima na 5000 i 10 000m są na poziomie rekordu Polski, a wiadomo, że u nas od lat do tych czasów nikt się nie zbliża. Zresztą odbywa się bardzo mało biegów stadionowych na tych dystansach. Żeby pojechać na Igrzyska, na 10 000m trzeba wybiegać 27:50 - jedyny w Europie bieg na tym dystansie to Puchar Europy. A żeby tam pojechać, trzeba przekonać do siebie PZLA. Bywa to trudne…

Jakie są koszty zagranicznego obozu przygotowawczego dla zawodnika takiego jak Ty?

Żeby opłacało się jechać, należy zaplanować minimum 6 tygodni. Najdroższy jest bilet do USA - do Albuquerque w Nowym Meksyku - ceny wahają się między 3 a 4 tysiące złotych. Koszt wyżywienia i zakwaterowania jest podobny.

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce