Proszek, który ryje psychę – nasza Zamieć [ZDJĘCIA]
Opublikowane w śr., 01/02/2017 - 08:54
Lecąc jak dzik na stromym zbiegu i widząc tylko krąg światła przed sobą, przestrzelam zakręt w lewo. Wydeptana w śniegu ścieżka okazuje się prowadzić do jakiejś chałupki albo szałasu. Jeden zawodnik poleciał za mną. Zamiast wracać spory kawał pod górę, zaczynamy się przebijać do właściwej trasy w bok przez młodnik. Parę razy zapadamy się w śniegu po klatę. Kosztuje nas to kilka minut i mnóstwo energii, a rycie w śniegu na dojściu do leśnej ścianki jeszcze dobija.
One night on Skrzyczne and the world's your ultra
The peaks's yur temple but the climb ain't free
You'll pay with sweat on every loop of snow white
And if you're lucky then your arse won't freeze
May your guardian angel take good care of thee
Ściankę lecę po swojemu szybko, ale w jej środku ktoś mnie wyprzedza. Ułamek sekundy na odruchową reakcję w głowie. Co takiego, ktoś mnie ogrywa w mojej konkurencji? Błyskawiczna kontra równoległym wyjeżdżonym torem i jestem na dole ścianki przed nim.
Człowiek ewidentnie robi trzecie koło. Jesteś liderem? – pytam go. – Chyba tak. – No to powodzenia i trzymaj się! – Dzięki i nawzajem! – woła oddalający się jak znikający punkt w kopnym śniegu zawodnik. Jak on to robi w tej mące? Później się dowiem, że to był późniejszy zwycięzca Rafał Kot. Ojapierdziu, przez chwilę się ścigałem z samym Przekotem!
Na pozostających kilku kilosach „piachu” tracę resztę mocy. Wyprzedza mnie kilku cisnących na świeższych siłach sztafetowców. Do bazy docieram taki wypruty, że przez 15 minut tylko siedzę w letargu, próbując popijać izotonik i colę. Dopiero potem jestem w stanie ruszyć zad do drugiego pokoju do kochanych czerwonych krasnoludków z Pokojowego Patrolu po ciepłą michę. Dwie duże porcje makaronu z obydwoma sosami pomału przywracają mnie do żywych, ale cały pit-stop zajmuje godzinę i dziesięć minut. Czy da się zrobić chociaż pięć?



