Dominika Stelmach walczy o Tokio z nowym (tajemniczym) trenerem. Ale najpierw Kenia!
Opublikowane w czw., 24/01/2019 - 18:56
– Wybierasz się na obóz do Kenii? To chyba nowość w Twoim planie treningowym?
– W najbliższy piątek lecę na 5 tygodni do Kenii. Będę zwiedzała, jeździła na safari, robiła sobie zdjęcia z miejscowymi super biegaczami (śmiech). A tak poważnie, to pierwszy raz będę na obozie wysokogórskim. Mam trochę obaw, bo wszyscy mnie uprzedzają, żebym za mocno nie trenowała. Ale zrobiłam badania wydolnościowe, wiem, na jakich tętnach mam biegać, jestem teraz wypoczęta, czuję się silna, moje ciało jest gotowe na wysiłek. Nie biegałam ostatnio dużo, od października to było w granicach 80-100 km tygodniowo, więc jestem pełna energii, żeby tę Kenię solidnie przepracować!
– A co dla siebie szykujesz na górską połowę roku?
– Pozazdrościłam Bartkowi Przedwojewskiemu! (śmiech) Postanowiłam wystartować w trzech z sześciu maratonów należących do cyklu Golden Trail Series. Odpuszczam sky race’y, bo nie jestem w stanie w nich powalczyć, a wybrałam trasy najbardziej biegowe: Sierre Zinal, Zegama i Marathon du Mont-Blanc.
Bartlomiej Przedwojewski triumfuje w finale Golden Trail Series i bije rekord trasy
– No i zakładam, że finałowe zawody w Nepalu?
– Nie będę walczyła za wszelką cenę o super czołowe lokaty w tych biegach, ale… moim celem jest pierwsza dziesiątka w klasyfikacji generalnej, co oznacza… wyjazd na finałowy bieg pod Annapurnę! A 3 tygodnie po Nepalu są mistrzostwa świata w długodystansowym biegu górskim (Dominika Stelmach będzie tam broniła srebrnego medalu z Karpacza) , co by pięknie zamknęło mój tegoroczny kalendarz.
Dominika Stelmach wicemistrzynią świata w biegu górskim długodystansowym
– Na koniec zapytam Cię o niezwykle intrygujący, finansowy aspekt Twojego sportowego życia. Jak już wspomnieliśmy na początku rozmowy, zrezygnowałaś z pracy zawodowej i postawiłaś wyłącznie na bieganie. Przeszłaś na zawodowstwo, co w Twoim wieku jest niespotykane. Jak sobie radzisz, z czego opłacasz swoje treningi i starty? Jesteś na całkowitym utrzymaniu męża (a macie przecież dwoje dzieci), czy udało Ci się znaleźć dodatkowe źródła finansowania?

– Nie jest łatwo. Na pewno mam duże wsparcie ze strony rodziny. W dużej mierze utrzymujemy się z dochodów mojego męża. Mam skromne, ale jednak, stypendium z PZLA za wicemistrzostwo świata w Karpaczu, a sprzętowo nadal jestem związana z Adidasem, w którym pracowałam przed „przejściem na zawodowstwo”. Ludzie różnie komentowali dużą liczbę moich startów w ubiegłym roku, ale to wynikało właśnie z potrzeby zarobienia pieniędzy. Pytano: „po co jedziesz do Chin biegać 50 km w tempie 4:15/km”. No właśnie dlatego, że jeśli mogę za niezbyt szybkie i męczące bieganie zarobić przyzwoite pieniądze, to z tego korzystam.
Dominika Stelmach triumfuje w Chinach. "Jakimś cudem"
To nie jest piłka nożna, to nie są skoki narciarskie… Medialność biegów wciąż jest dość daleko za innymi sportami. W tym roku jednak wiele startów i takich możliwości poświęcę, żeby spełnić dziecięce marzenie i powalczyć o igrzyska! A jak będę coraz lepsza, to może znajdą się sponsorzy, którzy zechcą zainwestować we mnie i moje bieganie?
rozmawiał Piotr Falkowski

