Dominika Stelmach walczy o Tokio z nowym (tajemniczym) trenerem. Ale najpierw Kenia!

 

Dominika Stelmach walczy o Tokio z nowym (tajemniczym) trenerem. Ale najpierw Kenia!


Opublikowane w czw., 24/01/2019 - 18:56

– Byliśmy ze sobą bardzo zżyci, to nie były treningi korespondencyjne, dużo biegaliśmy razem. Takie rozstania są zawsze trudne. Podjęłam decyzję przede wszystkim po analizie tego, jak chcę, żeby wyglądało moje sportowe życie i przez najbliższe 2 lata. Hubert Duklanowski jest fajnym młodym trenerem, na pewno będzie miał jeszcze dużo do powiedzenia, ale oboje jesteśmy bardzo silnymi charakterami i z tego chyba zrodziły się problemy. Brakowało mi po prostu spokoju, o którym już mówiłam. Tyle.

– W takim razie – z kim ten spokój zyskałaś? Kto jest Twoim nowym trenerem?

– Yyyy… to jest bardzo trudne pytanie…

– Nie rozumiem… to jakaś tajemnica?!

– Powiedzmy, że… ujawnię to w swoim czasie! (śmiech). To nie tajemnica, ale… umówiliśmy się na okres próbny. Jeżeli to się sprawdzi i po konsultacjach, które teraz mamy, będę zadowolona, wtedy powiem, z kim trenuję. Na razie nie chcę zapeszyć.

– Kiedy zatem poznamy nazwisko Twojego trenera?

– Okres próbny trwa zazwyczaj 3 miesiące, a współpracujemy od początku roku (śmiech).

– Mam nadzieją, że taką samą tajemnicą nie są Twoje tegoroczne plany biegowe?

– Na ten temat mogę mówić (śmiech). Podzieliłam rok 2019 na dwie wyraźne części. Najpierw tylko biegi uliczne, w drugiej połowie – znowu będą góry. Nie odpuszczam gór, bo uważam, że bardzo dużo mi dają, przede wszystkim psychicznie, bo pozwalają odpocząć od nużącego treningu szosowego, biegania na stałej kadencji po asfalcie. Góry dają mi też dużo siły, bardzo zyskuję tlenowo. A zatem, do maja skupiam się na asfalcie. Startów nie będzie dużo, a najważniejszy, oczywiście – maraton. Wystartuję 7 kwietnia.

– W Wiedniu, tak jak Błażej Brzeziński?

– 7 kwietnia w Europie jest mnóstwo maratonów! (śmiech)  Jest także Łódź, są Rotterdam, Mediolan, Rzym, Hanower… Naliczyłam w tym terminie bodaj 13 maratonów! Ja na razie mam wybrany termin, a gdzie wystartuję – jeszcze nie wiem. Chciałabym wystartować jak najbliżej domu. W tamtym roku lot do Seulu i bieg w sytuacji, kiedy nie miałam czasu na dłuższy pobyt i aklimatyzację, były zbyt męczące. To także kwestia logistyki. W Korei byłam sama, nie miałam nikogo, komu mogłabym zostawić przed startem przysłowiowy dres. To generuje dodatkowy stres, który w przypadku maratonu jest zupełnie niepotrzebny. Najważniejsze więc, że termin mam konkretny, a miejsce to już sprawa wtórna.

– I to właśnie 7 kwietnia przymierzasz się do wspomnianego wyniku 2:32?

– Plan minimum na ten maraton to 2:35, ale na pewno będę celowała w 2:32. Wydaje mi się, że ten wynik jest do osiągnięcia.

– A w jakich innych biegach ulicznych zamierzasz startować wiosną?

– 2 tygodnie po maratonie pobiegnę w Two Oceans Marathon na 56 km w Republice Południowej Afryki, w którym rok temu byłam druga. Odstęp czasowy może się wydawać krótki, ale ten bieg ma całkiem inną specyfikę: 1500 m przewyższenia, znacznie wolniejsze tempo. Na początku maja Wings for Life World Run, ale… tym razem „Wings” będzie luźniejszy. Pobiegnę w Rio de Janeiro, mam nadzieję, że uda się tam wygrać, ale nie czarujmy się: warunki klimatyczne tam panujące raczej nie dają szans na wykręcenie wyniku w skali światowej. Potraktuję zatem ten start jako fajne rozbieganie, bo jestem bardzo związana  z tym biegiem, lubię jego ideę i zasady sportowe. W maju pewnie wpadną jeszcze jakieś krótsze, szybkie biegi, a potem odpoczynek i od końca czerwca przenoszę się w góry.

– A czy przed maratonem planujesz sprawdzian w jakiejś „połówce”?

– Najprawdopodobniej nie, bo… mogę nie mieć na to czasu, bo 4 tygodnie przed maratonem wracam z Kenii.


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce