| Festiwal Biegów

"Miał być lekkim rozruchem, a..." Biegiem na 30. piętro PKiN


Opublikowane w czw., 04/07/2019 - 08:51

5, Bieg im. Stanisława Tyma w Warszawie, czyli bieg na Pałac Kultury.

Polecamy również:


Podziel się:

470 km Ewy Siwoń - ekologiczne zadania dla kibiców


Opublikowane w czw., 04/07/2019 - 08:36

W zeszłym roku były Lofoty.

Polecamy również:


Podziel się:

Moja droga do Badwater - cz. 5. Patrycja Bereznowska adaptuje się do warunków Doliny Śmierci. "Wysoka temperatura i bardzo niska wilgotność"


Opublikowane w śr., 03/07/2019 - 20:11

15 lipca Patrycja Bereznowska stanie na starcie Badwater 135, biegu uznanego przez National Geographic za najtrudniejszy ultramaraton świata. Od kilku miesięcy towarzyszymy naszej mistrzyni w przygotowaniach do wyzwania życia.

Tym razem jesteśmy z Patrycją już w Stanach Zjednoczonych, dokąd zawodniczka udała się przed 10 dniami, by jak najlepiej zaadaptować się do warunków panujących w Dolinie Śmierci.

Patrycja Bezreznowska zatrzymała się u Petera Podbielskiego, Polaka mieszkającego w Arizonie, który kilka lat temu pomagał Piotrowi Kuryle przygotować się do Badwater, a potem serwisował go na trasie.

– Jestem w Phoenix, a dokładniej w satelickim miasteczku Goodyear, znanym z produkcji opon. To jakieś 3 godziny jazdy od Doliny Śmierci. Jest to ta sama strefa czasowa i ten sam klimat, który panuje w Badwater – mówi biegaczka, bardzo zadowolona z tak wczesnego wyjazdu do USA.

– Po półtora tygodnia przebywania tu i trenowania czuję dużą różnicę w postrzeganiu temperatur i wilgotności, które czekają mnie na trasie biegu. Przestawiłam się już na czas minus 9 godzin w stosunku do Polski. Przez 4-5 dni budziłam się w środku nocy i nie mogłam spać, teraz funkcjonuję już „po miejscowemu”. Codziennie mam okazję testować coś nowego, codziennie biorę na trening inne ciuchy, inny sprzęt, sprawdzam patenty na chłodzenie i picie w takich warunkach. Mam tu doskonałą bazę!

– W jakich warunkach atmosferycznych żyjesz i trenujesz, na ile odzwierciedlają one to, co czeka Cię za kilkanaście dni na trasie ultramaratonu Badwater 135?

– Klimat jest niemal identyczny. Czasami w Dolinie Śmierci jest z powodu pustyni ciut bardziej gorąco i sucho, ale cały czas to monitorujemy i na razie pogoda w Goodyear i Badwater panuje identyczna. Rano jak wychodzę na trening mamy około 35-36 stopni Celsjusza, a kończę go przy 40-42. Z kolei w porze najbardziej gorącej, o godzinie 15-16, trenuję w 40 kilku stopniach.

Gorąco, ale prawdziwym problemem jest wilgotność, a właściwie... prawie jej brak. Poziom wilgotności tutaj to 8-15 procent, co powoduje zupełnie inne reakcje organizmu niż w podobnych nawet upałach w Europie. Nie pocisz się, natomiast jest tak sucho, że nie jesteś w stanie przebiec kilometra bez napicia się choćby łyka płynu. Błony śluzowe są wysuszone tak bardzo, że aż boli gardło. Treningi muszę więc planować tak, by mieć wystarczającą ilość wody albo możliwość uzupełnienia jej po drodze.

– To w góry musisz chyba targać ze sobą cysternę?

– Tu jest właśnie problem. W górach nie mam gdzie uzupełnić picia, więc jak biegnę lub jadę rowerem, mogę sobie planować maksymalnie 15 kilometrów. Mniej więcej na tyle wystarczają mi dwa półlitrowe softflaski. Nie wzięłam ze sobą plecaka z większym bukłakiem, bo na biegu nie będzie mi potrzebny i teraz mnie to limituje. Raz pobiegłam w góry na 26 km i pod koniec już mi brakowało wody, choć ja na co dzień nie piję zbyt wiele. Tutaj muszę choćby po to, by co chwila choć przepłukać gardło. Inaczej nie będziesz w stanie biec. To jest dla mnie coś zupełnie nowego.

– Czego jeszcze dowiedziałaś się podczas ostatnich treningów w warunkach a la Badwater?

– Zawsze myślałam, że w słońcu i upale lepiej jest biegać z krótkim rękawem albo wręcz odkrytymi ramionami. Tutaj znacznie większy komfort odczuwam mając ręce osłonięte specjalnymi rękawkami, które są polane wodą. Wieją dosyć mocne wiatry, które są nieprzyjemne, bo bardzo gorące. Ale gdy masz polane wodą rękawy, przynoszą trochę ulgi.

Trzeba więc ubierać się inaczej niż w Europie, by przystosować się do tutejszych warunków. Ciuchy koniecznie białe, bo tu i tak wszystko nagrzewa się błyskawicznie, a to co jest ciemne parzy w ciągu sekundy. (czytaj dalej) 


Polecamy również:


Podziel się:

"Zadałam sobie rany, ale wyszłam z tego silniejsza". Joanna Mostowska przebiegła 500 km GSB dla Mikołajka


Opublikowane w śr., 03/07/2019 - 17:52

Samo bieganie coraz częściej nie wystarcza. Treningi i zawody to za mało. Szukamy coraz większych wyzwań, granic samych siebie. Poszukujemy dla biegania głębszego sensu, propagując idee, edukując, zwracając uwagę na problem czy starając się pomóc potrzebującym.

Piszemy często i chętnie o takich przedsięwzięciach, bo dowodzą, że biegacze to najczęściej nie skoncentrowane na sobie narcyzy, ale osoby empatyczne, dzielące się swoją pasją i myślące o innych.

Dziś o Joannie Mostowskiej, która ostatnio pokonała 500 kilometrów Głównego Szlaku Beskidzkiego dla chorego Mikołajka.

Joanna mieszka w Warszawie, ma 37 lat, jest mamą dwóch córek (4 i 6 lat). Prowadzi klubokawiarnię dla podróżników w centrum stolicy, a biega - jak nam powiedziała - od zawsze. – Bieganiem zaraził mnie mój tata. Wyciągał na przebieżki już gdy chodziłam do „podstawówki”. Były to początki lat 90, a wtedy widok biegaczy wywoływał, delikatnie mówiąc, zdziwienie przechodniów. Zwykle pukali się w czoło!

A Joannie podobało się właśnie to, że robią z ojcem coś nietypowego. – I może tak właśnie mi zostało. Lubię iść dalej, zrobić coś innego!

Nie przeszkadzało, że nie było w jej bieganiu wielkich wyników. – Nigdy nie byłam szybka. „Życiówki” stały w miejscu, podczas gdy znajomi, których z czasem zaczynało biegać coraz więcej, osiągali lepsze czasy ode mnie. Ja jednak odkryłam w sobie coś innego. Wytrzymałość! Fizyczną i psychiczną – wspomina Joanna Mostowska.

Warszawianka zaczęła więc startować w biegach ultra, a po jakimś czasie pomyślała o czymś jeszcze dłuższym. – Postanowiłam zmierzyć się biegowo z Głównym Szlakiem Beskidzkim – mówi.

Od razu jednak chciała, żeby jej wyzwanie miało, poza sportowym, jakiś głębszy sens. – Długo się nie zastanawiałam, komu zadedykować bieg. Moja koleżanka ze studiów ma niepełnosprawnego synka. Mikołajek ma 2 lata i cierpi na genetyczną chorobę cri du chat (zespół miauczenia kota): nie mówi i nie chodzi, choć dzięki intensywnej rehabilitacji jest już tego coraz bliższy. Ogromnie się cieszę, że w czasie, gdy pokonywałam GSB, wpłynęło sporo wpłat na rehabilitację Mikołajka! – mówi uradowana.

Na miejsce startu biegu po GSB Aśka wybrała Ustroń. – Kierunek z zachodu na wschód był dla mnie naturalny. Beskid Niski i Bieszczady znam dobrze, więc te tereny chciałam sobie zostawić na koniec – tłumaczy. 

Pobiegła ze wsparciem, chociaż... Trochę było z tym kłopotów i niepewności. I to na samym początku. – W drodze do Ustronia „rozkraczył się” supportujący mnie samochód! Na start dojechałam więc „stopem” i pierwszego dnia biegłam z pełnym ekwipunkiem, bo nie było wiadomo, co i jak z autem. Na szczęście już od drugiego dnia miałam wsparcie Kuby. Mój jednoosobowy support organizował noclegi, trochę gotował i prał skarpetki – mówi z wdzięcznością. – Czasem wychodził też ze mną kawałek na szlak. Ale generalnie biegłam bez „zająca”.

Swoje siły i możliwości Joanna „wyceniła” na 8 dni. – Średnio miało to być 60 kilka kilometrów, choć, oczywiście, brałam pod uwagę wydłużenie tego czasu. Kobiece rekordy na tej trasie nie są zbyt wyśrubowane, założyłam więc, że nawet takiemu żółwiowi jak ja nietrudno będzie zrobić dobry wynik – uśmiecha się i od razu dodaje: – Rekord nie był celem samym w sobie. Zdaję sobie sprawę, że jest masa mocnych dziewczyn, które z łatwością mogą pobiec szybciej ode mnie! (czytaj dalej) 


Polecamy również:


Podziel się:

Astronomiczne premie za rekordy biegu na 10 km w Atlancie! Krynica kusi Polaków


Opublikowane w śr., 03/07/2019 - 14:19

Polecamy również:


Podziel się:

Konieczek, Jankowska, Dobek, Rozmys... Studenci na start


Opublikowane w śr., 03/07/2019 - 11:30

Polecamy również:


Podziel się:

Mistrzyni Olimpijska wydała książkę dla lekkoatletów


Opublikowane w śr., 03/07/2019 - 11:09

Polecamy również:


Podziel się:

Górski Runmageddon


Informacje:

Sezon: 2018-2019

Opis wydarzenia:

W październiku zaszalejcie na trasach, które poprowadzą przez mordercze podbiegi i górskie szlaki! Na tym najbardziej hardcorowym evencie odpalimy dla Was kilometry błota i przeszkód w formułach Intro, Rekrut, Hardcore, a także... Ultra! Dla najmłodszych odpalimy także trasę KIDS!

Organizator
 

Runmageddon


Informacje:

Sezon: 2018-2019

Opis wydarzenia:

Po gorącym, czerwcowym szturmie, nam jeszcze mało morskiego klimatu! Już pod koniec września uderzamy do Gdańska, udowodnić po raz kolejny, że sezon plażowy Runmageddończyków na lecie się nie kończy! Intro, Rekrut, Classic, a dla młodszych adeptów walki z przeszkodami - Junior i KIDS, czekają, by sprawdzić czy macie siłę i charakter na miarę Runmageddonowych Świrów!

Organizator

Runmageddon


Informacje:

Sezon: 2018-2019

Opis wydarzenia:

Jeszcze we wrześniu wrócimy w okolice Stolicy, aby wystawić na próbę Waszą siłę i charakter w formułach Intro, Classic, a także Rekrut - w wersji dziennej i nocnej! Dla młodszych adeptów walki z przeszkodami odpalimy także trasy Junior i KIDS!

Organizator

 

Strony

kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce