Rokrocznie to małe, senne miasteczko na zachodniej granicy Rzeczpospolitej, na dwa dni zamienia się w stolicę polskiego maratonu. Każdy szanujący się maratończyk powinien chociaż raz wystartować w Dębnie, żeby uszanować tę tradycję. 41-letnią już tradycję – dodajmy. Ja również. Na imprezę wybrałem się w tym roku w czwórkę. Paula jako kierowca w towarzystwie Radka i ja z Andrzejem, jako pasażerowie.