| Festiwal Biegów

Las Chełmecki – nowa trasa Festiwalu Biegów już otwarta!


Opublikowane w pt., 31/10/2014 - 11:40

Polecamy również:


Podziel się:

Red Bull X-Alps znów z Pawłem Faronem


Opublikowane w pt., 31/10/2014 - 10:52

Najbardziej ekstremalny rajd przygodowy Red Bull X-Alps 2015 powraca na górskie szlaki Alp!

Polecamy również:


Podziel się:

Niewidomy biegacz Grzegorz Powałka: „Życie to tor przeszkód i trzeba sobie z nim dawać rady"


Opublikowane w pt., 31/10/2014 - 10:43

Ze względu na swoją niepełnosprawność nasz rozmówca (nr 93 na zdjęciu) nie chce być traktowany wyjątkowo. Wyjątkowo ciepło wypowiada się za to o swoich przewodnikach, bez których nie mógłby oddawać się swojej biegowej pasji. Kto nim może zostać? Przeczytajcie.

Polecamy również:


Podziel się:

Biegali z nami, odeszli w 2014 roku. Niech spoczywają w pokoju


Opublikowane w pt., 31/10/2014 - 10:13

Paląc światło na grobach bliskich wspomnijmy także tych, którzy towarzyszyli nam na biegowych trasach na całym świecie, a odeszli od nas w ostatnim czasie.

Polecamy również:


Podziel się:

Brytyjscy naukowcy: sport chroni przed depresją


Opublikowane w pt., 31/10/2014 - 09:51

Polecamy również:


Podziel się:

2. Bieg Mikołajowy


Informacje:

Sezon: 2013-2014

Opis wydarzenia:

Police zapraszają na II Bieg Mikołajkowy


Opublikowane w pt., 31/10/2014 - 09:46

7 grudnia w Policach o godzinie 11:00 blisko 400 Mikołajów wystartuje w II Biegu Mikołajkowym. Na imprezę zaprasza organizator - BBL Team Police.

Polecamy również:


Podziel się:

Krzysztof Gajdziński o Łemkowyna Ultra-Trail: „Mamy wizję”


Opublikowane w pt., 31/10/2014 - 09:30

Z organizatorem debiutującego w tym roku ultramaratonu rozmawiał Grzegorz Danicz.

Idealnie wstrzelił się pan z ekipą organizacyjną ŁUT w oczekiwania ultrabiegaczy z południa, szczególnie z Podkarpacie. Skąd pomysł na taką lokalizację i taką trasę biegu?

Krzysztof Gajdziński: Po przeprowadzce do Krosna zacząłem dość często eksplorować na treningach Beskid Niski. Przekonałem się, że to wymarzone miejsce do biegania, tymczasem nie ma tu żadnego biegu ultra! Trzeba było ogarnąć więc tę niszę. Co do trasy – GSB narzucił się naturalnie. Nie ma tu wielu utrzymanych szlaków, a kluczenie dzikimi ścieżkami byłoby koszmarem logistycznym przy znakowaniu. Ponadto GSB sam w sobie przyciąga uczestników, więc jest dodatkowym atutem naszej imprezy.

A nazwę?

Wynikła naturalnie. Wszyscy od samego początku wiedzieliśmy, że nie sposób poprowadzić bieg przez Beskid Niski i nie odnieść się do kultury łemkowskiej tak mocno obecnej w tym regionie. W pewnym momencie zdałem sobie wręcz sprawę, że pierwiastek łemkowski powinien stać się wręcz wypełnieniem struktury naszego biegu. Pomysłów na nazwę było kilka, wszystkie były wariacjami inspirowanymi właśnie Łemkami. W końcu stanęło na pierwotnej propozycji – Łemkowyna Ultra Trail.

Impreza okazała się ogromnym sukcesem, o czym świadczy przede wszystkim zadowolenie zawodników. Jak tego dokonałeś? Opowiedz innym organizatorom...

Przede wszystkim zdajemy sobie wszyscy sprawę, że nie było idealnie. Kilka rzeczy nie było dopilnowane i zorganizowane tak, jak byśmy tego chcieli. Ale są już mocne wnioski do poprawy na przyszły rok.

A dlaczego impreza się podobała? Najlepiej pewnie spytać zawodników. Natomiast z mojego punktu widzenia kluczowe znaczenie ma kilka elementów. Przede wszystkim trasa, tj. jej wybór i oznakowanie. Tutaj nie ma kompromisów. Po drugie – ludzie. Mamy naprawdę genialną ekipę. Wokół 4-osobowej grupy założycielskiej (Dominik, Wojtek, Gabriela i ja) skupiliśmy ponad 50 osób, które pomagały nam na różnych etapach przygotowań. Nie wszyscy znaliśmy się przed zawodami, pochodziliśmy z różnych środowisk, miejsc, ale finalnie wszystko zagrało. Świetnie się rozumieliśmy, a każdy z nas chciał, by zawodnikom było jak najlepiej. Nikt nie był tutaj, żeby odstać swoje. I jeśli ludziom-organizatorom zależy na tym, by ludziom-zawodnikom było jak najlepiej, to przy odpowiedniej organizacji tych chęci wytwarza się niesamowita atmosfera życzliwości, w której marzenia zawodników po prostu się spełniają. A kto będzie narzekał na imprezę, podczas której spełnił swoje marzenie?

Polecamy również:


Podziel się:

Emil Dobrowolski: „To mój najlepszy sezon w karierze” [WYWIAD]


Opublikowane w pt., 31/10/2014 - 08:59

Emil Dobrowolski to jeden z najlepszych polskich maratończyków. Medalista mistrzostw kraju w biegach ulicznych, regularnie plasujący się w czołówce największych biegów nad Wisłą. U schyłku sezonu pochodzący z Chotomowa zawodnik opowiedział nam zarówno o swoich sukcesach ale i nieudanych startach w 2014 roku, swoim treningu i warunkach, w jakich przychodzi mu wykuwać formę. Zapraszamy do lektury.

FestiwalBiegow.pl: Pana tegoroczny dorobek to wicemistrzostwo kraju w maratonie oraz brązowy medal w Mistrzostwach Polski na 10 km. Dodatkowo wiele czołowych pozycji w prestiżowych biegach jak 15. Poznań Maraton i BMW Półmaraton Praski (2. lokata) czy Biegnij Warszawo (3. miejsce). Chyba może pan sezon zaliczyć do udanych...

Emil Dobrowolski: Na pewno jest to mój najlepszy sezon w karierze. Cieszy mnie ten srebrny medal Mistrzostw Polski. Co prawda miałem już w dorobku brąz mistrzostw kraju z 2010 roku, wtedy był to mój debiut na tym dystansie, ale była dosyć słaba obsada. Teraz już było z kim się ścigać. Ktoś zszedł z trasy, kilka osób wyprzedziłem, z którymi do tej pory przegrywałem.

Cały ten sezon jest dla mnie bardzo udany. Może trzy lub cztery starty mi nie wyszły. Wcześniej z było z tym „pół na pół”.

Swój tegoroczny dorobek medalowy mógł pan wzbogacić jeszcze o medal z mistrzostw Polski na 10 000m w Postomino. Czy to był jeden z tych nieudanych startów?

Na pewno tak. To był bardzo wolny bieg. Pierwszy kilometr nie był za szybki, ale jeszcze trzymał w miarę tempo. Drugi kilometr pokonaliśmy w tempie 3:15 min./km, co jak na mistrzostwa kraju jest śmiesznym czasem. Są dziewczyny, które potrafią szybciej zacząć „dychę”.

Początkowo chciałem ruszyć dopiero od siódmego kilometra, a wcześniej spokojnie się czaić. Jednak gdy zobaczyłem ten międzyczas, to musiałem zaatakować. Chociaż nie było to potrzebne, bo nikt nie poszedł za mną. Gdyby „skleiła” mnie choć jedna osoba, to biegłbym mocno do końca. Musiałem jednak poczekać na grupę, samotny bieg od drugiego kilometra nie miałby sensu.

Na siódmym kilometrze ruszyłem ponownie, urwałem się i stwierdziłem, że trzeba już „lecieć” do końca. Jednak grupa dogoniła mnie na dziewiątym kilometrze, po 9 km i 200 metrach zszedłem z trasy. Rywale zaczęli mi uciekać. Coś tego dnia chyba było nie tak z głową. Dawniej kilka razy schodziłem z trasy i to niestety zostaje w pamięci. Czułem się mocny, ale w pewnym momencie wszystko zaczęło iść nie po mojej myśli.

Długo walczył pan o minimum na Mistrzostwa Europy w Zurychu. Tegoroczny rekord życiowy w maratonie 2:14:39 z mistrzostw Polski oznaczał, że do wymaganego wyniku 2:12:30 zabrakło niewiele...

Ale czegoś zabrakło. Zacząłem próbować już rok temu w Poznaniu. Tam jednak był problem z trasą oraz szarpanym tempem. Później w Warszawie od 15. kilometra biegłem sam. Na około 30. kilometrze przyszedł kryzys i tempo spadło. Wprawdzie cały czas leciałem na rekord życiowy, ale celem było minimum, na które już nie było szans i walczyłem tylko o utrzymanie drugiego miejsca Mistrzostw Polski.

Te dwie minuty różnicy to jednak jest dużo przy takich prędkościach. Może wyszłoby trochę inaczej, gdybym dłużej biegł w grupie. Ale nie ma co teraz gdybać. Trzeba walczyć dalej. W przyszłym roku są mistrzostwa świata, ale wiadomo, że tam o coś powalczyć będzie trudno. Marzeniem są więc Igrzyska w Rio de Janeiro za dwa lata. Sam występ na takiej imprezie byłby czymś wspaniałym.

Polecamy również:


Podziel się:

Ruszają zapisy do Pereł Małopolski 2015. Są zmiany w programie cyklu


Opublikowane w czw., 30/10/2014 - 15:39

Polecamy również:


Podziel się:

Strony

kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce