Dobra impreza potrafi przyciągać jak magnes. Na niektóre z nich miejsca wyczerpują się w mgnieniu oka, a start trzeba planować z minimum rocznym wyprzedzeniem. Tak jest z czołowymi imprezami triathlonowymi w naszym kraju. Należę do grona szczęśliwców, którzy mieli przyjemność w minionym sezonie wystartować zarówno w poznańskim triathlonie będący obecnie częścią rodziny Challenge jak i w triathlonie gdyńskim, który dołączył do elitarnego grona imprez certyfikowanych Ironman’em – w tym przypadku dystans niezwykle popularnej „połówki” oznaczonej cyfrą 70.3. Obydwa starty poprzedzone były udziałem w kultowym i niezwykle malowniczym Triatlhonie Sieraków.