| Festiwal Biegów

CITY TRAIL: Olsztyn i Trójmiasto na mecie [ZDJĘCIA]


Opublikowane w pon., 14/03/2016 - 10:41

Wielkimi krokami zbliża się koniec cyklu CITY TRAIL z Nationale-Nederlanden w edycji 2015/2016. W weekend 12-13 marca odbyły się dwa kolejne biegi – w sobotę w Olsztynie, a w niedzielę – w Gdyni. Do zakończenia sezonu pozostały jeszcze tylko trzy biegi – w Lublinie, Warszawie i Szczecinie.

OLSZTYN

Ostatni bieg w Olsztynie (12 marca) przyniósł zwycięstwo Pawła Pszczółkowskiego i Moniki Jackiewicz. Paweł to drugi zawodnik klasyfikacji generalnej. Tym razem jego wynik to - 16:41.

– Jestem bardzo zadowolony, bo to mój najlepszy czas nie tylko w bieżącej edycji, ale we wszystkich biegach w ramach cyklu od 2012 roku. Tym bardziej cieszy fakt, że ciężkie treningi zaczynam dopiero w najbliższym tygodniu. Taktyka na ten bieg była inna niż zwykle. Zamiast ataku na podbiegu - na 900m do mety, ruszyłem mocniej już po 3 km. Tym samym zająłem drugie miejsce w klasyfikacji generalnej - już po raz trzeci w ciągu czterech lat trwania akcji. Za rok walka o pierwsze miejsce – podsumował start triumfator biegu.

Zwycięzcą klasyfikacji generalnej został nieobecny w sobotę Artur Olejarz, a trzecie miejsce wywalczył Dariusz Jurewicz - czwarty na mecie ostatniego biegu.

Wśród kobiet zwyciężyła po raz szósty w sezonie Monika Jackiewicz, która już w styczniu zapewniła sobie pierwsze miejsce w „generalce”. Czas Moniki to tym razem 18:21.

– To jest mój najlepszy wynik na tej trasie, a biegam tutaj od czterech lat, zatem jest powód do radości. Tym bardziej, że w ogóle nie spodziewałam się tak dobrego rezultatu, bo ostatni tydzień był dla mnie wyjątkowo ciężki ze względu na obowiązki zawodowe. Od startu ruszyłam mocniej niż zwykle, można powiedzieć że trochę zaryzykowałam, ale to nadal nie był jeszcze bieg na 100 procent. Między 3 a 4 kilometrem miałam moment zawahania, czy nie przyspieszyć, ale zbytnio obawiałam się podbiegu, który mamy na ostatnim kilometrze – mówiła na mecie Monika Jackiewicz. – Sezon 2016 będzie dla mnie trudny ze względu na pracę i studia, dlatego nie chcę nastawiać się na konkretne rezultaty, ale na pewno myślę o poprawieniu rekordów życiowych na 10 km i w półmaratonie.

Drugie i trzecie miejsce wśród kobiet w bieżącej edycji w Olsztynie wywalczyły nieobecne tym razem - Marta Barcewicz i Magdalena Trzeciak.

Linię mety minęło sobotniego biegu minęło 352 zawodników. Sklasyfikowanych w cyklu jest 330 osób. Do „generalki” liczą się cztery najlepsze wyniki.


Polecamy również:


Podziel się:

Po schodach do sprawnego mózgu


Opublikowane w pon., 14/03/2016 - 09:30

Kanadyjscy naukowcy znaleźli prosty sposób, by spowolnić s

Polecamy również:


Podziel się:

Bieg Wiosenny w Parku Śląskim: Ponad 1,4 tys. na mecie i... problem [ZDJĘCIA]


Opublikowane w ndz., 13/03/2016 - 22:33

Od kilku sezonów biegacze ze Śląsku wspólnie witają wiosnę i Parkową Koronę Biegów podczas Biegu Wiosennego w Parku Śląskim. Nie inaczej było tym razem. 13 marca znów biegano na 10 km. Frekwencja dopisała. Aż za bardzo. 

Polecamy również:


Podziel się:

Nie widzi, ale ma wizję. Chce przebiec...


Opublikowane w ndz., 13/03/2016 - 21:29

Polecamy również:


Podziel się:

"Bóg" biegaczy górskich gościem specjalnym Tranvulcanii


Opublikowane w ndz., 13/03/2016 - 21:27

Polecamy również:


Podziel się:

Puchar DOZ Maratonu Łódzkiego z PZU już na mecie


Opublikowane w ndz., 13/03/2016 - 19:29

Piękny wiosenny poranek, słońce, największy w Europie miejski kompleks leśny – w takich pięknych okolicznościach przyrody zakończył się cykl zawodów o Puchar Maratonu Łódzkiego w Łagiewnikach-Arturówku.

Tradycyjnie składa się on z pięciu biegów, każdego dłuższego o jedną pętlę od poprzedniego. Dzisiejsze zakończenie miało nominalnie 25 km, lecz ponieważ okrążenie jest nieco dłuższe od piątki, rzeczywisty dystans wyniósł około 26 kilometrów. W całym cyklu prowadzona jest klasyfikacja generalna oraz w kategoriach wiekowych. Szczególnie wśród mężczyzn oczekiwana była zacięta walka, ponieważ spośród prowadzącej trójki każdy musiał dziś wygrać, aby zwyciężyć w generalce.

Spośród pań zwycięstwo w cyklu zapewniła sobie wcześniej Martyna Balcerzak ze Zduńskiej Woli, natomiast za jej plecami w walce o pozostałe stopnie na podium jeszcze wszystko było możliwe i kilka zawodniczek mogło na nie wskoczyć. Wśród brzydszej płci wspomniani liderzy to: bełchatowianin Tomasz Owczarek, łodzianin Michał Stawski oraz Maurycy Oleksiewicz z łódzkich Szakali Bałut, broniący zeszłorocznego tytułu.

Lecz Puchar Maratonu Łódzkiego to nie tylko bezpośrednia walka o podium. Leśne zawody zyskały dużą popularność wśród biegaczy z Łodzi i okolic i frekwencja na nich zwykle wynosi 200-300 osób. Patrząc po wynikach poziom jest naprawdę wysoki, gdyż większość z nich traktuje cykl jako poważne przygotowanie do królewskiego dystansu. Wielu uczestników regularnie trenuje pod okiem małżeństwa Joanny i Jacka Chmielów. Sama trenerka, często zającująca swoim podopiecznym na łagiewnickich pętlach, dziś dla odmiany zapewniła im i pozostałym biegaczom obsługę fotograficzną. Można było jednak spotkać również takich, którzy do maratonu jeszcze się nie szykują i dziś pokonali swój najdłuższy dystans w życiu.

Czym jest dla Was Puchar Maratonu? – zapytaliśmy kilkoro zawodników.

Robert „Badyl”: – Wyzwaniem i jeszcze raz wyzwaniem. Przygotowaniem do maratonu też. Dziś chcę pobiec po tej pofałdowanej trasie w tempie maratońskim. No i o miejsce zawsze się trzeba bić, może się zmieszczę w dziesiątce open.

Maciek: – Sprawdzianem przede wszystkim, przed maratonem. Biegnę tylko dwa najdłuższe biegi w cyklu, 20 i 25 km.

Krzysiek: – Treningowym sprawdzeniem się przed najważniejszymi startami, czyli m.in. łódzkim maratonem, a potem Rzeźnikiem.

Tomek (jeden ze wspomnianych faworytów): – Treningiem do maratonu. A przy okazji może powalczymy o zwycięstwo...

Kamila: – Sprawdzianem dla samej siebie i własnej wytrwałości. Dziś mi wyszedł najlepszy start z całego cyklu. Nie mogę być zbyt pewna siebie, ale oby to znaczyło, że forma na maraton idzie w górę.

Dla mnie osobiście ten start był pierwszym tak długim bieganiem od grudniowego skręcenia kostki. Dlatego trzymałem dosyć zachowawcze tempo i pierwsze cztery kółka spędziłem na towarzyskich rozmowach ze znajomymi i nowo poznanymi biegaczami. Dopiero ostatnie okrążenie nieco mocniej przycisnąłem. Braki treningowe wyszły jednak jak na dłoni i mimo wyniku dalekiego od rewelacji po wszystkim czułem się jak koń po westernie...


Polecamy również:


Podziel się:

Strony

kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce