Polskie bieganie nieprzepisowe. „Ludzie robią nieprawdopodobne rzeczy”

 

Polskie bieganie nieprzepisowe. „Ludzie robią nieprawdopodobne rzeczy”


Opublikowane w wt., 26/01/2016 - 14:07

Za co można zostać zdyskwalifikowany na zawodach? Mało który biegacz wie, że oprócz stosowania dopingu, skracania trasy, czy niedozwolonego wsparcia z zewnątrz może to być np. używanie podczas rywalizacji słuchawek. Paleta nieprzepisowych zachowań polskich biegaczy jest ogromna. Reakcja organizatorów - znikoma. 

Niewiedza czy ignorancja?

Od kilku lat obserwujemy w Polsce nieprzemijającą modę na bieganie. Coraz więcej osób regularnie trenuje, coraz więcej startuje w zorganizowanych zawodach. Jedni traktują tego typu imprezy bardzo poważnie, mając aspiracje, by walczyć o czołowe lokaty lub o pobicie rekordu życiowego. Inni chcą się jedynie dobrze bawić, wygrać pamiątkowy medal, lub spotkać ze znajomymi. Niestety zarówno pierwsza jak i druga grupa biegaczy bardzo często zapomina (albo nie chce pamiętać) o tym, że podczas zawodów obowiązują pewne zasady. Określa je zarówno regulamin imprezy jak i przepisy Międzynarodowej Federacji Lekkoatletycznej (do pobrania TUTAJ).

Większość biegaczy zapewne tych zasad zwyczajnie nie zna. Zdarzają się też przypadki, gdy celowo się je łamie. W przypadku zawodowców, walczących o zwycięstwo może to być nawet w jakiś sposób zrozumiałe, choć oczywiście nie do zaakceptowania. Gdy jednak amator podczas zawodów ścina zakręty, by zająć na mecie nie setne, a dziewięćdziesiąte miejsce może to budzić jedynie politowanie.

W zmianie tych nagannych postaw mogłaby pomóc edukacja, ale przede wszystkim konsekwentne egzekwowanie przepisów. Podczas imprez biegowych w Polsce praktycznie nie zdarzają się dyskwalifikacje. Nie do pomyślenia są sytuacje, które maja miejsce np. w triathlonie. Przypomnijmy, w zeszłym roku podczas Ironman Kopenhaga Jakub Gebhardt został przez sędziego ściągnięty z trasy tylko dlatego, że podał (gdy było mu za gorąco) stojącej przy trasie zawodów żonie swoją bluzę. Uznane to zostało za niedozwolone wsparcie.

Bezkarni biegacze

U nas normą jest, że startuje się z numerem lub chipem kolegi (nie sądziliśmy, ze skala tego typu wykroczeń jest taka duża, ale odkąd mierzymy czas na imprezach biegowych nie mamy złudzeń – oszustów nie brakuje). Widzimy też zmierzających przed biegaczami rowerzystów czy rolkarzy, którzy pomagają biegaczom osiągnąć wymarzony wynik (nasza wcześniejsza publikacja w temacie na facebooku wywołała sporo ciekawych głosów):

Co z tym supportem? Zającami? Zapraszamy do dyskusji ;)

Posted by Festiwal Biegowy on 18 styczeń 2016

Są też przypadki ekstremalne.

– Kiedy trzy lata temu podczas ORLEN Warsaw Marathonu organizator zawodów przygotował dla tysiąca pierwszych biegaczy na mecie talon na paliwo, ludzie robili nieprawdopodobne rzeczy, by zdobyć tę nagrodę – mówi Jarosław Żórawski, przewodniczący Okręgowego Kolegium Sędziów w Warszawie. – Pamiętam biegacza, któremu towarzyszył rowerzysta. Gdy tylko opadał z sił natychmiast przesiadał się na dwa kółka. W ten sposób nie tylko odpoczywał, ale pokonywał kolejne kilometry – wskazuje nasz rozmówca. 

Zdaniem Żórawskiego przyczyną lekceważenia przez biegaczy przepisów jest brak świadomości, ale też poczucie bezkarności. Do czasu? – Podczas OWM na trasie zawodów jest ok 100 sędziów, często ustawionych nawet co 200-300 metrów. Niemal na każdym zakręcie. To umożliwia pełną kontrolę nad przebiegiem imprezy – zauważa sędzia. – Dzięki temu w zeszłym roku przyłapaliśmy i zdyskwalifikowaliśmy 10-15 łamiących przepisy biegaczy.


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce