Polskie bieganie nieprzepisowe. „Ludzie robią nieprawdopodobne rzeczy”

 

Polskie bieganie nieprzepisowe. „Ludzie robią nieprawdopodobne rzeczy”


Opublikowane w wt., 26/01/2016 - 14:07

Sędzia zbędnym wydatkiem?

Większość organizatorów w imię oszczędności zatrudnia na swoje imprezy jedynie po 3-4 osoby odpowiedzialne za sprawy sportowe. Sędziowie pracują głównie na mecie. Wpisują dane biegaczy, mierzą czas. – Ja nie podpisałbym się pod wynikami imprezy gdybym nie wiedział, co się działo na trasie zawodów – mówi Żórawski. Niestety polska praktyka jest inna...

Jest to o tyle dziwne, że koszty nie są znowu aż takie wielkie. Sędziowie to w większości pasjonaci. Są w stanie przyjechać na zawody za 70 zł.

Polskie biegi masowe są ciągle na początku drogi. Musimy się jeszcze wiele nauczyć. Chodzi tu zarówno o samych zawodników jak i organizatorów. Otwarte jest pytanie, jak wielu naszych dyrektorów zawodów miałoby odwagę – jak szefowie Louisiana Marathonu – zdyskwalifikować zwyciężczynię biegu za nielegalny support. Przypomnijmy chodziło w tamtym przypadku jedynie o podanie jedzenia oraz płynów.

Case study

Jeszcze cięższy problem mieli do rozstrzygnięcia organizatorzy maratonu w Honolulu. Pięć lat temu stanęli oni przed dylematem, co zrobić z wnioskiem o dyskwalifikację zwyciężczyni zawodów Etiopki Belainesh Zemedkun Gebre. Tu też chodziło o nielegalne wspomaganie. Historia jest niesamowita.

Gebre wygrała zawody mimo tego, że nie startowała razem z elitą. Przypomnijmy najlepsi – zdaniem organizatora imprezy – biegacze mają podczas rywalizacji pewnego rodzaju przywileje. Nie tylko startują z pierwszej linii, mają do dyspozycji pacemakerów, ale również korzystają z własnych żeli i napojów izotonicznych rozłożonych w określonych miejscach.

Na takie przywileje nie mogła liczyć Etiopka. Jedynym wsparcie był dla niej chłopak - Sisay, który również pobiegł w imprezie. I to właśnie owe wsparcie sprowadzające się do podawania podczas biegu niezbędnych płynów miało być przyczyną dyskwalifikacji. Ostatecznie organizatorzy uznali, że skoro Gebre nie miała dostępu do specjalnego serwisu z napojami dla najlepszych zawodników, skorzystanie z pomocy Sisaya tylko wyrównało jej szanse. Kolejność na podium zawodów nie uległa więc zmianie.

Pobierz, zapisz, przeczytaj, zastosuj

Na świecie – a w szczególności w Stanach Zjednoczonych – szefowie zawodów nie boją się podjąć radykalnych decyzji. Zdarzają się np. dyskwalifikacje w oparciu o przepis IAAF-u zabraniający używania podczas zawodów słuchawek.

W tym przypadku nie chodzi nawet o to, że osoby słuchające muzyki biegną szybciej. Najważniejsza jest kwestia bezpieczeństwa. Często blisko trasy zawodów jeżdżą samochody. Osoba ze słuchawkami na uszach nie jest w stanie w porę zorientować się za nią jedzie auto. Nie usłyszy klaksonu. W ten sposób dochodzi np. do potrąceń. 

Oczywiście na większości zawodów ruch jest całkowicie wyłączony. Ale osoba skoncentrowana na muzyce nie jest też w stanie ustąpić miejsca zawodnikowi, która ją wyprzedza. Może też nie usłyszeć jakiegoś ważnego komunikatu organizatora.

– Oczywiście bardzo trudno wyegzekwować zakaz noszenia słuchawek podczas zawodów, gdy robi to np. kilka tysięcy osób – mówi sędzia Żórawski. – Zacznijmy, więc choćby o tego, by organizatorzy wpisali takie zalecenie wraz z uzasadnieniem do regulaminu imprezy.

Warto, nawet jeśli organizujemy imprezę stricte amatorską i nie zgłaszamy jej do IAAF czy PZLA. Bo gdy nasi uczestnicy zechcą wystartować w Orlen Warsaw Marathonie czy dowolnej imprezie certyfikowanej przez IAAF (Gold, Silver, Bronze Label), wcale - ku swojemu zdziwieniu - nie muszą jej ukończyć. 

MGEL 


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce