Wiosenny Cross - nowy bieg w Łodzi. "Opłata motywacyjna" chyba konieczna [ZDJĘCIA]
Opublikowane w ndz., 22/03/2015 - 07:47
Pierwszy dzień kalendarzowej wiosny przyniósł nowy łódzki bieg przełajowy - Unibud Wiosenny Cross. Zorganizował go miejscowy Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji. Miejscem imprezy był park wokół Stawów Stefańskiego na Rudzie Pabianickiej, południowym przedmieściu Łodzi. Wiosna nie zawiodła uczestników, organizatorów i kibiców. Świeciło piękne słońce, a temperatura sięgała 15 stopni.
Relacja Kamila Weinberga
Pomiar czasu zapewnił inesSport, czyli niezawodni Agnieszka i Bartłomiej Sobeccy. Sponsorem biegu została firma Unibud, która stawia nowe osiedle mieszkaniowe niedaleko lokalizacji zawodów. Trasa biegu głównego na 10 km prowadziła czterema okrążeniami wokół największego ze stawów, z którego - chwilowo - została spuszczona woda.
Wcześniej jednak odbyły się biegi dzieci i młodzieży w różnych kategoriach wiekowych. Najstarsza z nich - gimnazjaliści - musiała się zmierzyć z naprawdę długim dystansem, czyli pełną pętlą, zawierającą całkiem sporą górkę. Rywalizacja młodych i najmłodszych sportowców była bardzo zacięta, walka trwała do końca, a emocje dorównywały późniejszemu biegowi dorosłych.
W nim na linii startu w samo południe stanęło 166 biegaczy. Do samego końca nie byłem pewny, czy wezmę udział. Kiedy jednak podczas rozgrzewkowego okrążenia stawu niedawno kontuzjowane udo prawie nie dawało o sobie znać, podjąłem ostateczną decyzję na tak.
Rozpocząłem ostrożnym tempem, obawiając się o nogę. Nie wiedziałem jeszcze, że pierwsze kółko i tak przebiegnę najszybciej, bo później słoneczko mnie troszkę zetnie. Nie tylko mnie zresztą, ponieważ był to pierwszy tak ciepły dzień w tym roku i nie byliśmy przyzwyczajeni do biegania w tych warunkach. Może przydałby się punkt z wodą - później złośliwi mówili, że nie było skąd jej przynieść, bo staw został spuszczony.
Jak wspomniałem, drugie i trzecie kółko wyszły mi nieco wolniejsze. Trasa prowadziła w większości ziemnymi, świeżo odnowionymi alejkami oraz krótkim odcinkiem po leśnych ścieżkach. Górka z wertepami pod koniec okrążenia wchodziła w nogi i płuca, jednak tam za każdym razem zyskiwałem kilka cennych sekund nad resztą stawki. Niestety naciągnięty dwugłowy uda ponownie dał o sobie znać, co odbiło się na ogólnej szybkości.
Na każdej pętli podczas pokonywania nawrotki na górce motywacji dodawał mi widok biegnącej pół minuty przede mną znajomej, późniejszej zwyciężczyni wśród kobiet. Dopiero na ostatnim okrążeniu uwierzyłem, że mogę nawiązać z nią walkę. Myśl wprowadziłem w czyn na początku terenowego odcinka. Na górce i finiszowej prostej zyskałem kilka kolejnych miejsc i wpadłem wykończony na kreskę w czasie 48:08 netto.
Kilkanaście sekund później przybiegła równie zziajana Magda. Podziękowaliśmy sobie serdecznie za piękną walkę. Na gorąco stwierdziła, że biegło jej się bardzo fajnie, ponieważ ważną częścią uprawiania sportu są dla niej atmosfera zawodów i ludzie, z którymi biega. Nie jest przyzwyczajona do podbiegów, lecz na górce bardzo pomagał jej widok innych zawodników, a także świadomość, że jest najszybszą kobietą.

