Ambasador: „Ograniczenia są tylko w naszych głowach”
Opublikowane w ndz., 28/12/2014 - 08:00
Obolały ale zadowolony skończyłem stukilometrowy Bieg 7 Dolin w Krynicy łamiąc 14 godzin dokładnie o 1 minutę. Jest satysfakcja tym bardziej, że rok temu ten sam dystans przebiegłem prawie 40 minut wolniej. Mając zaliczony rekonesans w zeszłym roku mogłem się do zawodów lepiej przygotować i to zrobiłem. Jednak wracając do domu z Krynicy zawsze wpadam w przygnębienie. Zaczyna do mnie docierać że długo wyczekiwana impreza właśnie się skończyła, duża weekendowa impreza do której długo się przygotowywałem i której koniec zbiega się również z końcem lata i z końcem pięknej, ciepłej pogody.
W tym roku stwierdziłem, że po Festiwalu spróbuję znaleźć równie duże wyzwanie co B7D. Postanowiłem, że po miesięcznym odpoczynku w październiku w każdy kolejny weekend przebiegnę dystans maratonu. Wybór padł na Silesia Marathon, Poznań Maraton, Perłę Paprocan oraz Maraton Kukuczki.
Swój biegowy rok podsumowuje Łukasz Lubowicki, Ambasador Festiwalu Biegowego
05.10.2014 – Silesia Marathon
Szósta edycja tego maratonu, ale z nowym jesiennym terminem oraz nową trasą poprowadzoną w aglomeracji katowickiej. Biuro zawodów, start i meta zlokalizowane w jednym miejscu koło Centrum Handlowym „Silesia”. Na bieg zabrałem swojego 2-letniego syna Wiktora, z którym zamierzałem biec pchając go w wózku.
Start planowo nastąpił o godz. 9.00. Ja z Wiktorem zacząłem bieg z końca stawki starając się spokojnie i ostrożnie wyprzedzać. Bieg z wózkiem jest zawsze utrudnieniem dla rodzica, zawsze trzeba uważać przy wyprzedzaniu a podczas biegu w większym skupisku to praktycznie cały czas. Dodatkowo ograniczony jest ruch ramion, no i dziecko nie zawsze ma ochotę wysiedzieć prawie 4 godziny w wózku.
Początek biegu początkowo chłodny i mglisty z każdą minutą robił się cieplejszy i bardziej słoneczny. Wiktor robi się znużony i po pół godzinie biegu zasypia. Trasa Silesia Marathonu nie należy do łatwych, jest sporo podbiegów i zbiegów, które mocno dawały mi się we znaki pchając wózek. Na 27 km głośny doping mieszkańców dzielnicy Nikiszowiec dodaje skrzydeł i także niestety budzi Wiktora. Dalszy bieg robił się coraz trudniejszy: ja coraz bardziej zmęczony a Wiktor niespokojny. Nie obyło się bez zabawiania go, rozmawiania i dokarmiania na punktach odżywczych bananami i czekoladą.
Na szczęście na wielu kibicach i samych maratończykach widok biegającego ojca z dzieckiem w wózku robił wrażenie i ich aplauz bardzo mnie motywował, dodawał kopa i pozwolił dobiec do mety, gdzie dotarłem po 3 godz. 45 min. od startu. Obaj z Wiktorem mieliśmy dość!

