Ambasador: „Ograniczenia są tylko w naszych głowach”

 

Ambasador: „Ograniczenia są tylko w naszych głowach”


Opublikowane w ndz., 28/12/2014 - 08:00

12.10.2014 – Poznań Maraton

Piętnasty, jubileuszowy maraton w stolicy Wielkopolski, na który dostałem zaproszenie z Festiwalu Biegowego. Poznań Maraton to marka sama w sobie która przyciąga tysiące maratończyków. Jest to jeden z największych i najlepiej zorganizowanych maratonów w Polsce a prywatnie jeden z moich ulubionych. Jest to już mój siódmy maraton w tym mieście.

Start, meta oraz biuro zawodów zlokalizowane na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich i była to dla mnie nowość, ponieważ miejsca te dotychczas kojarzyły mi się z poznańską Maltą. Nowością była również trasa maratonu która na 6 km wiodła przez stadion Lecha Poznań – Inea Stadion. Dla mnie cały bieg to poezja: wspaniali i wszechobecni kibice, cudowna atmosfera biegowego święta oraz idealne warunki pogodowe do biegania: ok. 12 st. i zachmurzone niebo.

Pomimo zmęczenia maratonem z ostatniego tygodnia biegło mi się dość dobrze, mimo że już po kilku kilometrach nogi dopadało zmęczenie. Biegłem więc dość zachowawczo, starając się biec wolniej niż zazwyczaj bo wiedziałem że może być ciężko ale zmęczenie to nie narastało już tak szybko jak się spodziewałem.

Po przebiegnięciu 30km, gdzie dość często stykałem się ze „ścianą” miałem wrażenie, że mogę nawet jeszcze trochę przyspieszyć. Na metę dotarłem z czasem 3 godzin i 38 minut, finiszując jeszcze sprintem na ostatnich 100 metrach, wyciskając do ostatniej kropli energię, którą w sobie posiadam. Padam za metą ale uśmiech nie znika mi z twarzy.

19.10.2014 – Perła Paprocan

Maraton organizowany w moim rodzinnym mieście, Tychach. Trasa wiedzie po leśnych, malowniczych terenach wokół jeziora paprocańskiego. Start i meta na terenie Ośrodka Wypoczynkowego „Paprocany”. Długość jednej pętli wokół jeziora wynosi 7 km i aby zostać sklasyfikowanym należy przebiec od jednej do sześciu pętli pokonując dystans maratonu, z tym, że ilość okrążeń biegacz ustala sobie sam podczas biegu.

Pogoda dopisała: było słonecznie i ciepło, a nawet upalnie jak na październik. Pierwsze trzy okrążenia przebiegłem w towarzystwie kolegi Tomka w tempie 5 min/km i podobnie jak w Poznaniu, już po pierwszych kilometrach poczułem zmęczenie w nogach. Ale to zmęczenie już nie narastało.

Kiedy Tomek zakończył swoje bieganie na dystansie półmaratonu to stwierdziłem, że spróbuję utrzymać to tempo najdłużej jak się da i o dziwo nie było z tym problemu do samej mety, gdzie uzyskałem czas dokładnie 3 godziny i 30 minut. Byłem też mniej zmęczony i obolały niż po maratonie w Poznaniu.

26.10.2014 – VII Katowicki Festiwal Biegowy im. Jerzego Kukuczki

Organizatorem imprezy jest Akademia Wychowania Fizycznego w Katowicach. Trasa maratonu składała się z 10 pętli na terenach Katowickiego Parku Leśnego, w okolicy Doliny 3 Stawów. Po doświadczeniach z poprzednich maratonów stwierdziłem, że na tym maratonie pobiegnę na całość od początku do końca, tym bardziej, że kolejnego maratonu na razie nie planuję.

Po starcie o godz. 11.00 od razu ruszyłem do przodu i ambitnie trzymałem tempo poniżej 5 min/km. Zmęczenie, które doskwierało mi po pierwszych kilometrach przyszło i tym razem, ale było już dużo mniejsze i nie stanowiło już żadnego problemu. Dodatkowo buzowała adrenalina i myśl, że właśnie realizuję ostatni etap swojego planu.

Kolejne pętle połykałem bez większego problemu, trzymając zakładane tempo i wyjątkowo zadaniowo trzymając się tego biegu. Ostatnia pętla była najtrudniejsza bo już odzywały się skurcze oraz wyjątkowe zmęczenie ale utrzymałem tempo i dobiegłem do mety z czasem 3 godziny i 23 minuty, realizując swój plan.

Reasumując chcę powiedzieć, że bariera 4 maratonów w ciągu miesiąca, która do tej pory wydawała mi się nie do przejścia, nagle staje otworem. To prawie tak jakbym całą Koronę Maratonów Polskich, którą robiłem w 2 lata zrobił w przeciągu jednego tylko miesiąca. Mało tego -paradoksalnie każdy kolejny maraton przebiegłem szybkiej o ok. 7 min.

Do tej pory mój rekord to 2 maratony w miesiącu, który zakończyłem zresztą kontuzją ścięgna Achillesa. Uświadomiłem sobie, że nie warto przejmować się porażkami a ograniczenia są tylko w naszych głowach. Teraz czas na nowe wyzwania. Jakie? Tego jeszcze nie wiem.

Łukasz Lubowicki, Ambasador Festiwalu Biegowego

Fot. Tadeusz Skwarczyński

 

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce