„Dla mnie każdy jest zwycięzcą”. Michał Napierała o szefowaniu Bytomskiemu Półmaratonowi

 

„Dla mnie każdy jest zwycięzcą”. Michał Napierała o szefowaniu Bytomskiemu Półmaratonowi


Opublikowane w pt., 11/04/2014 - 14:09

Michał Napierała jest byłym zawodnikiem a obecnie trenerem tenisa stołowego oraz radnym miejskim. W tym roku po raz szósty organizuje Bytomski Półmaraton – charytatywnie, a nawet dopłacając z własnej kieszeni. Bo przed laty biegający przyjaciele chcieli mieć półmaraton i poprosili go o pomoc. Zgodził się i stworzył jedną z największych imprez biegowych na Śląsku. Nam opowiedział o przygotowaniach do tegorocznej edycji biegu i towarzyszących temu emocjach.

Jak to wszystko się zaczęło?

Były osoby, które biegały w Miechowicach. Widywałem ich jeżdżąc rowerem, zagadywali, żebym pomógł im zorganizować bieg. W końcu do mojego biura przyszedł ks. Marcin Kazanowski i mówi, że bieganie to taka fajna idea, a w Bytomiu nic się nie dzieje. Przekonał mnie. Umówiliśmy się kolejny raz i wybraliśmy trasę na I Bytomski Półmaraton. Biegła obwodnicą, co było fajne, ale trzeba było to zmienić w kolejnych edycjach, bo miasto nie chciało zatrzymywać ruchu na tak uczęszczanej trasie. Zaczęliśmy się spotykać na roboczo i tak powstał Półmaraton.

Od początku wierzył pan w powodzenie tego pomysłu?

Wierzyłem, ale nie wiedziałem, ilu ludzi będzie. Uruchomiliśmy stronę internetową, wszystko było przemyślane, nie na wariackich papierach. Było pół roku przygotowań, jak do każdego naszego półmaratonu. Przyjechało 365 osób za pierwszym razem, malutko. W kolejnych zawsze coś ulepszaliśmy. I, muszę powiedzieć, że mnie to wkręcało! Jeden półmaraton się udał, drugi, trzeci… coraz więcej ludzi, samochód jako nagroda…

Czasami mnie też przerastało, mówiłem sobie „koniec, nie, nie robię”. Każdy przychodził z wymaganiami, pomysłami, może taką koszulkę, inną, albo zmienić medal, firmę… Częściowo się podporządkowałem, ale wybrałem to, co uważałem za najlepsze. Człowiek by zwariował, gdyby chciał słuchać wszystkich. Ale przecież robię to dla ludzi…

Co się zmieniło przez pięć edycji? Czego się pan nauczył jako dyrektor biegu?

Odporności psychicznej na marudzenie ludzi. Jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził. Już myślałem, że jest wszystko zrobione super a tu przychodzi po półmaratonie pan i mówi, że brakło mu wody na punkcie odżywczym na trasie. Po nim przychodzi kobieta i twierdzi, że wylała na głowę dwa litry wody a biegła za nim. Jeden mówi tak, drugi inaczej. Nauczyłem się odporności.

A w samym biegu co się zmieniło?

Staramy się to robić coraz bardziej profesjonalnie. Mamy atest, lepsze zabezpieczenie trasy. Była jedna karetka, teraz będą trzy, trzech lekarzy i osiem pielęgniarek. Ludzie też się przyzwyczaili, że w trzecią niedzielę września jest półmaraton i zostawiają auta gdzieś dalej, nie na trasie, w takich miejscach, żeby mogli wyjechać w razie potrzeby, kiedy miasto jest zamknięte.

Co nowego czeka zawodników w szóstej edycji?

Trasa będzie bardziej przejrzysta. Nawrót wygrodzimy w całości płotkami, żeby nie było problemu, kiedy biegacze będą się mijać. Przenieśliśmy też biegi dzieci na sobotę, bo zawodnicy potrzebują więcej swobody i miejsca przed startem. Udekorujemy je po biegu, podczas weryfikacji wyników i przed ich oficjalnym ogłoszeniem. Będzie też sala gimnastyczna przeznaczona w całości dla uczestników biegu a biuro zawodów przeniesiemy do auli miejscowej szkoły. Będzie więcej komfortu dla zawodników. Sfilmujemy też całą trasę, z kamer ustawionych po drodze i jednej w powietrzu.

Od jak dawna trwają zapisy i ile osób się zgłosiło?

Nie powiem, że od 1 kwietnia, bo zabrzmi jak prima aprilis, ale od 2. Zapisanych mamy już 80 osób.

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce