Artur Jabłoński: „Częste starty do niczego dobrego nie prowadzą”
Opublikowane w pt., 26/12/2014 - 10:33
Czy myślisz też o startach w innych miastach? Jesteś kojarzony głównie z Warszawą i okolicami....
Na pewno częste starty do niczego dobrego nie prowadzą, i tu nie chodzi nawet o Warszawę. Mogą tylko spowodować przetrenowanie i złapania kontuzji. Wszystko też będzie się wiązało z aktualną formą, a starty mogą też wyjść spontanicznie. Prawdę mówiąc nie szukam imprez ulicznych, gdzieś po Mazowszu czy nawet dalej. Wolę ścigać się tu, na warszawskim podwórku, bo tu często jest mocna obsada. Zresztą czasem jest tak, że nie zapisuję się na biegi, tylko znajomi piszą, że mają dla mnie pakiety startowe. Pod tym względem działam zupełnie amatorsko (śmiech).
Powiedziałeś kiedyś, że roztrenowanie zacząłeś w wieku 25 lat, gdy skończyłeś karierę na bieżni. Czy przygotowania do maratonu mają być nowym impulsem?
Dużo wiedzy i osiągnięć zdobywa się wraz ze stażem biegowym. Liczę też, że zadziała głowa i motywacja, bo - szczególnie tej drugiej - czasem jej brakowało. Posiadam wrodzone dyspozycje do biegania, tylko muszę je rozwijać. Dodatkowo musiałbym zrzucić trochę tkanki nieaktywnej (śmiech), więcej się rozciągać, bo tu mam braki. Czyli wdrożyć w życie kilka spraw około biegowych. Do tego jest potrzebna właśnie motywacja...
Sam często prowadzisz zajęcia biegowe. Jak się czujesz w roli trenera?
Jak do tej pory nic ciekawszego w życiu mnie jeszcze nie spotkało. Naprawdę miło zajmować się fantastycznymi ludźmi, a takich mam szczęście prowadzić. Oni chcą się rozwijać. Niektórzy twierdzą, że mam dar przyciągania fajnych ludzi, co na pewno pomaga w pracy trenerskiej. Zauważam też u siebie ostatnio ciekawą rzecz, i to tak na poważnie – coraz częściej bardziej cieszą mnie sukcesy moich podopiecznych niż moje własne. Ja do swoich może już się trochę przyzwyczaiłem, ale to nie znaczy, że nie będę o nie jeszcze zabiegał
Czego Ci życzyć na koniec roku? Czego życzyć na Nowy Rok?
Tradycyjnie zdrowia. Bo jak będzie zdrowie, to będą i wyniki. Przydałby się też jakiś sponsor. W tej kwestii dużo zależy od szczęścia, rozpoznawalności i kreatywności. Teraz więcej zyskują blogerzy, niż zawodowi biegacze. Niestety lepszą reklamę robią chyba Ci pierwsi, którzy są aktywni na profilach społecznościowych niż medaliści Mistrzostw Polski.
Rozmawiał Robert Zakrzewski
fot. Piotr Dymus, Archiwum DFBG, biegi.waw.pl, Archiwum


