Za dużo „maratonów” w stolicy? „Potrzeba cierpliwości”
Opublikowane w pt., 29/04/2016 - 08:47
Tysiące zmęczonych, ale szczęśliwych osób mijających linię mety niedzielnego ORLEN Warsaw Marathonu i Biegu OSHEE 10 km- to jedna ze stron medalu. Druga to coraz liczniejsza grupa osób, którym maratończycy w Warszawie przeszkadzają. Z każdą dużą imprezą w stolicy temat blokowania miasta przez biegaczy powraca jak bumerang.
W chwili gdy sympatycy lekkiej atletyki emocjonowali się biegiem Artura Kozłowskiego i Henryka Szosta i wyścigiem o kwalifikacje olimpijskie w internecie trwała zażarta dyskusja na temat celowości organizacji takich imprez, wyliczanie szkód, jakie przynoszą one mieszkańcom. Nie zabrakło nawet zachęt do zablokowania kolejnego biegu na królewskim dystansie.
Głos w sprawie zajął m.in. były prezydent Warszawy – Jacek Sasin. W wywiadzie udzielonemu stacji RMF FM stwierdził:
„Maratonów w Warszawie jest zdecydowanie za dużo. Każdy warszawiak spotyka się z tym, że wielokrotnie w roku stolica jest paraliżowana. Byłbym za tym, żeby organizować jeden wielki maraton. Niekoniecznie jest dobrym pomysłem, żeby firmy organizowały swoje maratony kosztem pozostałych mieszkańców Warszawy”
- mówił polityk. Nie potrafił jednak powiedzieć ile „maratonów” rozgrywanych jest w Warszawie.
Wróćmy do 2012 roku i chwili, gdy pojawia się informacja o drugim maratonie w stolicy. Początkowo, koncern paliwowy chciał nawiązać współpracę z Maratonem Warszawskim. Ponoć była to bardziej chęć przejęcia organizacji imprezy, na co nie chciał zgodzić się jej dyrektor Marek Tronina. W efekcie od 2013 roku w Warszawie rozgrywane są dwa maratony: jeden wiosną, drugi jesienią.
Wśród światowych stolic podobne bogactwo ma tylko Seul, gdzie rozgrywane są Seoul International Marathon i JoongAng Seoul Marathon. Nie licząc mniejszych biegów i półmaratonów, po jednym dużym, prestiżowym i obejmującym większą część miasta maratonie mają Londyn, Berlin czy Paryż.
W porównaniu ze światowymi zawodami, polskie maratony wciąż są jednak „kameralne”. ORLEN Warsaw Marathon 2016 ukończyło 6 589 osób. Od startu o godzinie 8:45 do ukończenia zmagań przez ostatnich zawodników minęło 6 godzin. Dla porównania w Paryżu na mecie finiszowało 41 801 osób. Tu startowano falami od godziny 8:45 do 10:15. Z równie dużym rozmachem organizowana jest impreza w Berlinie, którą rok temu ukończyło 36 768 biegaczy. Trasa zawsze prowadzi obok największych atrakcji miasta promując je i zachęcając do biegowej turystyki.
– Jestem za tym, żeby w Warszawie zostały dwa maratony. Gorzej byłoby już z trzecim. Teraz natomiast biegacze mają wybór, czy chcą pobiec wiosną czy jesienią. Często startują też w obu imprezach – mówi Grzegorz Zwierzchoń, trener grupy Skrzydlaci.pl. – Specjalnością naszych zawodów jest to, że są one „rozkładane” i „składane” bardzo szybko. Impreza ma być jak najmniej uciążliwa dla osób postronnych, które nie uczestniczą w tym sportowym święcie – zauważa.
– W Berlinie jest jeden maraton, ale prawie tak samo liczny jest tam półmaraton (w tym roku prawie 24 000 - red). Ale w stolicy Niemiec centrum miasta blokowane jest na pięć dni. Przez ten czas praktycznie niedostępna jest Brama Brandenburska. Nikt jednak z tego powodu nie robi problemu. Oczywiście mamy inną komunikację miejską, ale wszystko jest kwestią podejścia. Jeśli maraton ma być okazją do promocji miasta i świętem to warto w tym wziąć udział – zachęca Grzegorz Zwierzchoń. Podkreśla znikome zaangażowanie mieszkańców miasta w imprezy.
– U nas wciąż ilość kibiców jest znikoma. Jeśli już ludzie przychodzą to bardziej przypominają gapiów. Lub wspierają tylko swoich znajomych. W Europie ludzie przynoszą stoliki, krzesełka, siadają przy trasie, jedzą, piją i oglądają sportowe zmagania przez cały wolny dzień. Puszczają muzykę z balkonów, mają w sobie dużo euforii – zazdrości stołeczny biegacz i trener.


