Ultra-Śledź Puszczy Knyszyńskiej - po podlasku i na zimno. Wyborny! [ZDJĘCIA]

 

Ultra-Śledź Puszczy Knyszyńskiej - po podlasku i na zimno. Wyborny! [ZDJĘCIA]


Opublikowane w pon., 15/02/2016 - 12:23

Już lis był w ogródku, już witał się z gąską

Ostatni punkt kontrolny jest na 63. kilometrze. Zbliżam się do niego jeszcze ciągle w dobrym nastroju, choć już znacznie osłabiony. Pogoda już się lekko popsuła, temperatura się podniosła, śnieg zaczął topnieć, ale i tak warunki są nadal bardzo dobre. Biegnę na trzeciej pozycji. Czasem oglądam się do tyłu patrząc czy mnie Wojtek nie dogania. Domyślam się, że dybie na mój pucharek czekający na mnie na mecie a ja bardzo nie chciałbym się z nim rozstać. Na razie nikt mnie jednak nie dogania, to ja jestem ścigającym. Tuż przed punktem doganiam i wyprzedzam Andrzeja Godlewskiego, który – co mnie zaskoczyło – zamiast biegowego plecaka miał na plecach worek z pakietu startowego Festiwalu Biegowego. Proszę, ciekawy patent. Mijam Andrzeja zapisując Go w myślach do kategorii „kolejny łyknięty”. Jak się później okazało – przedwcześnie.

Wbiegam na punkt tuż przed Andrzejem w momencie gdy prowadzący zawodnik z niego wybiega. Był to Andrzej Miedziejewski z Pruszkowa, przyszły zwycięzca. Nie wiedziałem któż to taki, więc na podstawie wyglądu ochrzciłem Go w myślach „Pan biała koszulka” (w rzeczywistości była szara).

Zombie

Niestety, był to szczyt i zarazem koniec moich sukcesów. Niedaleko za punktem kontrolnym, gdy do mety zostało 15 kilometrów dopada mnie kryzys. Dopada i nie puści już do samej mety. Jak to wyglądało?

Biegniemy wzdłuż torów wąskotorowej kolejki klucząc pomiędzy ściętymi i porozrzucanymi gałęziami. Andrzej Godlewski zmobilizował się i odebrał mi drugą pozycję zamierzając zapewne gonić prowadzącego. Gdy dwaj pierwsi walczą o miano „pierwszego Andrzeja na mecie” ja coraz częściej przechodzę w marsz. Nic mnie nie boli, nie mam sztywnych nóg, po prostu nie mam siły. Czy za szybko biegłem wcześniej, czy źle się odżywiałem, czy może po kontuzji jestem jeszcze za mało wybiegany – nie wiem.

W każdym razie na końcówce nie daję rady. Trochę idę, trochę podbiegam. Biegnąc już nie trzymam konkretnego tempa jak jeszcze 30 kilometrów wcześniej. Po prostu staram się truchtać jakimkolwiek tempem, byle truchtać. Na ostatnich kilometrach snuję się jak zombie po tych leśnych drogach oglądając co jakiś czas, czy aby nikt mnie nie dogania. Kilometry dłużą się niemiłosiernie. Do przodu pcha mnie myśl, że jeszcze ciągle jestem na pudle i że na mecie w końcu coś zjem.

W końcu jest – Supraśl! Zaciskam zęby, żeby ostatnie sto metrów przebiec i na metę wbiec a nie wejść. Udało się.

Wieszają mi medal, dyrektor zawodów gratuluje i wręcza niewielką buteleczkę z napojem o herbacianym kolorze z podpisem „Chuch puszczy. Tradycyjna nalewka ze śledzia. 100% śledzia. Tylko dla dorosłych”. Patrzę półprzytomnym wzrokiem na zebranych i po chwili wyduszam z siebie pierwsze zdanie: „gdzie obiad?”. Człapię powoli do pobliskiej stołówki, zjadam ze zwycięzcami jedno drugie danie, potem jest mi mało, więc kupuję jeszcze drugie i dopiero wtedy wraca mi pełna świadomość. Tak wyprany z energii to ja chyba nie byłem nawet na mecie Rzeźnika Ultra...

Tylko chwalić

Zawody ukończyło 80 zawodników spośród 90, którzy wystartowali. Zawody wygrał Andrzej Miedziejewski z czasem 07:14:01. Drugi był Andrzej Godlewski (07:17:38), trzeci piszący te słowa (07:28:55). Wśród kobiet zwyciężyła Patrycja Berezowska (07:37:58), która – co warto podkreślić - była 6. zawodniczką OPEN i do zwycięzcy straciła mniej niż pół godziny. Drugą wśród kobiet była Ewa Gręziak (09:42:50), trzecia Sylwia Młodecka (10:20:33).

Pełne wyniki - TUTAJ

To były bardzo udane zawody. Bardzo dobra organizacja, ładne tereny Puszczy Knyszyńskiej, miła obsługa na punktach, dobrze oznaczona trasa, fajny pakiet startowy i nagrody na mecie. Praktycznie nie ma na co narzekać, można tylko chwalić. Dodatkowym atutem Ultra Śledzia jest jego termin gdyż rozgrywany jest w czasie, kiedy nie ma natłoku innych imprez biegowych. Po drugie to Podlasie a w tym regionie podobnych zawodów praktycznie nie ma. W styczniu jest Ełcka Zmarzlina, ale to maraton pieszy na orientację a nie każdy radzi sobie dobrze z kompasem i mapą. Ultra Śledź jest zatem jak najbardziej godny polecenia.

Podobne odczucia do moich miał po biegu zwycięzca, Andrzej Miedziejewski. Zapytany o wrażenia odpowiedział:

- Biegło mi się bardzo fajnie. Podłoże było idealne, jeśli chodzi o śnieg, bo było lekko zmrożone. Tylko chłód mnie wymęczył, bo było dosyć chłodno. Bolą mnie trochę stopy po biegu po zmarzniętym bieżniku wyjeżdżonym przez traktory. Stopy trochę to odczuły i staw skokowy mnie trochę boli. Impreza jest naprawdę warta polecenia, tym bardziej, że jest jedyną w tym regionie. Oznakowanie trasy było idealne, żółta taśma tak jak na Łemkowynie i wszystko było widać. Punkty odżywcze były też fajnie zaopatrzone. Nie mam żadnych zastrzeżeń do organizacji.

Cóż, wypada tylko pogratulować organizatorom i życzyć zapału do pracy nad drugą edycją „Śledzia”. Przypuszczam, że chętnych do startu w edycji 2017 będzie znacznie więcej. Ja w każdym razie polecam!

Paweł Pakuła


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce