TriCity Trail Ambasadora: „Las jest pełen zwierząt”

 

TriCity Trail Ambasadora: „Las jest pełen zwierząt”


Opublikowane w śr., 15/07/2015 - 11:12

Nie lisów czy wiewiórek, a ludzi. Usłyszałem kiedyś, że wszyscy ultramaratończycy są nie do końca normalni. Nazywano Nas nawet osłami i baranami. Niech tam. Są gorsze zboczenia i nałogi... - pisze Krzysztof Góralski, Ambasador Festiwalu Biegów.

TriCity Trail, czyli ultra bieg górski nad polskim morzem. Wbrew pozorom jest to możliwe.

W większości krajów posiadających góry i morze, na południe jeździ się nad wode a na północ w góry. W Polsce do tej pory było na odwrót. Stowarzyszenie Grand Prix Poznania postanowiło trochę zamieszać w tych oczywistych faktach. Trudno przenieść morze, ale ukształtowanie polskiego wybrzeża pozwoliło na zorganizowanie pełnoprawnego biegu górskiego. Obszar Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego jest idealnie do tego stworzony.

Biegi górskie najczęściej zawdzięczają swoje przewyższenia kilku solidnym podbiegom i zbiegom. TriCity Trail 80+ zaplanowany został na dużo mniejszej wysokości jednak podbiegów i zbiegów można naliczyć kilkadziesiąt, które dały w sumie przewyższenie +1700/-1800m. Przy dystansie ponad 80 km profil trasy przypominający zęby rekina straszy już przed startem. Jest pewne że po kilku godzinach biegu decydujące znaczenie będzie odgrywać psychika zawodników.

O górskim charakterze biegu świadczy również to że zostały mu przyznane 2 pkt. w klasyfikacji UTMB, a to jest tyle samo ile ma np. Bieg Ultra Granią Tatr.

Do Wejherowa dotarłem kolejką SKM po przesiadce z autobusu w Gdańsku. Dzień przed biegiem o godz. 20 odbyła się odprawa z udziałem wszystkich zawodników.

Na odprawie poznaliśmy szczegóły trasy oraz postępowania w sytuacjach awaryjnych. Ilość informacji dotyczących trasy była tak duża, że i tak pozostawało mieć nadzieję na dobre oznaczenie trasy. Wszyscy zawodnicy zostali wyposażeni w mapy. Mogły pomóc w beznadziejnych sytuacjach, szczególnie tym którzy biegali już na orientację oraz przede wszystkim tym, którzy potrafią się nimi posługiwać. A to nie zawsze jest proste.

Po odprawie wszyscy, którzy zdecydowali się na nocleg na hali sportowej intensywnie szykowali się do snu. Autokar na miejsce startu wyjeżdżał o 3.30 więc pobudkę większość zawodników wyznaczyła sobie na 2.30. O wyznaczonej godzinie na hali zrobił się taki ruch że nawet Ci którzy biegli za kilka godzin półmaraton musieli się obudzić.

Lekkie śniadanie, sprawdzenie zawartości plecaków przeznaczonych na bieg (ważne bo bieg był rozgrywany z czterema bufetami, ale bez przepaków), spakowanie pozostałych rzeczy do zostawienia w depozycie i o 3.30 wszyscy zainteresowani siedzieli już w autokarze który z sennymi jeszcze zawodnikami ruszył w kierunku Gdańska.

Na miejscu byliśmy około pół godziny przed startem. Humory wszystkim dopisywały. Gdy została minuta do rozpoczęcia biegu, starter intensywnie musiał zapraszać zawodników... Nie było chętnych do ustawienia się w pierwszej linii. Wystartowaliśmy.

Zgodnie z tym co sobie wcześniej zaplanowałem, ustawiłem się w stawce zawodników około 10. miejsca i czekałem na rozwój wypadków. Nie trzeba było długo czekać. Już na pierwszych dwóch kilometrach stwierdziłem, że oznaczenie trasy w lesie zielonymi taśmami nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem. Wstążki widoczne są tylko z bliska, a przy rozwidleniach ścieżek łatwo o pomyłkę. Rzeczywistość okazała się jeszcze ciekawsza.

Już na trzecim kilometrze można było pobiec prosto w las lub w prawo wzdłuż linii lasu. Z prawej strony wisiała taśma więc wszyscy biegną tam za liderem. Jest druga taśma, potem trzecia i na tym koniec... przez dłuższy czas nie widać żadnej. Dopiero gdy do rozwidlenia za ostatnim zawodnikiem dobiegł przedstawiciel organizatorów zamykający trasę, zaczęły się nawoływania.

Okazało się że trzeba było jednak biec prosto w las. Wszyscy zrobili w tył zwrot i spełniło się słynne zdanie: „Ostatni będą pierwszymi a pierwsi ostatnimi”. Okazało się też, że nie wszyscy nam – biegaczom sprzyjają. Przecież tych trzech taśm nie przewiesiły zwierzęta (chociaż kilkoma nazwami zwierząt tego osobnika bym obdarzył). Zresztą na całej trasie zwierzęta, które spotykałem, były wyposażone w kopytka a takimi kończynami trudno cokolwiek zawiązać.

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce