Tak się robi biegi ultra! Andrzej "Meloniq" Piotrowski zachwycony biegiem 24h na Tajwanie
Opublikowane w sob., 21/12/2019 - 19:46
Ultramaraton na Uniwersytecie Soochow ma odznakę IAU Gold Label, jest więc najwyżej certyfikowany organizacyjnie przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Biegaczy Ultra. W imprezie muszą m. in. startować zawodnicy na wysokim poziomie sportowym. Obsada na Tajwanie też była bardzo mocna.
– Zwycięzca Yoshihiko Ishikawa to triumfator i rekordzista Badwater, który wygrała też Patrycja Bereznowska. Teraz pobił rekord Japonii (279,427 km – red.). Drugi na mecie Ivan Penalba Lopez ustanowił rekord Hiszpanii (274,332 km – red.). Bardzo mocni byli Japończyk Nobuyuki, mistrz Indii Narayana i Chińczyk Wang – wylicza Andrzej Piotrowski.

– Organizatorzy dopuścili do startu 40 zawodników, z czego połowa to byli Chińczycy z Tajwanu, a pozostałą dwudziestkę stanowili biegacze zaproszeni. Takie imienne zaproszenie dostałem ja, a także Gosia Pazda-Pozorska, która jednak nie mogła tym razem polecieć do Azji. Spodziewam się, że za rok zaproszenie dla niej zostanie ponowione – mówi polski ultramaratończyk.
Wszystkimi zaproszonymi biegaczami organizatorzy zajęli się bardzo troskliwie. – Uniwersytet opłacił przelot w obie strony i zakwaterowanie na 5 dni, wypłacił też niewielkie kieszonkowe 300 tajwańskich dolarów na dzień (około 40 PLN) – relacjonuje “Meloniq”.
– Półtora miesiąca przed imprezą zostali nam przydzieleni wolonatariusze, którzy pomagali zdalnie załatwiać formalności i udzielali wszelkich informacji, a po przylocie do Tajpej zaopiekowali się nami osobiście. Na lotnisku czekał kierowca, który zawiózł do miejsca pobytu. Zakwaterowano nas w kampusie uniwersyteckim, ale nie w akademiku dla studentów, tylko hotelu dla wykładowców, a więc w wyższym standardzie. Mówiący po angielsku wolontariusze oprowadzali nas po uczelni, pokazali kawałek miasta... Byli naprawdę bardzo życzliwi i pomocni – mówi z uznaniem Andrzej Piotrowski.

Polskiemu biegaczowi bardzo podobały się też niektóre rozwiązania organizacyjne już podczas samego biegu. – Stawkę biegaczy rozdzielono na dwa tory, po 20 na każdy według zbliżonego poziomu sportowego, dzięki czemu było mniej tłoku i mijania. To znacznie zwiekszyło komfort biegu – opowiada. – Od razu przypomniała mi się sytuacja z MŚ 24H w Albi, gdzie na półtorakilometrowej pętli biegało ponad czterystu zawodników i każdy starał się trzymać jak najbliżej wewnętrznej. To była doba życia w slalomie między ludźmi – wspomina ze śmiechem rekordzista Polski.
– Zawodnicy otrzymali od organizatora wolontariuszy do pomocy. Zmieniali się co kilka godzin, a każdy z nas miał przez całą dobę swój dwuosobowy serwis. Inni wolonatariusze na bieżąco liczyli przebiegnięte przez nas okrążenia (pomiar elektroniczny też, oczywiście, był). Wszyscy oni też bardzo gorąco nam kibicowali, tworząc jeszcze lepszą atmosferę podczas biegu.

Andrzej Piotrowski nie jest zadowolony tylko ze swojego wyniku sportowego. Zajął w zawodach piąte miejsce, przebiegłw ciągu doby dystans 231,932 km, co jest jego najsłabszym rezultatem spośród wszystkich startów w biegu 24H. – Nawet w debiucie w ubiegłorocznych MP w Łysych pobiegłem znacznie lepiej (ponad 243 km – red.). Wszystkie 3 tegoroczne starty na dobę również były znacznie lepsze, zwłaszcza ten rekordowy na MŚ – mówi.
Przyznaje jednak: – Nawet gdybym wiedział, że słońce mnie tak "złoi", dostanę udaru i pobiegnę tak słabo, stanąłbym na linii startu, żeby móc przeżyć tę atmosferę, zobaczyć oprawę i organizację imprezy. Naprawdę było warto!

Krakowianin deklaruje, że chętnie podzieli się wrażeniami i obserwacjami z Tajwanu z organizatorami polskich biegów ultra, choć uważa, że wcale nie muszą się wstydzić czy mieć kompleksów. – Znam organizatorów imprezy w Supraślu i UltraPark Weekendu, wiem, że bardzo się starają i cały czas pracują nad udoskonaleniem swoich zawodów.
Piotr Falkowski
zdj. Louise Bom, Alex Yu, Lin Mingde

