Sukces Ambasadora w Melbourne Marathon. „Dla ukochanego syna” [ZDJĘCIA]

 

Sukces Ambasadora w Melbourne Marathon. „Dla ukochanego syna” [ZDJĘCIA]


Opublikowane w wt., 17/11/2015 - 08:33

Stanisław Szarawara: Ukończenie Melbourne Maratonu 2015 było dla mnie zarazem finiszem trzeciego etapu memoriałowego biegu maratońskiego przez wszystkie kontynenty. Biegu, którego podjąłem się, chcąc choć w części zrealizować zamierzenia życiowe ukochanego syna Bartosza, który odszedł w dramatycznych okolicznościach 30 września 2001 roku, opuszczając świat, który tak bardzo kochał, tak jak i życie i ludzi.

Jako student III roku AWF - kierunek turystyka i rekreacja - rozpoczął realizację życiowych planów, tj. poznawanie świata w dosłownym tego słowa znaczeniu. Rozpoczął od ukochanej Afryki, z którą wiązał swoje życiowe plany; był zafascynowany tym kontynentem. Niestety, po powrocie z Tunezji, z wycieczki, którą sam sobie zorganizował, odchodzi zwyciężony tajemniczą chorobą w przeddzień rozpoczęcia zajęć na ukochanym kierunku studiów.

Syn Bartosz był wielkim miłośnikiem geografii Polski i świata. Fascynowały go, oprócz Afryki, turystyka piesza, geologia, delfiny, psy oraz praca misyjna skierowana na pomoc biednym, głodującym dzieciom Afryki. Chciał ją urzeczywistniać w dalszej perspektywie również na innych kontynentach.

Bartoz zaangażował się w poznawanie i naukę języków obcych. Biegle posługiwał się językiem angielskim, bardzo dobrze rozmawiał też po niemiecku. Zaczął naukę języka francuskiego i suahili. Często powtarzał, że bez znajomości języków nie da się w pełni poznać świata. Zdał bardzo dobrze egzaminy wstępne na geografię i został przyjęty na studia na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jednocześnie zdał egzaminy na AWF - kierunek turystyka i rekreacja. Ostatecznie wybrał AWF, gdyż uważał, że tu uzyska odpowiednie przygotowanie do realizacji życiowych zamierzeń. Jego hobby to kolekcjonowanie ołówków drewnianych. Zebrał ich ponad 900 sztuk - każdy inny. Kolekcja ta jest wzbogacana w dalszym ciągu przez członków rodziny i urosła do ponad 1 tysiąca...

Po dziesięciu latach od tego dramatycznego i bolesnego zdarzenia postanowiłem, choć w części, zrealizować zamierzenia syna. Zdecydowałem się odwiedzić wszystkie kontynenty, by na każdym zaświadczyć obecność Bartosza poprzez mój bieg - bieg maratoński, w którym, jak w każdym, jest i On obecny. Od kiedy zacząłem biegać, wszystkie biegi dedykuję Jemu i wiem, że w trudnych chwilach wspiera mnie. Ja to wiem i czuję.

Na te kontynentalne maratony zawsze ubieram tę samą koszulkę z biało-czerwoną plakietką po serdecznej stronie, gdzie tuż pod nią w moim sercu biegnie ze mną - ON. Biegliśmy już na trzech kontynentach: w Europie - Cracovia Maraton - w ukochanym przez Bartosza Krakowie, w Azji – japońskim Tokyo Marathon i właśnie w Australii i Oceanii - Melbourne Marathon. Do odwiedzenia zostały jeszcze cztery kontynenty.

Podjąłem to wyzwanie i muszę go zrealizować, choć zdaję sobie sprawę z czekających mnie problemów. Jednak zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby zakończyć ten osobliwy memoriał w ukochanej przez Bartosza - Afryce. Chciałbym dotrzeć do Tunezji i stanąć w miejscu, w którym Syn widoczny jest na ostatnim zdjęciu z ostatniej jego wycieczki wakacyjnej. Bardzo pragnę tego i wierzę, że podołam czekającym mnie niełatwym wyzwaniom.

Jak do tej pory, szczęśliwie udawało mi się - choć nie bez problemów - zrealizować trzy z siedmiu biegów i czynię - chociaż dopiero w myślach - przygotowania do następnego, trenując wytrwale i dbając o zdrowie, które jest tu decydującym czynnikiem. Zdaję sobie sprawę, że będzie coraz trudniej, bo to i lat przybywa i oszczędności się kończą. Jednak moc zobowiązania pozwala mi walczyć z przeszkodami i je pokonywać, choć często w bólu, tym fizycznym (łatwiejszym), ale i psychicznym, z którym walcząc, czuję wsparcie Syna. Bartosz wspiera mnie na każdym biegu, każdym treningu, podpowiada, mobilizuje, gdy jest ciężko.

Chociaż są to moje osobiste sprawy, czynię to w imię mojego dziecka, które tak ukochało Rabkę, Beskid Wyspowy, Tatry, Kraków i całą Polskę, że chciało o tym z dumą zaświadczyć w przyszłej swojej profesji i to nie tylko w rodzinnym kraju.

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce