"Daje mi spokój, wiarę i nową motywację". To Mariusz Giżyński jest trenerem Dominiki Stelmach!

 

"Daje mi spokój, wiarę i nową motywację". To Mariusz Giżyński jest trenerem Dominiki Stelmach!


Opublikowane w czw., 28/02/2019 - 22:49

W końcu ubiegłego roku Dominika Stelmach, najwszechstronniejsza polska biegaczka długodystansowa, poinformowała o zakończeniu współpracy z dotychczasowym trenerem Hubertem Duklanowskim. Miesiąc później, po Biegu Chomiczówki, przyznała nam, że rozpoczęła treningi z nowym szkoleniowcem, za żadne skarby nie chciała jednak zdradzić, kto nim jest. „Dajemy sobie czas, okres próbny potrwa do końca marca i wtedy, jeśli współpraca się sprawdzi, podam nazwisko mojego trenera” - powiedziała wtedy i wyjechała na obóz do Kenii. To był pierwszy przejaw pracy z nowym, „tajemniczym” trenerem.

Dominika Stelmach walczy o Tokio z nowym (tajemniczym) trenerem. Ale najpierw Kenia!

Ale już miesiąc wcześniej, niż zawodniczka to zapowiadała, bo na przełomie lutego i marca możemy ogłosić, że nowym trenerem Dominiki Stelmach jest... MARIUSZ GIŻYŃSKI! Wicemistrz Polski w maratonie, najlepszy (13 miejsce) polski maratończyk ubiegłorocznych ME w Berlinie, z rekordem życiowym 2:11:20..

– Potrzebowałam trochę czasu na nabranie pewności, że to jest właściwa decyzja i że obie strony będą się w tej współpracy dobrze czuły. Po dwóch miesiącach wygląda na to, że tak jest – mówi ze śmiechem Dominika, która jeszcze do końca tygodnia trenuje w Kenii.


Piotr Falkowski: – Dlaczego Twój wybór padł właśnie na Mariusza Giżyńskiego?

Dominika Stelmach: – Czułam, że potrzebuję zmiany, brakowało mi emocjonalnego spokoju. Z Hubertem Duklanowskim nie rozstałam się z dnia na dzień, w środę nie powiedziałam mu, że od czwartku już z nim nie pracuję. To wszystko trochę trwało. Przez ten czas intensywnie myślałam, z kim mogłabym pracować, kto zaspokoi moje sportowe potrzeby. Mariusz Giżyński był pierwszą osobą, która przyszła mi do głowy.

Kiedy 12 lat temu przyjechałam do Warszawy, „Giża” był jednym z pierwszych biegaczy, których poznałam. Przez wiele lat biegał bez większych kontuzji. Jest w stanie mnie dobrze zrozumieć, bo tak jak ja, też jest ojcem dwójki dzieci. Mariusz wie także doskonale, że w pewnym wieku zawodnik potrzebuje trochę innego treningu niż kiedy ma 18 czy 20 lat. Jest bardzo spokojny, poukładany, zwraca uwagę na pewne aspekty, które do tej pory były w moim treningu pomijane. Pomyślałam, że to wszystko razem może zadziałać.

– Czy Mariusz łatwo dał się namówić na podjęcie z Tobą współpracy?

– Miał, zdaje się, trochę wątpliwości (śmiech). Mariusz jest przede wszystkim czynnym zawodnikiem, też walczy o wyjazd na przyszłoroczne igrzyska olimpijskie w Tokio, nie może więc poświęcić się do końca trenowaniu innych. Różne też krążyły opowieści i mity o moim dotychczasowym treningu z Hubertem Duklanowskim. Trudno było więc „Giży” określić, na czym ja stoję, jaki jest mój poziom i co się da ze mną zrobić. Trochę obaw było, ale... mamy tego samego fizjoterapeutę (śmiech). Szczepan Figat z Fizjoperfektu (był gościem Forum Sport-Zdrowie-Pieniądze na Festiwalu Biegowym w 2018 r. - red.) też przyczynił się do nawiązania przez nas współpracy, w dużej mierze to on nas połączył (śmiech).

– Mariusz Giżyński odżegnuje się od nazywania go "trenerem Dominiki Stelmach", "Ja jej tylko podpowiadam i doradzam, jestem czymś w rodzaju konsultanta" – powiedział mi..

– Tak, bo my się umówiliśmy, że Mariusz udziela mi konsultacji treningowych. Taki model raczej nie funkcjonuje u polskich zawodniczek, zdarza się natomiast u mężczyzn. Ja nie jestem już młódką, mam za sobą sporą sportową przeszłość i nie jest dla mnie problemem brak codziennej obecności trenera. Tak się umówiliśmy, tak nam obojgu pasuje i dobrze to na razie funkcjonuje.

– Ciekawe, że Giżyński od bardzo dawna nie widział Cię biegającej, ani na treningu, ani w zawodach.

– To prawda, ale mnie to nie przeszkadza. Po tylu latach biegania znam siebie dobrze, a taki model już kiedyś przerabiałam. W początkach mojej współpracy z Hubertem Duklanowskim też się zdarzało, że długo się nie widywaliśmy i było dobrze. Znam swój organizm, potrafię dość precyzyjnie opowiedzieć o tym, jak się zachowuje, jak reaguje na bodźce treningowe.

– Dominiko, jesteś znana z tego, że trener trenerem, a Ty potrafisz czasem zburzyć jego plan i wbrew zaleceniom gdzieś sobie wystartować, bo Ci się akurat zamarzyło, albo mieć swój pomysł na trening. Czy Mariusz Giżyński też będzie musiał borykać się z taką postawą?

– O przepraszam, zawsze realizowałam wszystkie wskazówki trenera, z którym pracowałam! W 98 procentach wykonywałam zadany trening. Ale z poprzednim trenerem w pewnym momencie trochę zabrakło dialogu. Ja lubię mieć wszystko poukładane i wydaje mi się, że teraz tak właśnie jest.

– Kończysz pierwszy w życiu obóz treningowy w Kenii. Mariusz Giżyński był tam wielokrotnie, zna doskonale teren i bardzo Ci pomógł logistycznie w organizacji wyjazdu. Czy układał Ci też plan treningów w Afryce i czy ściśle się go trzymasz?

– Tak, skrupulatnie realizuję plan Mariusza. Wiadomo, że kilometr w tę czy we w tę luźnego biegania nie ma specjalnego znaczenia, ale trzymam się zaleceń ściśle. Dwa dni się tylko "rozjechały", bo na początku pobytu czymś się strułam i musieliśmy na szybko pozmieniać. Reszta – wszystko pod linijkę, dokładnie według planu!

– Jak byś najkrócej określiła, jak zmienił się w tym roku Twój trening?

Robię mniej mocnych jednostek, ale biegam znacznie więcej kilometrów. Taka klasyczna „szkoła polska”.


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce