"Daje mi spokój, wiarę i nową motywację". To Mariusz Giżyński jest trenerem Dominiki Stelmach!

 

"Daje mi spokój, wiarę i nową motywację". To Mariusz Giżyński jest trenerem Dominiki Stelmach!


Opublikowane w czw., 28/02/2019 - 22:49

– A jak Mariusz zareagował na Twój, dość nagły chyba, pomysł startu w Runmageddonie Sahara?

– Spokojnie. Uznał, że ten wyjazd w żadnym stopniu mi nie zaszkodzi. A propozycję z Runmageddonu dostałam rzeczywiście dopiero po przylocie do Kenii.

Dominika Stelmach wystartuje w Runmageddonie Sahara!

– Po co Tobie ten start w pustynnej przeszkodówce?

– (długi śmiech) Z kilku różnych powodów… Czy muszę tutaj o nich mówić? (śmiech)

– Po pierwsze kasa, po drugie kasa, po trzecie kasa?

– Widzisz… z czegoś trzeba po prostu żyć... Jak wiesz, oprócz marki sportowej buduję także swoją pozycję marketingową i jakoś muszę zarabiać. A że chcąc zrobić znaczący postęp w maratonie, nie mogę za dużo startować, muszę szukać innych rozwiązań.

– W drugiej połowie roku, już po wiosennej próbie maratońskiej, zaplanowałaś sobie znowu starty w górach, które, jak zawsze powtarzasz, bardzo kochasz. Mariusz Giżyński powiedział mi, że… nie ma zielonego pojęcia jak to połączyć, bo on się na treningu górskim po prostu nie zna!

– Mariusz zadeklarował, że może przygotowywać mnie do maratonu ulicznego i popracować nad moim postępem w tej konkurencji. Natomiast mój pomysł na 3 biegi górskie latem (Dominika Stelmach wystartuje w prestiżowym cyklu Golden Trail World Series – red.) wynika ze sprawdzonej już ścieżki. Na roztrenowaniu, dla zresetowania głowy, czerwiec i lipiec spędzam w górach i buduję siłę. A od połowy sierpnia znów zaczynam przygotowania do biegów płaskich.

Dwoje Polaków na liście startowej Golden Trail World Series. "To będzie prawdziwa Liga Mistrzów!"

– A na razie wszystko podporządkowujesz startowi 7 kwietnia  w 9. DOZ Maratonie Łódź?

– Tak. I wszelkie decyzje co do kolejnych przedsięwzięć zapadną dopiero po tym maratonie. Oczywiście, bieg w Łodzi nie jest jeszcze tym, w którym koniecznie muszę pobiec znakomicie i osiągnąć najważniejszy cel, czyli minimum na igrzyska w Tokio (olimpijski wskaźnik PZLA nie jest jeszcze znany – red.). Chciałabym sprawdzić, jak działa na mnie nowy trening, jak podziałała wysokość i bieganie w Kenii, czy zjechałam z niej w odpowiednim momencie… Jest jeszcze dużo niewiadomych, a Łódź będzie doskonałym miejscem na sprawdzenie i odpowiedź na pytania.

– A czy jesienią też zamierzasz wystartować w maratonie, czy też walkę o minimum olimpijskie zostawiasz sobie na początek przyszłego roku?

– Sprawa jest na razie otwarta. Albo wystartuję we wrześniu w Berlinie, albo w grudniu w Walencji, albo też pomyślę o którymś z japońskich maratonów w zimie. Na pewno daję sobie dwie szanse na zrobienie minimum, ale nie czas jeszcze na decyzję, gdzie i kiedy.

– Umówiliście się z Giżyńskim na 3-miesięczny okres próbny, do maratonu w Łodzi na początku kwietnia. Ale czy już teraz możesz powiedzieć, że pomysł się sprawdził, trening wicemistrza Polski bardzo Ci pasuje i będziesz chciała z nim pracować na dłuższą metę?

– Na razie wszystko się sprawdza, natomiast… to obie strony muszą sobie odpowiedzieć na to pytanie. Nie chcę za bardzo wyprzedzać czasu, na razie jestem bardzo zadowolona z tej współpracy i zasad, na jakich ona się odbywa. Nie ma jakiejś straszniej presji, a jednocześnie czuję się bardzo zobowiązana, żeby plan treningowy Mariusza wykonywać.

Zobaczymy jakie będą wyniki, ale póki co ja się dobrze czuję z tym treningiem. Na razie jestem w Kenii, to jest nowy bodziec w moim sportowym życiu i trudno mi jeszcze powiedzieć, na ile zadziałały zmiana treningu i zmiana wysokości. Może być tak, że zaraz po tym obozie wcale nie będę od razu lepiej biegać. Ale nauczyłam się już chyba trochę cierpliwości i … szanse na to, że duet Giżyński – Stelmach na dłużej zaistnieje w polskim świecie biegowym, są spore (śmiech).

rozmawiał Piotr Falkowski

zdj. Dominika Stelmach - versatile runner, Orlen Warsaw Marathon


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce