4 Deserts: Gondek, Wikiera i Lewczuk ruszają na Antarktydę. „Przygotowani na nieprzewidywalność”
Opublikowane w wt., 28/10/2014 - 09:11
Atakama i Antarktyda odbywają się już bez udziału Marcina Żuka. Pożegnaliście go na pustyni...
Przez długi czas nie wiedzieliśmy o jego depresji. Jego hiperaktywność odbieraliśmy, jako część jego charakteru. Nie przypisywaliśmy tego chorobie. Dopiero po jego śmierci, wiele rzeczy zaczęło układać się w całość. Na Atakamie pobiegliśmy dla niego i pożegnaliśmy się z nim symbolicznie.
Biegliśmy ze wstążkami, które na sam koniec wypuściliśmy w powietrze. On jest cały czas z nami. Sytuacje na tych biegach się powtarzają, więc w naturalny sposób wspominamy, rozmawiamy o nim. Po prostu go nam brakuje. Pustynia to miejsce, gdzie przyjaźnie zawiera się szybciej i są mocniejsze.
Po Antarktydzie projekt się zakończy. Myślicie już o następnych startach?
Coś tam nam chodzi po głowie, ale jeszcze za wcześnie by o tym mówić. Na pewno nie będzie to nic tak dużego jak 4 Deserts. Ten projekt jest wspaniały, ale również wymagający i to zarówno rodzinnie, finansowo, jak i firmowo. Łącznie byliśmy ponad 2 miesiące poza domami i poza firmami. Jesteśmy jednak biegaczami i nie sądzę, żebyśmy byli w stanie wyłączyć się z tej aktywności. Każdy z nas ma plany biegowe indywidualne i wspólne, ale najpierw musimy po prostu wrócić do rodzin.
Bez względu na wynik Antarktydy, jest to dla pana udany rok?
To jest bardzo intensywny rok i jestem z niego zadowolony. To, co zobaczyliśmy, przeżyliśmy, przyjaźnie, które się tam nawiązały. Bez 4 Deserts nigdy bym tego nie doświadczył. Wiele osób mówi nam, że dzięki temu, co robimy, oni też wstali z kanapy i zaczęli biegać, jeździć na rowerze, ruszać się. Zaczęli biegać moi znajomi. Jeden z klientów napisał mi ostatnio w mailu, że zwiększył swój dystans treningowy. To takie drobne rzeczy, które mnie bardzo cieszą.
Dziękujemy za rozmowę i życzymy powodzenia na 6 edycji The Last Deserts i całego cyklu 4 Deserts.
Rozmawiała Ilona Berezowska

