| Festiwal Biegów

Najlepsi, ale niezadowoleni. Angelika Mach i Jakub Szymankiewicz, najszybsi Polacy 18. PZU Cracovia Maratonu. "Mój wynik to porażka!"


Opublikowane w pon., 29/04/2019 - 19:20

Jakub Szymankiewicz to jedyny polski biegacz w czołowej dziesiątce 18. PZU Cracovia Maratonu. Były piłkarz Amiki Wronki zajął 8 miejsce z czasem 2:23:01. Znacznie lepiej dla biało-czerwonych w rywalizacji pań. Żadnej z naszych maratonek nie udało się wprawdzie stanąć na podium, ale Angelika Mach była tuż za nim, przybiegła na krakowski Rynek czwarta w czasie 2:39:52. Wśród dziesięciu najlepszych biegaczek Polki stanowiły połowę.

18 PZU Cracovia Maraton pod znakiem ulewy i sportowych rekordów

Pogoda w Grodzie Kraka nie sprzyjała maratończykom, choć więc zwycięzcy (Kenijczyk Cyprian Kotut i Ukrainka Wiktoria Chapilina) ustanowili rekordy imprezy, to naszym najlepszym sporo zabrakło do rekordów życiowych. I oboje z tego powodu byli po biegu niezadowoleni. Jakub Szymankiewicz powiedział wręcz: „To moja porażka!”


JAKUB SZYMANKIEWICZ (29 lat, 8 miejsce w 18 PZU Cracovia  Maratonie, czas 2:23:01)

- Moim celem w Krakowie było złamanie 2 godzin i 20 minut.  Jestem przygotowany na taką „życiówkę” i gdyby nie pogoda to osiągnąłbym wymarzony wynik, może nawet sporo lepszy niż wspomniane 2:20. Od 8 lat, jak biegam maratony, poprawiam się systematycznie. 

Zacząłem w 2011 roku, jeszcze jako aktywny piłkarz, po nieudanych testach w jednym z klubów II ligi. Postanowiłem choć na moment zawiesić buty na kołku i sprawdzić się w nowej dyscyplinie. Przejście z gry młodzieżowej do seniorskiej okazało się zbyt trudne, brakowało mi cierpliwości.

Z kopaniem piłki pożegnałem się ostatecznie kilka lat później, ale regularnie 2 razy w roku biegam maratony na coraz lepszym poziomie, startuję nawet w elicie w Wiedniu, Pradze czy Berlinie. W niedzielę byłem jedynym Polakiem w elicie 18. PZU Cracovia Maratonu, który miał najsilniejszą obsadę od lat, bo stara się o odznakę IAAF Silver Label.

Mój obecny rekord życiowy to 2:22:31, ustanowiłem go w Berlinie we wrześniu ubiegłego roku. W niedzielę w Krakowie zaplanowałem sobie bieg na czas 2:18:30-2:19:00, ale, niestety, przegrałem z zimnem. Po 20 kilometrze organizm zaczął się wyziębiać, z kilometra na kilometr było gorzej, organizm nie funkcjonował tak, jak był przygotowany do zawodów.

Zaraz po starcie, przez jakieś pół godziny, pogoda była jeszcze przyjazna. Znając swoje możliwości, wyciągając wnioski z treningów i kontrolnych startów na krótszych dystansach, ruszyłem z jednym z Kenijczyków, z numerem 14 (Paul Maina Theuri - red.). Wydawało się, że biegnie równo w moim tempie (3:16-3:19/km), zachowywał się zresztą jak pacemaker, bo machał do mnie, kiwał itp. Przed 10 kilometrem zaczął jednak zwalniać. Starałem się zmobilizować go do trzymania tempa, jednak bezskutecznie i gdy wbiegliśmy na bulwar wyprzedziłem go, żeby trzymać się założonej prędkości. Wtedy zostałem sam, stworzyła się dziura i praktycznie już do samego końca maratonu biegłem samotnie około 14-15 pozycji. Nie miałem z kim współpracować. Od 30 kilometra minąłem jeszcze kilku rywali z Etiopii i Kenii, którzy wyraźnie słabli, ja za to jeszcze zdołałem nieco przyspieszyć.

To jednak nie brak możliwości biegu w grupie był decydujący, choć wiadomo, że w kilku biegnie się lepiej. Raz jeszcze zaznaczę: to pogoda - ulewa i momentami wiatr, powodujące wyziębienie - przeszkodziła mi skutecznie w uzyskaniu zaplanowanego wyniku i pobiciu „życiówki”. Były momenty, że brałem pod uwagę nawet zejście z trasy, bo obawiałem się, że z wychłodzenia trafię do szpitala! Postanowiłem jednak: „Jak najmocniej, ile się da, ile starczy sił i zdrowia, próbuj, kombinuj, staraj się walcz!” 

Na „agrafce” między 36-37 km, wpadłem w kałużę, złapałem niekontrolowany poślizg i równiutko boczkiem poleciałem, przytulając asfalt! „Gleba” wliczona w cenę (śmiech)! Szczęśliwie w mgnieniu oka się pozbierałem, sprawdziłem czy ręce są całe i pobiegłem dalej. Nic mi się od tej wywrotki nie stało. Ot, mały przerywnik, chwila odpoczynku.

Mimo dobrego przygotowania fizycznego i mentalnego, przesądził element loteryjny i przez pogodę z planów poniżej 2:19 wyszło, niestety, tylko 2:23:01. Nie ukrywam, że jestem rozczarowany, bo przyjechałem do Krakowa po znacznie lepszy wynik, przynamniej złamanie 2:20 i nawet mimo aury powinienem to osiągnąć. Traktuję zatem ten wynik jako porażkę, bo pobiegłem wolniej nawet od rekordu życiowego. „Dążenie do doskonałości” to dewiza-klucz. Jestem trochę jak hiszpański piłkarz Cesc Fabregas: zawsze z siebie niezadowolony, wytykający sobie błędy i szukający czegoś do poprawy.

Jestem zadaniowcem, więc, oczywiście, nie poddaję się i do założonego wyniku w maratonie podejdę znów jesienią. Jestem przekonany, że w lepszych warunkach osiągnę te 2:18-2:19 (może nawet podniosę poprzeczkę!), zwłaszcza, że na mecie w Krakowie nie byłem wyczerpany, „wyjechany na maksa”, ponoć nawet nie wyglądałem na specjalnie zmęczonego. Pokonał mnie nie dystans, a wyziębienie!


Polecamy również:


Podziel się:

"Bieg kontrolowany". "Bartek i Martyna poza zasięgiem". Mówią medaliści MP w długodystansowym biegu górskim


Opublikowane w pon., 29/04/2019 - 15:20

Bartłomiej Przedwojewski i Martyna Kantor zostali w Szczawnicy mistrzami Polski w długodystansowym biegu górskim. Na podium obok nich stanęli: Krzysztof Bodurka i Kamil Leśniak oraz Paulina Wywłoka i Katarzyna Solińska.

Relację i wyniki rywalizacji o medale MP znajdziecie w poniższym linku...

Martyna Kantor i Bartłomiej Przedwojewski mistrzami Polski w biegu górskim na długim dystansie

...teraz natomiast zapraszamy do rozmowy z wszystkimi medalistami. Wywiady przeprowadziliśmy w Szczawnicy, kilka godzin po zakończeniu rywalizacji na Wielkiej Prehybie.


BARTŁOMIEJ PRZEDWOJEWSKI (Juvenia Głuchołazy / Salomon Suunto Team), mistrz Polski (3:16:56)

Wzbraniałem się przed nadawaną mi przez wszystkich rola faworyta, bo nie lubię dzielenia skóry na niedźwiedziu przed zawodami. Oprócz sportowej formy, takie rozważania weryfikują zawsze dystans, pogoda i warunki na trasie. Nigdy nie ma pewności, kto wygra. Chociaż więc organizatorzy nadali mi zobowiązujący numer startowy „1”, wcale nie byłem przekonany, czy uda się zwyciężyć.

Chciałem zacząć mocno i tak zrobiłem. Chłopaki się nie utrzymali, więc dalej sytuacja była jasna. Krzysiek Bodurka biegł ze mną przez kilka początkowych kilometrów, ale widziałem po nim, że tempo nie było dla niego komfortowe. Dziwiłem się nawet, że od startu zaryzykował takie mocne tempo, bo mógł potem za nie zapłacić. Tak się też stało, wiem, że cierpiał na ostatnich kilometrach, ale w sumie dobrze, że to zrobił, bo maraton to dla niego nowość i czegoś ważnego doświadczył i się nauczył. W następnych startach będzie mógł to doświadczenie wykorzystać.

Kryzysy, problemy żołądkowe, rozłożenie sił na takim dystansie: biegów długich trzeba się uczyć. Dotyczy to każdego, bez względu na biegowy staż. Ja na trasie w Szczawnicy też miałem problemy. Do połowy, mniej więcej do punktu na Obidzy, biegło mi się rewelacyjnie. Potem miałem delikatne problemy z brzuchem, odczułem też swój bardzo mocny początek – i trochę musiałem zwolnić. Na ostatnich 10 km nie myślałem o tym, żeby jeszcze wyśrubować wynik i pobiec poniżej 3 godzin i 15 minut, a tylko żeby osiągnąć metę. A z czasu (3:16:56) i tak jestem zadowolony, ciekaw teraz jestem, jak ITRA to policzy (śmiech). Na razie mam ranking 897 punktów, a chciałbym mieć te 900…

Trasa biegu – na papierze, z profilu, wydawała się łatwa, a w rzeczywistości była trudna. Podbiegi i płaskie odcinki łatwe, za to szybkie. Zbiegi mocno techniczne, więc na nich też nie odpoczywamy. Od początku do końca musisz być bardzo zaangażowany, nie ma miejsca, w którym się wyłączysz i po prostu sobie biegniesz. Na każdym zbiegu czekałem, żeby zaczęło się pod górkę. I te skałki na końcu, z których prawie pionowo trzeba było dostać się na dół. Zdziwiłem się, jak na nie wbiegłem i zobaczyłem tę ścianę (śmiech).

Trochę żałuję, że doping na trasie miałem tylko od mijanych zawodników z dłuższych dystansów. Akurat przeżywałem wtedy kryzys i przepraszam, że nie bardzo mogłem odpowiedzieć na okrzyki wsparcia. Natomiast punkty przebiegałem w kompletnej ciszy. Dopiero na Obidzy było super. Fajnie mnie tam przywitano i od razu dodało to mocy.

Impreza w Szczawnicy bardzo mi się podobała, chciałem tu przyjechać już w zeszłym roku, ale nie czułem się jeszcze wystarczająco silny, żeby rywalizować z chłopakami w mistrzostwach Polski. Teraz wygrałem i otrzymałem złoty medal od PZLA, bo spełniłem wymagane kryteria, czyli mam klubową licencję. Juvenia Głuchołazy to klub, który z czasów juniorskich i biegania na bieżni darzę dużym sentymentem. Związku za to nie darzę żadnym szacunkiem. Kiedyś przez 7 lat trenowałem „stadionową” lekką atletykę i mam same złe doświadczenia, teraz na szczęście jestem poza tym, ale z kontaktów ze znajomymi, którzy wciąż trenują „pod PZLA” wiem, że nic się na lepsze nie zmieniło.

Byłem wcześniej mistrzem Polski w biegach anglosaskim, alpejskim i na krótkim dystansie, teraz wygrałem dystans długi. Brakuje mi tytułu w ultra. Nawet się przez chwilę zastanawiałem, czy by nie wystartować w Ultramaratonie Karkonoskim, ale jednak na wydłużenie dystansu przyjdzie jeszcze czas, czekam na odpowiedni moment, żeby zrobić pierwsze kroki w kierunku 50 kilku kilometrów. Ale to jeszcze nie w tym roku (śmiech). Na razie biegam nie więcej niż maraton, Szczawnica 43,3 km to mój najdłuższy dystans.

Teraz przede mną Zegama-Aizkorii (2 czerwca - red.). Maraton w Kaju Basków rozpoczyna cykl Golden Trail World Series, w którym wygrałem ubiegłoroczny finał. To bardzo trudna i wymagająca seria biegów, mniej więcej co 4 tygodnie jest start, po każdym trzeba odpocząć i zrobić trening pod kolejny. Od czerwca do września mam pięć naprawdę ciężkich startów.

Dwoje Polaków na liście startowej Golden Trail World Series. "Będzie prawdziwa Liga Mistrzów!"

Pamiętam, że gdy w zeszłym roku po Zegamie czekałem na kontrolę antydopingową, Szwajcar Rémi Bonnet z mojego teamu Salomona usiadł na krześle i powiedział, że przez najbliższe 3 dni nie biega. Jeśli ten gość mówi coś takiego, to znaczy, że były to naprawdę trudne zawody! Tam każdy tak wygląda po starcie (śmiech).


KRZYSZTOF BODURKA (AZS AWF Kraków / Alpin Sport Hoka One One Team), wicemistrz Polski (3:26:31)

Bałem się Wielkiej Prehyby i jej dystansu, to był mój debiut w maratonie górskim, nigdy do tej pory nie biegłem więcej niż 31 kilometrów. No i popełniłem mały błąd na trasie, przez który końcowe 6 kilometrów biegłem ze skurczami w nogach, co nie jest fajne. Piłem dużo wody, ale prawdopodobnie za mało elektrolitów, z których się wypłukałem. Energię miałem, wydolnościowo czułem się super, ale jak podchodzisz ze skurczami i potem musisz zbiegać, to masz spory problem. Ale jak poprawię ten element, to będzie lepiej.

Ale i tak na równą rywalizację z Bartkiem Przedwojewskim nie było szans, gdyby nie skurcze mógłbym mieć jedynie troszkę mniejszą stratę. Był zdecydowanie poza zasięgiem, uciekł mi już po kilku kilometrach, nawet nie próbowałem się go trzymać, bo to nie było moje tempo, nie czułem się w nim komfortowo. Bardzo się natomiast cieszę, że żaden z pozostałych rywali nie zagroził mnie (trzeci na mecie Kamil Leśniak stracił do Bodurki prawie 7 minut - red.). Jestem też zadowolony z osiągniętego wyniku 3:26:31.

Trasa Wielkiej Prehyby bardzo mi się podobała, niespecjalnie trudna technicznie, jedynie kilka kamienistych zbiegów było wymagających. To był fajny debiut i dobre przetarcie, doświadczenie przed kolejnymi startami: Biegiem Marduły i maratonem Mont-Blanc, 30 czerwca w Chamonix. To będzie drugi i ostatni w tym roku maraton, na pierwszy rok wystarczy tego dystansu. Myślałem jeszcze o listopadowych mistrzostwach świata WMRA w długodystansowym biegu górskim w Argentynie, ale wiem, że PZLA nie zagwarantuje nam wyjazdu i musielibyśmy wyłożyć własne środki. Na swój rachunek to jednak trochę ciężko, chyba że może pomogą sponsorzy. Na razie nie ma tematu.

Srebro na długim dystansie to mój drugi w tym roku medal MP, 2 tygodnie wcześniej zostałem w Ustrzykach mistrzem Polski w biegu anglosaskim. Ale w lipcowym Ultramaratonie Karkonoskim i mistrzostwach w ultra nie zamierzam startować, dla mnie już maraton jest bardzo długim dystansem. Chcę zobaczyć jak wyjdzie ten sezon, bo już starty na 42 km to dla mnie całkowita nowość. Do tej pory skupiałem się na „anglosasach” i biegach alpejskich, a na początku roku zawsze łączę je z przełajami, bo są dobrym przetarciem przed sezonem. Ale jeśli maraton Mont-Blanc też (jak Szczawnica) pójdzie mi dobrze, będę myślał o startach na tym dystansie także w przyszłym roku.


Polecamy również:


Podziel się:

BIało-czerwoni widoczni w biegu masowym London Marathon [WYNIKI POLAKÓW]


Opublikowane w pon., 29/04/2019 - 14:58

Maciej Białogoński został najwyżej sklasyfikowanym Polakiem w biegu masowym London Marath

Polecamy również:


Podziel się:

Rekordowy 36. Memoriał Winanda Osińskiego w Szczecinku! [ZDJĘCIA, WIDEO]


Opublikowane w pon., 29/04/2019 - 13:32

Blisko 800 uczestników wzięło udział w memoriale imienia Winanda Osińskiego w Szczecinku.

Polecamy również:


Podziel się:

7. Bieg Wojciechowy – rekreacja i rywalizacja [ZDJĘCIA]


Opublikowane w pon., 29/04/2019 - 12:37

Już po raz siódmy w Serocku odbył się Bieg Wojciechowu.

Polecamy również:


Podziel się:

Finał Ligi Runmageddon


Informacje:

Sezon: 2018-2019

Opis wydarzenia:

Sezon 2019 Runmageddon zakończy w stolicy Dolnego Śląska - Wrocławiu! Kultowy bieg z przeszkodami składa się z 4 tradycyjnych formuł i Wielkiego Finału.

  • Dystans INTRO to 3 km i ponad 15 przeszkód
  • REKRUT to 6 kilometrowy odcinek 6 km z 30 przeszkodami.

Wieli Finał Ligi Runmageddon odbędzie się na trasie o długości 10 km z 50 przeszkodami.

Dla młodszych biegaczy Runmageddon przygotował trasy:  

Górski Runmageddon Małopolska/Śląsk


Informacje:

Sezon: 2018-2019

Opis wydarzenia:

Październik w górach należy do Runmageddonu (5.10.2019-6.10.2019). Ekstremalny bieg przez przeszkody składa się z sześciu formuł:

  • INTRO to dystans 3 km i ponad 15 przeszkód
  • REKRUT - 6 km z minimum 30 przeszkodami
  • Hardcore - 12 km z co najmniej 70 przeszkodami
  • Ultra o długości 42 km i z aż 140 przeszkodami.

W tym dla dzieci przygotowano:

Runmageddon Arena Gliwice


Informacje:

Sezon: 2018-2019

Opis wydarzenia:

Runmageddon Gliwice 6/7.09.2019. Cztery formuły ekstremalnego biegu z przeszkodami:

Deszczowy, szybki i sentymentalny. Cracovia Marathon Waszymi oczami i nogami [ZDJĘCIA]


Opublikowane w pon., 29/04/2019 - 10:31

Deszczowa pogoda sprawiła że ponad tysiąc osób (!) wycofało się z maratonu w dawnej stolicy Polski.

Polecamy również:


Podziel się:

Strony

kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce