Tegoroczna edycja Biegów Górskich w Szczawnicy to termin 25 kwietnia. Należała do wyjątkowych ze względu na rozgrywane Mistrzostwa Polski w długodystansowym biegu górskim. Zawodnicy mieli do wyboru cztery różne trasy – Hardy Rolling (6km), Chyża Durbaszka (20,2km), Wielka Prehyba (43,3km) oraz Niepokorny Mnich (96,5km).
430 śmiałków (wraz ze mną) postanowiło pokonać mistrzowski maraton. Tylko (lub aż) 13 zawodników nie ukończyło tego dystansu. Limit czasu wynosił 10 godzin.
Relacja Aleksandry Małolepszej, Ambasadorki Festiwalu Biegów
Na kilka dni przed startem zaczęłam się stresować. Maraton górski – czy na pewno podołam, w końcu to góry, inne powietrze, prawdziwe podbiegi, profil trasy lekko przerażający, a w tym wszystkim ja, mała kobietka z centrum Polski.
Gdy dojechałam do Szczawnicy i dostałam numer startowy poczułam MOC. Wiedziałam, że jutro spełnię jedno z marzeń – ukończyć swój pierwszy maraton górski. Po raz kolejny będę miała okazję zmierzyć się ze słabościami, jakie czyhają na królewskim dystansie oraz pokazać sobie, że granice są tylko w głowie.
.jpg?itok=PjHKl3Pa)
Sobota
Pogoda w dniu startu nie rozpieszczała biegaczy. Słońce mocno przygrzewało, było duszno, a nadchodzący zawodnicy potęgowali u mnie i tak już wysoki poziom stresu. Czułam, że jestem słaba (dosłownie i w przenośni), a otaczający mnie tłum ludzi to górscy wyjadacze.
