| Festiwal Biegów

PROGRAM


Program 7.

Zielone sznurówki dla osób z chorobą Gauchera podczas Biegnij Warszawo


Opublikowane w pt., 02/10/2015 - 10:06

W październiku Polska po raz trzeci włącza się w obchody światowego miesiąca budowania świadomości o rzadkiej, genetycznej chorobie Gauchera. Z tej okazji podczas imprezy sportowej Biegnij Warszawo 4 października 2015 r. wystartuje kolejna edycja międzynarodowej akcji społecznej Steps ahead of Gaucher. Biegacze zawiążą zielone sznurówki, które są jej symbolem, wspierając osoby dotknięte chorobą w realizacji ich marzeń.

Polecamy również:


Podziel się:

SUN-VITA: Świeży sok dla zdrowia


Opublikowane w pt., 02/10/2015 - 09:30

Firma SUN-VITA powstała z myślą o propagowaniu zdrowego trybu życia oraz naturalnych metod leczenia. Dostarcza narzędzi dla osób, które chcą poprawić stan swojego zdrowia, a nie wiedzą jak się za to zabrać. Są wśród nich wyciskarki do soków cenionej marki DISCOVERY.

Polecamy również:


Podziel się:

GP Małopolski: Urodzinowy finał w Lipinkach


Opublikowane w pt., 02/10/2015 - 09:22

Trwają zapisy do 9. Biegu Ulicznego im. Kazimierza Świerzowskiego w Lipinkach. Podczas imprezy obchodzone będą 20. urodziny klubu ULKS Lipinki, a sam bieg zwieńczy całoroczne zmagania w Grand Prix Małopolski.

Polecamy również:


Podziel się:

[NAGRODY] Biegowe Wydarzenie i Dziennikarz Roku - nagrody dla głosujących i zgłaszających


Opublikowane w pt., 02/10/2015 - 08:57

Zgłaszający kandydatury do festiwalowych plebiscytów oraz głosujący, którzy wraz z oddaniem głosu napiszą krótkie uzasadnienie swojego wyboru wzięli udział w konkursie na najlepsze uzasadnienie. Spośród wszystkich uzasadnień wybraliśmy 30 najciekawszych, a ich autorzy otrzymają nagrody rzeczowe o wartości 500 zł każda.

Polecamy również:


Podziel się:

7. PKO Festiwal Biegowy: Rejestracja otwarta! Skomponuj swój pakiet startowy!


Opublikowane w czw., 01/10/2015 - 16:22

Trwają zapisy na 7. PKO Festiwal Biegowy! Obniżając koszty Waszego pobytu w Krynicy zmieniliśmy opłaty startowe do festiwalowych biegów. Z Kartą Biegacza będą one jeszcze niższe! Dajemy też możliwość spersonalizowania pakietu startowego!

Polecamy również:


Podziel się:

Warszawa: „Mokra plama” na Siennickiej. ORTOREH zaprasza!


Opublikowane w czw., 01/10/2015 - 15:09

Po tych zajęciach wychodzi się na czworaka, a koszulki można wyciskać od potu. Wiele osób po pierwszym razie rezygnuje. Jednak ci, co zostają, w sezonie startowym nie tylko poprawiają wyniki, ale dużo rzadziej narażeni są na kontuzje. W połowie października rusza kolejna edycja organizowanej Klinikę Rehabilitacji Sportowej ORTOREH „mokrej plamy”. Można już się zapisywać.

Polecamy również:


Podziel się:

Przypadkowy maraton powypadkowy


Opublikowane w czw., 01/10/2015 - 14:37

27 września 2015 o 9:00 rozpoczął się 37. PZU Maraton Warszawski. Był to mój pierwszy Maraton po wypadku, jaki zaliczyłam kilka lat temu. No ale zacznijmy od początku...

Relacja Marty Muskat, Ambasadorki Festiwalu Biegów

Po kilkunastu startach w mniejszych biegach, na 5 i 10 km oraz kilku półmaratonach w ciągu ostatniego półtora roku stwierdziłam, że czas najwyższy na maraton. Czas się zapisać. Chyba powinnam dać radę! Wprawdzie jestem kontuzjowana, ale cóż.... Trzeba próbować. No i wielkie noworoczne postanowienie, że będę do każdego biegu mocno trenować i przygotowywać się jak tylko potrafię, by notować coraz lepsze wyniki (oczywiście bez szaleństw).

Jak to z noworocznymi postanowieniami bywa, postanowienie jest, ale już z realizacją bywa troszkę gorzej. Wprawdzie brałam udział w sporej ilości różnorakich biegów, czy to w Warszawie i okolicach, czy to w Toruniu, Lądku-Zdroju czy gdzieś pod Krakowem (a nawet we Włoszech się udało 2 razy wystartować – też przez zupełny przypadek!), ale by trenować tak specjalnie, to jakoś czasu nie było.

Z jednej strony praca zawodowa i dużo obowiązków domowych (pranie, gotowanie, sprzątanie, itp. – Panie pewnie mnie zrozumieją), z drugiej zaś pisanie pracy doktorskiej, studia, praktyki na uczelniach wyższych. Chcąc nie chcąc bardzo mało czasu zostaje na treningi... Na szczęście nie należę do zmotoryzowanych osób, więc wszędzie trzeba było jeździć na rowerze, więc coś tam te nogi pracowały przez cały czas...

Maraton zbliżał się coraz bardziej. Ale.... 3 miesiące wcześniej kupiłam bilety lotniczne na wakacje rowerowe do Włoch. Stwierdziłam, że praca i studia odpadną to będę miała czas i troszkę pobiegam... Ale nie dało się. Gdy wracałam z wycieczek rowerowych po okolicznych górach (sama trasy wymyślałam, a co), to myślałam już tylko o rozciąganiu i śnie... 100 km po górach i 2000 metrów przewyższenia – bo były i takie wypady - potrafią dać w kość...

W Italii biegałam tylko 2 razy. Było jeszcze wejście na szczyt w Alpach Graickich - Gran Paradiso (jak by tego było mało) i... wróciłam do Polski. Tak nadeszła moja maratońska Niedziela.

Obudziłam się przed budzikiem. Chciałam zrezygnować, ale pomyślałam, że jak nie teraz, to już nigdy na udział w maratonie się nie zdecyduję...

Wzięłam rower i pojechałam na start. Oczywiście z moją nieodłączną asystą – Grzegorzem – który na rowerze towarzyszy mi podczas 99% moich biegów. Bardzo się denerwowałam... brzuch bolał mnie od samego myślenia, a na dodatek na starcie rozwaliłam telefon. Muzyki słuchać się nie dało – normalnie jakiś omen...

Ale cóż, przynajmniej pogoda dopisuje. Wystartowałam.

Pierwsze 20 km poszło jak z płatka. Czas bardzo dobry, nawet przez jakiś czas biegłam przed balonikami na 4h. Nawet nie wiem jak to się stało, bo od początku zakładałam czas około 5h. Co kilka kilometrów woda, izotoniki i banany... ale muszę się wam przyznać, że dopiero przy ok. 18. kiloemtra wzięłam sobie coś do picia. Bo banana raczej bym nie przełknęła...

Gdy pierwszy raz przebiegaliśmy przez most, podbiegły do mnie jakieś dwie kibicujące dziewczyny. Wzięły za ręce i... cały most przebiegły ze mną. Bardzo to było miłe, zdziwiłam się, bo w całej mojej karierze biegowej nigdy mi się coś takiego nie przytrafiło...

Niestety na 26. kiloemtrze odczuwała już kolano – że kłuje, że boli (ech – ta kontuzja). Musiałam zwolnić... Później stwierdziłam, że się położę i Grześ pomoże mi się rozluźnić... Plan wykonany, jakoś poszło. Mogłam dalej chodzić...

Niestety podczas tej leżanki minęło mnie około 300 osób. A może i więcej. Widziałam 4 baloniki czasowe, które śmignęły do przodu. No cóż, jak pech to pech. Postanowiłam biec dalej...

Polecamy również:


Podziel się:

W Bostonie stawiają biegaczom coraz większe wymagania


Opublikowane w czw., 01/10/2015 - 13:53

Tym razem, aby zakwalifikować do przyszłorocznych zawodów trzeba było mieć rekord życiowy na dystansie 42,195 km ustanowiony w ciągu ostatniego roku o minimum 2 minuty i 28 sekund lepszy od tego, który standardowo ustalili organizatorzy dla poszczególnych grup wiekowych.

Polecamy również:


Podziel się:

SUN-VITA GLIWICE

Strony

kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce