| Festiwal Biegów

Niechęć do ruchu zapisana w genach


Opublikowane w czw., 10/11/2016 - 09:18

Polecamy również:


Podziel się:

Warszawa: Załóż mundur, biegaj i pomagaj...


Opublikowane w czw., 10/11/2016 - 09:04

Trwają zapisy do 2. Biegu Nocy Listopadowej. Limit uczestników wynosi 600 osób. Impreza ma cel charytatywny. - zebrane środki mają wesprzeć żołnierzy i innych funkcjonariuszy poszkodowanych podczas sprawowania służby.

Polecamy również:


Podziel się:

2. Bieg Nocy Listopadowej


Informacje:

Sezon: 2016-2017

Komu dzwoni dzwonek – nasz Finał Ligi Runmageddonu


Opublikowane w czw., 10/11/2016 - 08:47

Poznań, Hipodrom Wola, 6 października, 14:00. Wraz z innymi zawodnikami siedzę w ogrzewanym pomieszczeniu zawinięty w NRC-tkę, pomału sączę przydziałowe piwo z puszki i nie mam ochoty się stąd nigdzie ruszać. Przed chwilą śpiewaliśmy, a raczej wyliśmy na całe gardło z grupą przypadkowo spotkanych zawodników na mecie. W głowie przesuwa mi się film jeszcze sprzed paru minut wcześniej. Wiszę na górze strażackiego słupa, lewa ręka o milimetry mija dzwonek, prawa się rozgina na sznurku a głowa rozkminia, czy są siły na jeszcze jeden strzał...

Relacja Kamila Weinberga

11:33. Dlaczego ten wór jest taki ciężki? Jeszcze mi się nie zdarzyło, żebym na pierwszej prostej został kilkadziesiąt metrów za prawie wszystkimi, bo przecież do słabych nie należę. Musiał się trafić jakiś nasiąknięty wodą, czy co? Od początku marzę tylko o zatrzymaniu się i zrzuceniu go z pleców. Na początkowej pętli mijają mi najdłuższe trzy minuty w życiu, które odbiorą mi ochotę do biegu na kolejnych kilkanaście. Siła i charakter jego mać, napierać, nie marudzić!

Byłem zapisany na 11:00, ale po reporterskiej obsłudze biegu elity wyrobiłem się dopiero na ostatnią falę. Ktoś powiedział, że za to ganianie z aparatem tam i z powrotem za zawodnikami na końcowym kilometrze trasy powinni mi zaliczyć dodatkowego Rekruta. Na start wpadłem w ostatniej chwili, jeszcze zmęczony ale przynajmniej rozgrzany. No i przynajmniej dzień się wydaje cieplejszy, niż wczoraj.

Wór z piaskiem od początku wydawał się jakiś lewy, ale nie miałem czasu przebierać. Leżał trochę z boku, jakby inni go nie chcieli. Wszyscy już przygotowywali się do startu, z głośników leciał Thunderstruck, lada chwila miało się zacząć odliczanie...

Przed ukośną nabiegową ścianką doganiam ludzi z mojej fali i nawzajem sobie na niej pomagamy. Jeszcze czuję zmęczenie od tego trefnego wora. Do tego daje o sobie znać lewe kolano, widać nadwyrężone w czasie uganiania się za biegaczami elity. Na dobiegu do bagna jednak wyprzedzam kilka osób. I tu właśnie zaczyna się odcinek specjalny, którzy układacze trasy zafundowali nam zamiast gór. Przedtem jeszcze ścianka z opon i ciąg dziewięciu cyferek do zapamiętania na później.

Bagno wciąga. Po kolana, po pas, a przy odrobinie szczęścia nawet po szyję. Buty mają ochotę zostać na dnie. Zwracam uwagę kilku współtowarzyszom, którzy cisną bokiem po łatwiejszym terenie, omijając taśmy. Sądząc po śladach, nie tylko oni sobie ułatwiali życie. Tego odcinka są może ze dwa kilosy, z małymi przerwami na nieliczne przeszkody. Ale nie trzeba ich tu wiele, wystarczającym utrudnieniem jest przyroda. Walka z błotem skutecznie odbiera siły. Czy to Runmageddon, czy może Katorżnik albo Xtreme Challenge?

Niedługo po wyjściu z mokradeł po lesie się niesie pogłos głośno odliczanych burpees. Ścieżkę zagradzają wiszące liny, a obok ćwiczą ci, którzy na nie nie weszli. Szybko się wdrapuję, choć lina jest ubłocona, potem wciągam trylinkę na następnej stacji i pomykam do kolejnej przeszkody. Co zyskałem na linie, tutaj tracę – bo to moje „ulubione” strzelanie, tym razem z broni ASG... do trójkątnych medali Weterana RMG. A mogłem potrenować w domu, bo mam już taki... medal znaczy, nie giwerę. Tradycyjnie pudłuję oba strzały i tym razem ja 20 razy całuję glebsko. Załoga linowa mnie dogania i przynajmniej niektórzy strzelają celnie.

Następny odcinek to dużo biegania przez las, czasem zupełnie płasko, trochę niedużych podbiegów i zbiegów. Na starcie stanąłem przeziębiony od paru dni i teraz to odczuwam. Bieganie mnie męczy i czuję się, jakbym się poruszał dwa razy wolniej niż zwykle. Na pewno tracę przez to dużo czasu.

Następna większa przeszkoda w środku lasu to długi małpi gaj z drążkami. Płasko, daszek i znowu lekko do góry – w sumie dwadzieścia kilka przechwytów. Dla pań krótsza wersja. Biegnąca ze mną drużyna sobie nawzajem pomaga przenosząc się na barana, ale mi się włącza ta cholerna sportowa ambicja. Daszkiem pod górę nawet gładko przechodzę, w dół już łatwo, ale na ostatnim wznoszącym kawałku łapy się rozginają i spadam trzy szczebelki przed końcem. Cały wysiłek w *****. Na drugą próbę nie mam już siły. Pomóc też mi nie ma kto bo tamta drużyna już poleciała. W bonusie dostaję 20 karniaków.

Niedługo potem następny małpi gaj na wiszących oponach i z niego też spadam, jeszcze zmęczony walką na tym poprzednim. Tak to jest, jak się zupełnie zaniedbało wspinanie. Z mojej praktyki, na wytrzymałość uchwytu żadne crossfity nie zastąpią starej dobrej ścianki, a tym bardziej prawdziwej skały. Trzecia seria burpees w krótkim czasie mnie nie zabija, więc powinna wzmocnić.

Jakaś ekipa sobie udziela pomocy przez wzajemne podtrzymywanie wbrew protestom wolontariuszy, którzy otrzymali instrukcje, że na tej przeszkodzie to niedozwolone. Zawodnicy powołują się na regulamin, sędziowie na swoje wytyczne. Po krótkiej słownej przepychance biegacze lecą dalej – nie wiem, czy były wobec nich wyciągnięte jakieś konsekwencje. Na elicie sędziowanie było skrupulatne i przynajmniej raz (na innej przeszkodzie, nieco inna sytuacja) skończyło się dyskwalifikacją zawodnika ze ścisłej czołówki.


Festiwal Biegów - Wszystko co chcesz wiedzieć o bieganiu

Polecamy również:


Podziel się:

Łemkowyna Ultra Trail 150 Ambasadora


Opublikowane w czw., 10/11/2016 - 08:44

Na swoje trzecie spotkanie z Łemkowyną Ultra Trail 150 jechałem ze sporymi nadziejami, ale też z niepokojem. Bałem się jak zareaguje mój organizm na tak ekstremalny wysiłek świeżo po przebytej infekcji i 10 dniach brania antybiotyków. Niepokoju tego nie rozwiały nawet w miarę dobre treningi poprzedzające start w Beskidzie Niskim. Jak by tego było mało swoje trzy grosze do tego dorzuciła jeszcze pogoda i mój niepokój powoli przeradzał się w panikę, strach, podniecenie czy jeszcze coś, czego nie jestem w stanie precyzyjnie określić.

Relacjonuje Zbigniew Mamla, Ambasador Festiwalu Biegów

Tradycyjnie z Warszawy wyjechałem ze znajomymi ultrasami rano w dniu startu. Do Krynicy dotarliśmy sporo po 16.00. Szybka weryfikacja sprzętu w biurze zawodów i odbiór pakietów startowych, potem smaczne jadło w jednej z regionalnych knajpek i próba odpoczynku. Niestety zanim udało mi się zmrużyć oko musieliśmy wyjść na start. Było dość ciepło i trafiliśmy na „okienko w opadach deszczu”. Tak więc suchą (jeszcze) stopą dotarłem wraz z Pawłem, Kamilem i Łukaszem na start zlokalizowany na krynickim deptaku. Tutaj wejście do stref startowych i szybka kontrola sprzętu obowiązkowego dokonana osobiście przez dyrektora zawodów. Okazało się, że mamy wszystko co potrzeba i mogliśmy zacząć zabawę.

Etap pierwszy Krynica – Ropki (19,6 km)

Pierwszy kilometr po asfalcie pod górę staram się biec bardzo spokojnie. Trzymam się środka stawki (wystartowało ok. 400 biegaczy) tak by wbiec na szlak prowadzący na Huzary w optymalnym dla siebie miejscu. Jest tu zbyt wąsko na wyprzedzanie a i wyprzedzanym już na samym początku być nie lubię. Po 4 kilometrach osiągamy najwyższy punkt na całej trasie 868 m npm. Potem lekko w dół. Zbyt lekko ok 5 kilometra gubię się wraz z liczną grupa biegaczy po raz pierwszy. Jestem na siebie wściekły. To tu zgubiłem się w 2014 roku i choć rok później udało mi się tego błędu uniknąć teraz znowu robię taka gafę. Wstyd, na szczęście pomyłka ta kosztowała mnie tylko dodatkowe 400 metrów. Jak później dowiedziałem się od kolegów, w tym miejscu gubili się zarówno biegacze ze 150-tki jak i startujący godzinę po nas zawodnicy 80-tki. 

Z każdym kilometrem zaczynało bardziej padać, ale na tym etapie dało się spokojnie biec a błoto było umiarkowane. Nie mniej jednak już na 6 kilometrze, tuż przed Machnaczką Niżną można było przekonać się jak to będzie na całej trasie. W tym miejscu znajduje się pierwsza przeprawa przez potok. Jeszcze po słupie, wiec można zachować suche buty. I właśnie ten słup jest wyznacznikiem tego co nas spotka, takim papierkiem lakmusowym Łemkowyny. Jak strumień wody znajduje się pół metra pod nim będzie dobrze i w miarę sucho a potoki które będziemy pokonywać leniwie płynące i płytkie. Jak słup leży na tafli wody to musimy przygotować się na niezłego hardcora. W tym roku woda w środkowej części potoku przelewała się przez słup. Taki stan rzeczy nie zwiastował nic dobrego. 

Przy słupie mały korek, gdzie spotykam kilku znajomych biegaczy, w tym takich co podobnie jak ja zdążyli już pogubić się na trasie. Żartujemy i napieramy dalej. Trochę asfaltu i kolejne podejście na Mizarne (770m). Pada. Za Banicą pierwsza poważna przeprawa przez rzeczkę Białą. Woda do kolan to nic przyjemnego, niestety na takie atrakcje trzeb się dzisiaj przygotować. Za przeprawą doganiam Łukasza i Kamila. Chłopaki wyglądają świetnie i nieźle cisną. Trzymam się z nimi do pierwszego punktu odżywczego w Ropkach. Tutaj uzupełniam wodę i zajadam się ciastkami owsianymi. Przede mną najdłuższy prawie trzydziestokilometrowy trudny odcinek trudnej trasy na który ruszam jak najszybciej – każdy dłuższy postój to natychmiastowe wyziębienie, które kończy się szczękaniem zębami i ogólną trzęsawką.


Festiwal Biegów - Wszystko co chcesz wiedzieć o bieganiu

Polecamy również:


Podziel się:

Rzeźnicki Festiwal oczami Bieszczadzkiego PN


Opublikowane w czw., 10/11/2016 - 08:39

Polecamy również:


Podziel się:

Nowa perła w Perłach Małopolski! "Trasy są tam piękne"


Opublikowane w czw., 10/11/2016 - 08:35

Cykl Perły Małopolski urośnie o dodatkowy, już szósty etap. W czerwcu biegacze zawitają do Magurskiego Parku Narodowego. Centrum zawodów znajdować będzie się we wsi Wapienne, w gminie Sękowa.

Polecamy również:


Podziel się:

Jest pełny terminarz Garmin Iron Triathlon 2017! Zapisy od...


Opublikowane w śr., 09/11/2016 - 15:06

W przyszłym roku już po raz piąty triathloniści będą mogli wziąć udział w cyklu Garmin Iron

Polecamy również:


Podziel się:

Katowice Wieczorową Porą [BnO]


Informacje:

Sezon: 2016-2017

Perły Małopolski


Informacje:

Sezon: 2016-2017

Opis wydarzenia:

Program cyklu:

Strony

kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce