W ultra „chodzi o osobiste historie” - Stu Westfield
Opublikowane w wt., 15/03/2016 - 10:11

Stu Westfield to angielski przewodnik górski i koordynator bezpieczeństwa ekstremalnie długich ultramaratonów The Spine Race (431 km w północnej Anglii) i Legends Trails (250 km w belgijskich Ardenach). Rozmawialiśmy 7 marca, tuż po zakończeniu Legends Trails w Ardenach.
Narodziny ultralegendy – Legends Trails okiem wolontariusza [ZDJĘCIA]
Stu, jak to się stało że zostałeś koordynatorem bezpieczeństwa Legends Trails?
Stu Westfield: Wcześniej byłem przewodnikiem górskim i stopniowo zaangażowałem się w pomoc w biegach górskich przy organizacji ekip zabezpieczenia, w tym The Spine Race. Przez kilka lat doświadczeń tego rodzaju, jak również prowadzenia klientów na wyprawach w Wielkiej Brytanii i za granicą, stopniowo gromadziłem wiedzę i umiejętności potrzebne do takich zadań. Jak wspomniałem, zacząłem od koordynacji bezpieczeństwa The Spine Race. Tam spotkałem Tima de Vriendta i Stefa Schuermansa, którzy zobaczyli jak to się robi na Spine, spodobało im się to i zaprosili mnie do objęcia podobnej roli w Legends Trails.
Czyli przekwalifikowałeś się z górskiego przewodnika na koordynatora bezpieczeństwa wielkich ultramaratonów?
Niezupełnie, łączę jedno z drugim, dobrze jest mieć kilka fachów w ręku. Zabezpieczam ultrabiegi, jestem przewodnikiem, zabieram klientów w teren i uczę ich nawigacji, często przy tym przygotowując ich do udziału w takich właśnie zawodach z elementami orientacji, gdzie przydatne są umiejętności górskie i wyprawowe.
Jakie są twoje ulubione sporty i aktywności terenowe?
Lubię wiele z nich. Ścigałem się dużo na rowerze, w tym w czasówkach. Brałem udział w maratonach kolarskich i biegowych. Teraz jednak myślę, że najwięcej radości daje mi prowadzenie wypraw, szczególnie do Afryki, w której byłem w wielu miejscach, a także do Islandii, która dla odmiany jest przyjemnie chłodna.
To są górskie wyprawy?
Tak, byłem kilka razy jako przewodnik na Kilimandżaro, również na Ruwenzori w środkowej Afryce, oraz na paru niższych szczytach.
Jak byś porównał The Spine i Legends?
Hmm, Spine to zupełnie inna para kaloszy. To bieg liniowy, a poza tym przebiega w większości wyżej n.p.m. Oba są wyścigami ciągłymi, lecz szczególną trudnością Legends jest profil przypominający zęby piły. Teraz na Legends mieliśmy wyjątkowo mokrą zimę z topiącym się śniegiem. Warunki i teren nie odpuszczały, to „krótki” lecz ciężki bieg, „krótki” oczywiście tylko w porównaniu z The Spine... Na Spine jest się wyżej na dłuższych odcinkach, przez co jest się bardziej wystawionym na wiatr i niebezpieczeństwo wychłodzenia, ale nawigacja jest dzięki temu bardziej liniowa i prostsza.
Czy uważasz pierwszą edycję Legends Trails za udaną?
Jak najbardziej! Uważam, że Tim i Stef zrobili niesamowitą robotę. Wiele się nauczyli z własnych doświadczeń jako uczestnicy biegów, mieli wizję i wprowadzili ją w życie. Zrobili świetny wyścig wart swojej ceny. Od uczestników słyszymy same pozytywne opinie. Wszyscy wyszli z tego cało, może trochę poobijani i wykończeni, ale w jednym kawałku. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to chciałbym osobiście podziękować wszystkim członkom ekipy zabezpieczenia za wykonanie wspaniałej pracy, bycie wszędzie gdzie trzeba, pozytywne nastawienie i stawianie czoła pojawiającym się wyzwaniom. Dzięki nim cała impreza zakończyła się sukcesem.
Co jest takiego wciągającego w ultrabieganiu, że podejmujesz się pracy przy organizacji takich imprez?
Chodzi o osobiste historie. Fajnie było oglądać takiego napieracza jak Michael Frenz, jak pruł przez te końcowe kilometry i przeganiał zawodników, którzy wydawali się już niezagrożeni. Zrobił z tego fantastyczny wyścig. No i mamy niesamowitą historię. Podobne historie tworzyli wszyscy, którzy to ukończyli. Ale spójrzmy też na pozostałych, którym może nie poszło tak dobrze – oni też pokonywali swoje wyzwania i mają co opowiadać. Chodzi właśnie o te historie, które z tego wynosimy i się nimi dzielimy z innymi. W ultrabieganiu nie chodzi tylko o zwyciężanie, lecz przede wszystkim o osobiste doświadczenia. Pokonywanie nie tylko rywali, ale i samego siebie.
Jeśli tak uważasz, to czy brałbyś pod uwagę udział w Legends Trails jako uczestnik w którejś z kolejnych edycji?
Z pewnością tak, gdybym tylko miał czas na odpowiedni trening i przygotowanie. Legends to na pewno ogromne wyzwanie, do którego trzeba się dokładnie przygotować. Gdybym nie pracował przy organizacji tych zawodów, to na pewno bym pomyślał o wystartowaniu w nich!
Rozmawiał Kamil Weinberg
Following page: It's all about the stories – an interview with Stu Westfield, safety coordinator of The Spine and Legends Trails

