Maratony passé? „Jest w czym wybierać”

 

Maratony passé? „Jest w czym wybierać”


Opublikowane w czw., 22/10/2015 - 08:13

Spadek frekwencji na większości polskich maratonów nie musi oznaczać kryzysu biegania w naszym kraju. Twierdzą tak zarówno organizatorzy imprez, działacze, jak i nasi czytelnicy. – Moim zdaniem to nie jest tak, że bieganie się zwija. Po prostu paleta możliwości jest coraz szersza – pisze na facebooku DancingRunner. Potwierdza to Michał Mucha: – Zwykłe uliczne maratony wielu osobom się już nudzą. Ciągnie ich na dłuższe dystanse w zróżnicowanym terenie, np. na Bieg 7 Dolin.

Nasz ostatni artykuł na temat spadku frekwencji na polskich maratonach wywołał szeroką dyskusję w sieci. Większość osób uspakajała, że kryzys biegania na razie nam nie grozi. Potwierdzeniem tego jest choćby olbrzymie zainteresowanie Biegiem Niepodległości w Warszawie czy PZU Półmaratonem Królewskim w Krakowie. Na miesiąc przed zawodami w organizatorzy z Warszawy musieli zakończyć zapisy, a przygotowali przecież aż 15 tys. pakietów startowych. Ci z Krakowa spodziewaja się ponad 100-procentowego wzrostu frekwencji w imprezie. Uśmiechy od ucha do ucha obserwujemy też na twarzach organizatorów cyklu City Trail.

Na spadki frekwencji nie narzekali organizatorzy wilu innych liczących się biegów na 10 km w Polsce. W 2015 roku spore wzrosty zanotowały takie imprezy jak dycha organizowana przy Orlen Warsaw Marathonie (wzrost o 20%), gdyński Bieg Urodzinowy (36%), Bieg ul. Piotrkowską (26%) czy Bieg Westerplatte (23%). Z dużych biegów, które dotychczas się odbyły niewielkie straty rok do roku zanotowały jedynie zawody w stolicy: Biegnij Warszawo (3%) i Bieg Powstania Warszawskiego (3%).

Nasi czytelnicy zauważyli, że sporo osób, które dotychczas startowało na królewskim dystansie przerzuca się teraz na innego typu rywalizację. – Jest tyle fajnych biegów, że jest w czym wybierać. Nie każdy chce startować w maratonie – pisze Darek Flis. – Przebiegiem ich już siedem i mnie do tego nie ciągnie – dodaje.

Coraz chętniej biegacze wybierają więc mniejsze, bardziej kameralne imprezy, z dala od miast i wielkich tłumów. To zawody o bardzo specyficznym klimacie, rozgrywane w przyjaznej, lokalnej atmosferze, prowadzone często bardzo atrakcyjnymi terenami. Z rzadka jednak takie zawody odbywają się na dystansie 42,195 km. Za mało uczestniczy w nich zawodników, by koszty przygotowania maratonu mogły się zwrócić. A przecież sponsorzy też uzależniają swoją aktywność od frekwencji. Ostatnio przekonali się o tym twórcy Visegrad Maratonu, którzy ze względów finansowych musieli zawiesić organizację swojej imprezy.

– W najlepszym okresie mieliśmy ok 250 uczestników – mówi Robert Tomasiak ze Stowarzyszenia Visegrad Maraton Rytro. – Z dofinasowaniem był krucho, a zorganizowanie imprezy pociągało ogromne środki. Nie mogliśmy sobie pozwolić na to, by nadal do tego dokładać.

Stowarzyszenie nie zrezygnowało jednak z organizacji biegów. Przerzuciło się na imprezy w górach. Czerwcowy Bieg Wierchami jest tego najlepszym przykładem. – Koszty są mniejsze, organizacja prostsza, a przede wszystkim wykorzystujemy piękne trasy w naszej najbliższej okolicy – mówi Tomasiak. – Warto dodać, że naszym sąsiadem jest wielokrotny mistrz Polski w biegach górskich Andrzej Długosz.

W tym roku odbyła się już druga edycja zawodów w okolicach Rytra. Na starcie trzech dystansów stanęło ok. 270 zawodników. – Potencjał jest jednak jeszcze większy! – zapewnia Tomasiak.

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce