Wioletta Frankiewicz o startach na ulicy: „Mierzę wysoko”
Opublikowane w czw., 11/06/2015 - 09:27
Jak Pani myśli, jaki jest pułap możliwości Wioletty Frankiewicz?
Mierzę wysoko. Uważam, że jestem w stanie z powodzeniem rywalizować i wygrywać z najlepszymi zawodniczkami w kraju.
Z wynikiem w okolicach 2:26:00?
Jeśli zdrowie na to pozwoli to jak najbardziej. Przecież nie po to trenuję, by biegać powyżej 2:30:00. W ten sposób mogę startować amatorsko.
Kiedy zobaczymy Panią na trasie maratońskiej?
Chciałam w tym roku na jesieni zrobić kwalifikację olimpijską. Myślałam nawet o starcie albo o maratonie w Berlinie albo w Nowym Jorku. Niestety ze względu na liczne kontuzje muszę te plany przełożyć.
Co się stało?
Na początku miałam problemy ze stopą, potem pojawiły się kłopoty z zębami. Musiałam łykać antybiotyki i przez dwa miesiące nie mogłam w ogóle biegać. Teraz, 11 czerwca czeka mnie operacja biodra. Do treningu wrócę za 6-8 tygodni.
To oczywiście zakłóci przygotowania do Igrzysk Olimpijskich. Nie obawia się Pani, że nie zdąży?
Został jeszcze ponad rok czasu do Rio, więc nie załamuję rąk. Jestem przekonana, że dam radę. Poza tym lata treningu robią swoje. Organizm pamięta te wybieganie kilometry i szybciej wraca do formy. Jeśli zrobię kwalifikację na wiosnę, spokojnie wystarczy mi tych kilka miesięcy na przygotowanie formy do Igrzysk.
A co potem, koniec kariery i skoncentrowanie się na prowadzeniu w Krzeszowicach Akademii Lekkoatletycznej?
Tego jeszcze nie wiem. Na pewno będę startować w maratonach dla przyjemności. A co do Akademii to prowadzenie zajęć z dzieciakami i grupą amatorów sprawia mi ogromną frajdę. Większość z nich nie nastawia się na żaden wyczyn. Moi podopieczni chcą się po prostu trochę poruszać, a dzięki temu być zdrowsi.
Niestety nadal zbyt mało osób myśli w ten sposób…
Ludzie nie rozumieją, że sport to inwestycja w przyszłość. W szkole docenia się matematykę , fizykę, język polski, a traktuje po macoszemu lekcję wychowania fizycznego. A to błąd, bo w ten sposób wychowamy inteligentnych, ale niesprawnych ludzi.
Z drugiej strony nie można zaprzeczyć, że zapanowała pewnego rodzaju moda na bieganie. Organizowanych jest tysiące zwodów, w tym imprezy takie jak Rununmageddon. Czy Pani, specjalistka od biegania przez przeszkody nie myślała o wzięciu udziału w takim wydarzeniu?
Świetnie, że ludzie biegają i że powstaje tak wiele różnych imprez biegowych. Rununmageddon to jednak przede wszystkim zabawa dla amatorów, a ja na razie koncentruje się głównie na starcie olimpijskim.
Chciałbym zapytać o córkę. Co Pani jej powie, jeśli któregoś dnia przyjdzie i oznajmi: mamo, chce pójść w Twoje ślady i zacząć profesjonalnie uprawiać sport?
Jeśli będzie miała ku temu chęć i talent oczywiście spróbuję jej pomóc. Sport bardzo dużo mi dał. Ukształtował, doświadczył, dał szansę by zobaczyć świat, poznać cudownych ludzi. To naprawdę świetna szkoła życia.
Rozmawiał Maciej Gelberg

