Marcin Brol: „Maraton? Dajmy ciału czas do spokojnej adaptacji”

 

Marcin Brol: „Maraton? Dajmy ciału czas do spokojnej adaptacji”


Opublikowane w czw., 13/03/2014 - 09:42

Obecnie sezon biegowy trwa cały rok. Zawody odbywają się o każdej porze roku. Główny termin rozgrywek to jednak wciąż okres wiosenno-jesienny i to właśnie wtedy większość z Was wystartuje pierwszy raz w życiu w biegu na 5, 10 km, w maratonie, a może nawet w biegu ultra.

Niektórzy przygotowują się do swoich pierwszych startów bardzo rzetelnie, inni po kilku treningach wnoszą opłatę decydując się na sprawdzenie nóg i głowy. Czy warto?  Czy to zdrowe? Odpowiedzi na te pytania postanowiliśmy poszukać w rozmowie z biegającym od pięciu lat Marcinem Brolem z Katowic, którego – jak się dowiedzieliśmy – pierwszy start w maratonie nauczył pokory i dystansu, a także uświadomił mu, kiedy ciało ma już dość....

Przygoda Marcina z bieganiem zaczęła się od roweru. Jeszcze jako student zakupił wymarzony sprzęt. Przez kilka lat był on jego główną pasją. Spędzał mnóstwo czasu na rowerowych wojażach, także po górach, budując powoli swoją kondycję. Marcin na swym rowerze jeździł również zimą, ale ponieważ o tej porze roku nie jest to już szczególnie komfortowe, w celu utrzymaniu formy do głowy wpada pomysł - bieganie. 

Pięć lat temu, znaleziony w internecie jeden z popularniejszych planów treningowych staje się planem biegowym Marcina, który przez kolejne marszobiegi ma doprowadzić go do półgodzinnego ciągłego biegu. Wkrótce na horyzoncie pojawia się pierwszy start w zawodach na 5 km, który okazał się być dużym przeżyciem. Na tyle dużym, że Marcin podnosi poprzeczkę i startuje na coraz wyższych dystansach. 5, 10 km, półmaraton. Kolejnym, wydawać by się mogło oczywistym celem stał się maraton.

– Tak mi się wydawało i tak też zrobiłem. Dziś już tak nie myślę – przyznaje wprost śląski biegacz.

– Ten start po tak krótkiej przygodzie z bieganiem okazał się błędem. Realizując plan, skupiony byłem na celu, ignorowałem sygnały, bóle. I ten bieg skończyłem z nieprzyjemną kontuzją. To była lekcja pokory. Takie ekscesy już się nie powtórzyły, więc myślę, że wyciągnąłem właściwe wnioski. Zmieniłem wtedy podejście do tego mojego biegania. Sądzę, że warto poczekać dłużej na swój debiut na tym koronnym dystansie. Trochę potrenować bieganie do dłuższych dystansów, a swojemu ciału dać czas do spokojnej adaptacji – mówi nam Marcin, którego biegowy życiorys i podejście do biegania powinno skłonić biegaczy-amatorów do refleksji.

Marcin, biegając kilka lat masz już pewne porównanie. Zestawienie: asfalt / teren. Co wybierasz?

Choć zacząłem od startów w biegach ulicznych, to jednak zawsze ciągnęło mnie w bardziej naturalne warunki. Szczególnie w góry. Ale trochę się bałem tych gór. Odkładałem takie szalone starty. Bez sensu.  Bo jak już raz spróbowałem, to się zakochałem. To zupełnie inny typ wysiłku. Bardziej interwałowy. No i bieganie po asfalcie na dłuższym dystansie jednak jest trochę nudne. A w górach to charakterystyka terenu dyktuje twoje tempo. Są mozolne podbiegi, kręte, wijące się ścieżki, karkołomne zbiegi. Jest ciekawiej. Każdy bieg jest zupełnie inny. Nawet taka sama trasa nie jest identyczna. Inaczej się biegnie, gdy jest sucho czy błotniście. Gdy ścieżka pokryta jest liśćmi czy śniegiem. Zupełnie inaczej. Także sporo się dzieje, a przy tym dookoła jest po prostu przepięknie. Uwielbiam takie bieganie. 

Twój pierwszy maraton zakończył się kontuzją. Nie wspominasz go dobrze, więc skąd pomysł na górskie ultramaratony?

Od tamtego czasu nie biegałem już w maratonach. I na razie nie planuję biegać. Natomiast zdarzało mi się kilka razy startować w dłuższych biegach górskich, m.in. w Chudym Wawrzyńcu. Mam jednak spory respekt przed takimi dystansami.  I pokonywałem je raczej spokojnie, bardziej wycieczkowo. Dlatego najmilej wspominam start w Gorce Maraton. Co prawda to nie ultra, ale właśnie tam spróbowałem pobiec mocno, znacznie szybciej. Ten start dał mi naprawdę mocno w kość. Wynik też był fajny i przyniósł sporą satysfakcję jednak nie odważyłbym się na takie tempo na jeszcze dłuższym dystansie. Dlatego dla mnie górskie ultrabieganie to tak naprawdę melodia przyszłości.

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce