Karolina Jarzyńska: „Najważniejsze dla mnie jest dziecko. W drugiej kolejności Rio”
Opublikowane w czw., 29/01/2015 - 14:30
Powrót może być łatwiejszy dzięki Zbigniewowi Nadolskiemu...
Cieszę się, że mam koło siebie osobę, która nie tylko mnie doskonale zna, ale fantastycznie wspiera. Dlatego jestem pewna, że wrócę jeszcze mocniejsza. Być może będzie to Łódź w 2016. Kiedy dowiedziałam się o nowej szybszej trasie to aż mnie serce zakłuło.
Wychodzi na to, że przerwa zawiązana z macierzyństwem może przyczynić się do lepszej formy sportowej?
Trenując bez przerwy przez 8-9 lat pojawiło się u mnie lekkie wypalenie. Tego było po prostu za dużo. Start za startem, impreza za imprezą. W pewnym momenty zaczęłam się zastanawiać, czy to jeszcze mnie bawi. Byłam po prostu zmęczona. Czasami kontuzje, które są wpisane w karierę sportowca powodują, że kariera się przedłuża. Są przerwy, organizm odpocznie i można znowu startować. U mnie tego nie było. Dodatkowo pojawiło się zniechęcenie związane z zeszłorocznymi Mistrzostwami Europy.
Rzeczywiście nie były one dla Pani udane...
Byłam po nich troszeczkę zdegustowana, a na pewno zmęczona i rozczarowana. Zadawałam sobie pytanie, czy to wszystko w ogóle mam sens, skora jestem tak daleko. Może lepiej zająć się czymś innym.
Teraz jest inaczej?
Ta przerwa spowodowała, że po raz pierwszy od kilku lat wychodzenie na trening sprawia mi niebywałą radość. Tego mi wcześniej brakowało. Byłam pod ciągłą presją, którą oczywiście sama sobie narzucałam. Żyłam ciągle w takim kieracie. Musiałam zrobić każdy trening w określonym czasie, zjeść takie a nie inne śniadanie, położyć się o wyznaczonej porze. Dodatkowo pomimo tego, że coś w sporcie osiągnęłam miałam poczucie, że to jest ciągle za mało. Nie było w tym spełnienia. Teraz czuję jak odżywam. Trochę wyluzowałam i myślę, że ta przerwa odbije się z pożytkiem zarówno na mojej formie fizycznej jak i mentalnej.
A nie ma obawy, że po macierzyństwie nie będzie już chciała Pani wrócić do reżimu treningowego?
Spokojnie, sportowo mam jeszcze coś do udowodnienia. Ale sobie nikomu innemu. Wierzę, że mogę jeszcze dużo osiągnąć. Przecież wszystkie moje rekordy życiowe były nabiegane w trudnych warunkach. Jakoś do tej pory nie miałam szczęścia do idealnych zawody. A to bieg był za wolny i musiałam ciągnąć całą stawkę, a to trasa niesprzyjająca poprawianiu wyników. Cieszę się, że mimo tych przeciwności losu tyle osiągnęłam. I czuję, że ciągle są rezerwy. Przecież w półmaratonie wielokrotnie powinnam pobiec poniżej 1:10.
Ale sportowym celem nr 1 jest Rio?
Wielu uważa, że nie zdążę. Ale obiecuję, że jeśli zdrowie pozwoli to dam radę.
Czy to będzie ukoronowanie kariery?
Jeszcze pół roku temu tak sobie myślałam. Obiecałam sobie, że skończę przygodę ze sportem wtedy gdy będę na szczycie. Nie jako zawodniczka wymęczona, bez wyników. Takie przedłużanie na siłę kariery nie jest w moim stylu. Nigdy tego nie zrobię. Parafrazując Perfect, trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść.
Czyli w 2016 r. to będzie koniec?
Teraz trochę inaczej na to patrzę. Przerwa na macierzyństwo może spowoduje, że będę mogła przedłużyć nieco karierę sportową. Przecież jeszcze w wieku 38 - 39 lat można biegać bardzo szybko. Takich przykładów jest bardzo dużo. Ale na razie nie wybiegam tak daleko w przyszłość. W tej chwili najważniejsze dla mnie jest dziecko. W drugiej kolejności Rio.
Wszystkiego najlepszego dla Pani, córki i - niebawem - męża!
Rozmawiał Maciej Gelberg

