Grzegorz Szczechla: „Daję dobry przykład moim uczniom”
Opublikowane w pt., 22/05/2015 - 13:35
Grzegorz Szczechla to nauczyciel biologii w II Liceum Ogólnokształcącym w Cieszynie, który zwyciężył dwie ostatnie edycje Runmageddonu, ekstremalnego biegu przez przeszkody. Z Grzegorzem rozmawiamy o jego startach w biegach przeszkodowych oraz o tym, jak uczniowie patrzą na ekstremalne hobby swojego nauczyciela.
Grzegorz, jak to się stało, że zainteresowałeś się taką formą aktywności fizycznej, jak bieganie ekstremalne?
Sukcesy odnoszę w tym roku, ale swój pierwszy start zanotowałem w ubiegłym roku. Jak to często bywa, o rozpoczęciu mojej przygody z bieganiem ekstremalnym zadecydował przypadek. Przyjaciel zatelefonował do mnie późnym wieczorem z propozycją wyjazdu na jakiś bieg z przeszkodami. Nie zdawałem sobie sprawy w czym będę brał udział, nie interesowałem się wcześniej takimi imprezami. Jednak następnego dnia wcześnie rano byłem już w drodze do Warszawy. Nie ukrywam, że na trasie było ciężko, ale mimo to dałem radę bieg ukończyć, a na mecie odczuwałem wielką satysfakcję. Wtedy połknąłem tego bakcyla i takie były początki mojej znajomości z Runmageddonem.
Brałeś udział już w kilku edycjach Runmageddonu, a dwie ostatnie wygrałeś. Czy Runmageddon może jeszcze czymś Cię zaskoczyć?
Jestem tak mocno wkręcony w bieganie ekstremalne, że nawet nie musi mnie zaskakiwać a i tak będę startował w kolejnych edycjach. W zimowym Runamgeddonie biegłem z wysoką gorączką. W dwóch ostatnich, startowałem z dwoma kontuzjami. To świetnie ilustruje, jak bardzo ważne jest dla mnie uczestnictwo w tej imprezie. Na mecie jestem skrajnie wyczerpany fizycznie i totalnie zresetowany psychicznie. To dla mnie ogromna zaleta startu w biegu ekstremalnym, że mogę uwolnić te wszystkie napięcia, które kumulują się we mnie na co dzień.
Grzegorz, jesteś mgr. biologii i uczysz w II Liceum Ogólnokształcącym im. Mikołaja Kopernika w Cieszynie. Jak Twoi uczniowie reagują na belfra, który ugania się po ekstremalnym torze przeszkód?
Trzeba byłoby ich zapytać, ale po udanych startach otrzymuję gratulacje. Często też pytają mnie, jak trenuję i co jest ważne podczas takich ćwiczeń. Myślę, że daję im dobry przykład i jeśli tylko zaczną sami rozważać start w zawodach, ruszą się sprzed komputerów by poćwiczyć, to już odniosę sukces. Uważam, że będzie to większe osiągnięcie, niż moje zwycięstwa w Runmageddonie. Chciałbym spotkać się kiedyś na trasie biegu ze swoimi uczniami i trochę się z nimi pościgać!
Na co dzień mieszkasz w Ustroniu, pracujesz w Cieszynie. To dość górzyste tereny. Czy wykorzystujesz jakoś ten fakt w swoich przygotowaniach? Pomaga Ci to wygrywać później na zawodach?
Rzadko wykorzystuje podbiegi zważywszy na to, że zmagam się z kontuzją śródstopia. W pewnym stopniu pagórki pomagają mi w trenowaniu siły biegowej, gdy ciągnę za sobą np. 30 kilogramowego pieska (kostkę betonową). Mimo wszystko uważam, że ważniejsze niż warunki do treningu są pracowitość i systematyczność w tym, co robimy. Dobry, regularny trening to klucz do sukcesu, niezależnie od tego, w jakich warunkach się on odbywa.
Przygotowujesz się specjalnie do udziału w biegach ekstremalnych?
Tak, mam solidnie opracowany i przemyślany trening pod kątem tego typu wysiłków. Bardzo uogólniając: trzy dni poświęcam na trening wytrzymałości, kolejne trzy na szybkościowo - siłowy. Ten ostatni szlifuję na przydomowej siłowni pod chmurką, gdzie przerzucam opony do traktora, wchodzę po linie itd. Bardzo mi odpowiada Runmageddon, dlatego że trzeba być wszechstronnie przygotowanym. Obecnie na ławeczce nie wycisnę więcej niż 110 kg, a 10 km nie przebiegnę w tempie szybszym niż 3:30 min/km. Chcę przez to powiedzieć, że najlepsze wyniki będą uzyskiwać osoby, które trenują ogólnorozwojowo.

