Emil Dobrowolski: „To mój najlepszy sezon w karierze” [WYWIAD]
Opublikowane w pt., 31/10/2014 - 08:59
Najlepszy sezon w karierze. Czy to zasługa jakichś zmian w treningu?
Razem z trenerem Markiem Jakubowskim kontynuujemy pracę, którą wykonujemy od lat. Na pewno zmieniają się tylko prędkości. Uzyskuje wsparcie obozowe od klubu LŁKS Prefbet Śniadowo Łomża, otrzymuje odżywki od firmy Agisko, pomaga mi też firma Nike. To daje efekty. Pewnie przydałby się sponsor, aby nie myśleć o tym żeby zarobić na „podwórkowym biegu” kilkaset złotych, tylko startować w zawodach, które są mi potrzebne. To też pozwoliłoby myśleć tylko o trenowaniu.
Jak wygląda pana trening?
Rekordowo robię po 200 kilometrów tygodniowo, trenując dwa razy dziennie zwykle na obozach. Wtedy tylko biegam, jem i śpię. Jednak nie polecam amatorom czegoś takiego, bo nie ma to sensu bez pełnej regeneracji. Standardowo biegam po 140-160 kilometrów tygodniowo. Nie są to jednak tylko wybiegania, ważne są szybsze przebieżki, biegi ciągłe, trzecie zakresy, siła biegowa, sprawność. Elementów jest sporo. Problemem wielu amatorów jest to, że wychodzą i tylko truchtają.
Czy zatem biegając na pana poziomie, nie można się utrzymać z tego sportu?
Jeszcze nie. Można co najwyżej dorobić. Może na poziomie regularnego biegania 2:10:00 jest na to szansa. Bieganie to nie jest sport opłacalny. Dodatkowo przyjeżdża tu wielu mocnych zawodników z Kenii i Ukrainy. W piłce nożnej już na poziomie III ligi każdy zespół ma jakiegoś sponsora. Natomiast medalista mistrzostw Polski nie otrzymuje żadnego wsparcia. Za medal z mistrzostw można zebrać oklaski i pamiątkę w postaci medalu. Związek wspomaga tylko wybranym, czasami decyduje poziom sportowy ale też czasami znajomości. Reszta jest zdana sama na siebie.
Może trzeba jeździć na zagraniczne imprezy?
Trzeba wiedzieć co gdzie jest i kto gdzie biega. Potrzebny byłby ktoś, kto by to załatwiał, pilnował. Oczywiście samemu można znaleźć imprezę, sprawdzić wyniki, ale np. już trasa może okazać się nie taka. Jest to więc niewiadoma. W Polsce wiem kto może startować, jaka jest trasa. Zresztą w czołówce znamy się w większości. Za granicą startowałem kilka razy, ale bez większych sukcesów. W tym roku wygrałem co prawda mityng w Nowym Mieście nad Metują, ustanawiając rekord trasy (w biegu na 5000m z czasem 14:35:01 – przyp red), ale to chyba za mało.
Pana klub LŁKS Prefbet Śniadowo Łomża w tym sezonie spadł z Tamex Ekstraklasy Ligi Lekkoatletycznej. Jak to możliwe, że mając takich zawodników jak pan, Olga Ochal, Paweł Ochal, Jakub Nowak czy też Justyna Korytkowska, nie zdołaliście utrzymać się w tych rozgrywkach?
Do końcowej klasyfikacji liczą się wyniki 25 osób, a nie tylko tych, o których pan wspomniał. Tu ważni nie się tylko biegacze, ale i skoki, kula, dysk, młot itd. Do utrzymania zabrakło na 1 punktu, czyli na przykład rzutu na taśmę przez 400-metrowca. Zresztą i tak mieliśmy się wycofać z ligi, klubowi się to nie opłacało.
Planuje pan jeszcze jakieś starty w tym roku?
Wezmę udział w Mistrzostwach Polski w przełajach (29 listopada w Krakowie – przyp. red). Tydzień wcześniej są crossowe zawody w holenderskim Tilburgu. Zastanawiam się też nad jakimś Biegiem Niepodległości...
Czego Panu życzyć na najbliższy sezon?
Zdrowia.
Zdrowia zatem!
Rozmawiał Robert Zakrzewski
