Angelika Cichocka "nie liczyła na coś wielkiego" w Pradze
Opublikowane w śr., 11/03/2015 - 09:08
Jak wyglądały Pani przygotowania do czeskiej imprezy? Wprowadzała Pani jakieś nowości czy raczej były to sprawdzone metody?
Przede wszystkim moje przygotowania były bardzo okrojone. W normalny trening weszłam dopiero 20 grudnia. Zostały mi więc niecałe trzy miesiące pracy. Nie liczyłam na nic wielkiego. Chciałam robić swoje. Robiłam ogólną wytrzymałość z myślą o sezonie letnim. Nie było żadnej presji. Udało się wybiegać rekord życiowy na 1500m (4:06,44 - Sztokholm). Wiem, że inne dziewczyny trenowały od początku listopada, jestem więc pod tym względem bardzo zadowolona. Zobaczymy, co będzie w dalszej części sezonu. Dla mnie najważniejsze jest to żeby było zdrowie, bo wtedy będę mogła w spokoju się przygotowywać.
Czym - w Pani ocenie - różni się bieg na 1500m na stadionie od zmagań na bieżni. Oczywiście oprócz liczby okrążeń...
Biegnąc pod dachem mamy więcej wiraży. Dodatkowo proste są o wiele krótsze. W hali trzeba cały czas obserwować co się dzieje. W Pradze łuki były bardzo krótkie. Jeśli ktoś chciał decydować się na atak na ostatniej prostej, to mogło to nie wystarczyć. Trzeba było atakować już z łuku, a jak wiadomo, nadrabia się wtedy dystans. W hali czasami trzeba dobrze się zastanowić jak pobiec. Mniej jest też miejsca, tory są węższe i jest ich tylko sześć, a nie osiem jak na stadionie.
Hala już za nami. Jak wyglądają Pani plany na sezon letni?
Teraz będę miała tydzień względnego luzu, czyli same rozbiegania. Nic wielkiego. Za dwa tygodnie wyjadę na obóz i rozpocznę przygotowania do sezonu letniego. Imprezą docelową są Mistrzostwa Świata w Pekinie. Chciałbym tam wystartować na 800m.
Powodzenia zatem! Jeszcze raz gratulujemy medalu w Pradze!
Dziękuje bardzo
Rozmawiał Robert Zakrzewski
fot. facebook Angeliki Cichockiej

