Uczestnicy mają coś wspólnego – podsumowujemy Runmageddon Ultra i Hardcore
Opublikowane w pon., 09/05/2016 - 08:43
Obydwie pętle dystansu Ultra ukończyło 107 uczestników z 234, którzy podjęli tę próbę, w tym jedyna kobieta – Monika Zarzycka. Na Hardcorze proporcja ta wyniosła 587 na 748, nie wliczając tych z potencjalnych Ultrasów, którzy zakończyli jedno okrążenie i też dostali medale i bandany za Hardcora (nie ma ich na razie w podanych wynikach tego dystansu). W klasyfikacjach drużynowych na wszystkich trzech beskidzkich dystansach (Rekrut, Hardcore i Ultra) bezkonkurencyjna okazała się Husaria Race Team. Jest to ogólnopolska drużyna wyspecjalizowana w biegach przeszkodowych. Istnienie takich zespołów świadczy o rosnącej popularności tej dyscypliny w naszym kraju.
Zgodnie z zapowiedzią, swoich sił spróbował festiwalowy reporter, czyli niżej podpisany. Od razu powiem, że nie należę do grona powyższych wymiataczy. Biegam dla zabawy na wszystkich dystansach – dla orientacji: życiówka na piątkę 20:50, ukończone w limicie Bieg Granią Tatr i Łemkowyna 150. Swego czasu więcej się wspinałem, teraz dużo rzadziej. Nie stronię też od ogólnorozwojówki, choć wszystko idzie mi w siłę, a nie w masę. W Runmageddonie zadebiutowałem, a wcześniej moją jedyną większą przeszkodówką był zeszłoroczny krynicki Spartan Race Super.
Moim założeniem na RMG Ultra było zrobić pierwszą pętlę jak najmniejszym nakładem sił w pięciogodzinnym limicie, uprawniającym do ruszenia na drugą. Do momentu kontuzji niedaleko za półmetkiem okrążenia plan ten wypełniałem wzorowo – choć nie znałem dokładnie sytuacji, bez szarpania leciałem na czas w granicach 4:50-4:55. Później walka o drugie kółko zmieniła się dla mnie w walkę o ukończenie pierwszego. Zdrowy rozsądek nakazywał od razu zejść z trasy by nie ryzykować zdrowiem, ale kto powiedział, że Runmageddon jest dla normalnych... Mimo znacznych strat i odpuszczenia samej końcówki, by pomóc kilku osobom na ostatnich ściankach, skończyłem okrążenie w 5:09:50. Całą relację na gorąco z trasy można przeczytać tutaj:
Silnalina – Nasz Runmageddon Ultra. "To nie jest bieg..."
Wbrew obawom niektórych, beskidzki RMG Hardcore i Ultra nie okazał się imprezą typu „przeszkody z biegiem” – zawierał potężną dawkę porządnego górskiego i przeprawowego biegania, a przeszkody występowały w odpowiedniej (czyt. sporej) gęstości i trudności. Na najdłuższym dystansie zwyciężył najwszechstronniejszy i chyba najbardziej doświadczony zawodnik. Nazwiska na pudłach obu dystansów nie są przypadkowe – mamy już w kraju wyspecjalizowaną czołówkę tej dość nowej dyscypliny, która z powodzeniem podbija polskie i zagraniczne biegi ekstremalne. W Myślenicach zabrakło Grzegorza Szczechli, który mógłby najwięcej namieszać na podium. Przygotowuje się on do wspomnianych Mistrzostw Europy, na które jedzie wraz z drugim w Ultra Mateuszem Krawieckim.
Z ciekawostek – Mateusza zdarzyło mi się raz wyprzedzić. Było to podczas zeszłorocznego Rzeźnika Ultra na zbiegu do punktu na 104. kilometrze, na którym obaj zakończyliśmy nasz wyścig. Dla niego był to... debiutancki bieg górski i napierał dłuższy czas ze skręconą kostką. Kilka miesięcy później zajął piąte miejsce w Zimowym Maratonie Bieszczadzkim, choć większość trasy pokonał z mocno krwawiącym po upadku nosem.
Ile zawodników, tyle historii. Wiele z tych opowieści, jak chociażby ta ostatnia, świadczy jednak o czymś wspólnym u miłośników biegów przygodowych, koniecznym do uprawiania tej dyscypliny. Przed startem w Myślenicach wszyscy musieliśmy w końcu podpisać żółte papiery, potwierdzające naszą niepoczytalność...
Kamil Weinberg
fot. Kamil Weinberg, Katarzyna Olczak, mat. pras.


