TGC Marathon: Katarzyna Solińska - "Prawie do końca nie wiedziałam, że prowadzę". Kamil Leśniak - "Fajny trening, wygrała moja taktyka"
Opublikowane w sob., 23/02/2019 - 02:19
KAMIL LEŚNIAK:
Biegam na tej trasie regularnie już od 3 lat, bo przyjeżdżam na Gran Canarię na obozy treningowe, ale nigdy jeszcze nie wystartowałem w tych zawodach. Teraz wreszcie to zrobiłem, bo okazało się, że mój ranking ITRA daje mi prawo do bezpłatnego startu. Gdybym musiał wyłożyć kolejne pieniądze na pakiet startowy, to pewnie bym się nie zdecydował.
Postanowiłem więc wykorzystać sposobność i w fajnych zawodach pobiec treningowo. Tak też zrobiłem. Czasem przecież robię mocne treningi, kilka dni temu pobiegłem „trzydziestkę” w tempie 4’15/kilometr, częściowo po tej trasie. Więc to nie miało być spokojne wybieganie. Powiedziałbym, że „ciut mocniej niż drugi zakres”.
Założenie treningowe miałem takie, żeby biec spokojnie, we w miarę równym tempie. Zacząłem na 30-40 pozycji, ale już przed pierwszym punktem pomiarowym, po 10 kilometrach mocnego zbiegu, zacząłem doganiać i wyprzedzać zawodników. Nie zatrzymywałem się na punktach, miałem swoje jedzenie i picie i w połowie dystansu byłem około miejsca dwudziestego któregoś. Na 25 km był lekki trzykilometrowy podbieg, idealnie mi pasował, więc komfortowo sobie wbiegłem i coraz bardziej przesuwałem się do przodu. Nawet w tym nieszczęsnym kamienistym wąwozie wyprzedzałem biegaczy ze ścisłej elity. A przecież wcale przez ten cały czas nie przyspieszałem!
Świetnie sprawdziła się moja taktyka, bo na pewno bardzo duży wpływ na wyniki miał ten bardzo szybki początkowy odcinek. Po 2 kilometrach miałem wrażenie, że biorę udział w wyścigu na „piątkę”! Sam zresztą pobiegłem za szybko pierwszy kilometr w 4’23, a sporo zawodników było i tak daleko przede mną! (śmiech)
Trasa Maratonu Transgrancanaria ma na 42 kilometrach stosunkowo niedużo, bo 1000 metrów przewyższenia, ale to nie oznacza, że jest łatwa! To jest całkiem inny rodzaj biegania. W większości jest zbieg, więc można sobie zmasakrować uda. Moje wysokie miejsce to efekt tego, że bardzo wolno zacząłem, spokojnie biegłem swoje i na pierwszym etapie nie nabiłem sobie mięśni ud. A widziałem, że wielu zawodników miało z tym problemy i na łatwych odcinkach biegli stosunkowo wolno.
Dla mnie najwięcej trudności sprawiały kamienie na trasie, zwłaszcza na ostatnich kilkunastu kilometrach do mety, w wyschniętym korycie rzeki, gdzie łatwo można było skręcić kostkę. No i spory upał, dzień maratonu był najcieplejszym dniem mojego obozu, termometr pokazał 26 stopni, a temperatura odczuwalna była znacznie wyższa. Specjalnie mi to nie przeszkadzało, chociaż wyraźnie się pociłem. Wole jednak taką pogodę niż minus 1 czy minus 10.
Treningi na Kanarach i dzisiejszy start napawają optymizmem przed moimi głównymi startami na wiosnę. W końcu kwietnia biegnę w Wielkiej Prehybie w Szczawnicy, mistrzostwach Polski na długim dystansie. Ale wcześniej mam ważne starty na ulicy: najpierw Półmaraton Warszawski, a 2 tygodnie przed Szczawnicą – Orlen Warsaw Marathon. Musze tylko pamiętać, żeby się zapisać (smiech). Mam ambitny plan, żeby powaznie poprawić „życiówkę”, kusi mnie 2:30, ale zobaczymy po treningach, czy to będzie realne. Na razie moim rekordem życiowym jest 2:36 na Teneryfie w listopadzie ubiegłego roku. Trochę pobiegłem ten maraton z marszu, z dużego kilometrażu na treningach, przy okazji obozu-wycieczki na Teneryfę. Tak naprawdę więc nigdy jeszcze nie przygotowywałem się konkretnie do płaskiego maratonu, teraz jest pierwszy raz, że treningi mam ukierunkowane na maraton uliczny.
rozmawiał Piotr Falkowski
zdj. Jacek Deneka - UltraLovers
Od północy trwa rywalizacja w najważniejszym biegu Transgrancanarii, należącym do cyklu UTWT (Ultra-Trail World Tour) dystansie 128 km, w którym tytułu mistrzyni broni Magdalena Łączak. Oprócz niej startuje jeszcze 30 biegaczy z Polski.
Przebieg rywalizacji można śledzić TUTAJ

