Rekordziści, medaliści i hazardziści – 2. Indoor Track Run w Łodzi [ZDJĘCIA]
Opublikowane w ndz., 12/02/2017 - 10:13
Reporter też znalazł czas, by po raz pierwszy w życiu sprawdzić się na halowej bieżni. Mimo totalnego zajechania siłowym i wytrzymałościowym treningiem, zakwasów i uczucia ołowianych nóg, postanowiłem wystartować na dystansie 15 okrążeń, czyli 3000 metrów. Zacząłem się rozgrzewać w przerwach między robieniem zdjęć i wywiadów. Kiedy wszyscy spodziewaliśmy się, że najpierw według planu rozegrany zostanie bieg kobiet, okazało się, że... mam pobiec w pierwszej, mieszanej serii. Nie zdążyłem się dobrze rozciągnąć, a już musiałem stanąć na linii startu...
Licząc z mojej życiówki na „piątkę” AD 2015 (20:50), mógłbym łamać 12 minut. Teraz nie wiedziałem, czego się spodziewać, lecz za granicę przyzwoitości uznałem 13. Czyli 52 sekund na okrążenie – średnia 50 dałaby 12:30. Po starcie większość oczywiście wyrwała do przodu, a ja się starałem biec swoje. Pierwsze kółko jednak i tak przepaliłem, zupełnie nie mając wyczucia – weszło w jakieś 45 sekund. Prrrr, idioto! Następne już szły planowo, średnio po 51-52, na coraz większym zmęczeniu. Co jednak znaczy wrodzony dobry finisz – przedostatnie mocno przyśpieszyłem, a ostatnie udało się docisnąć w 37 sekund! Wynik 12:21.43 jest dużo lepszy od spodziewanego. Zawsze powtarzam, że jestem sprinterem wśród ultrasów.
Bezdyskusyjnie najszybszy był Maciej Jagusiak, który nie dość że o 23 sekundy poprawił zeszłoroczny rekord zawodów Pawła Kopaczewskiego, to jeszcze pobił własną życiówkę wynikiem 9:28.32. – To był tylko sprawdzian, jeszcze nie mam najlepszej formy – powiedział znany łódzki amator – szczyt ma być za dwa tygodnie w Toruniu, tam chcę zaznaczyć swoją obecność. Teraz się skracam, czyli robię to, w czym się czuję najlepiej, choć z dłuższych dystansów też nie rezygnuję i liczę, że wiosna będzie moja! – opowiedział nam „Jagoda”. Tak jak inni uczestnicy, podkreślił że jest zapotrzebowanie na takie zawody, co pokazuje ilość startujących.
Do zapowiadanego ataku na rekord świata kategorii M35 w sztafecie 4x800 metrów nie doszło, ponieważ jednego z zawodników zatrzymały radosne sprawy rodzinne – ma właśnie zostać tatą. Na sam koniec zawodów rozegrana została natomiast inna konkurencja, prawdopodobnie po raz pierwszy na świecie: sztafeta... hazardowa. Jej pomysłodawcą był Dominik Kowalewski z klubu Szakale Bałut, stąd jej oficjalna nazwa Sztafeta Hazardowa Szakala. Jak przyznał, taki bieg mu się kiedyś przyśnił, a później już na jawie wraz z kolegami dopracował jego reguły.
Startowały w niej drużyny składające się z dwóch mężczyzn i kobiety, przy czym każdy biegł po dwie zmiany. Zawodnik przed swoją zmianą rzucał kostką – nieparzysta ilość oczek oznaczała jedno okrążenie, a parzysta dwa. Spośród czterech drużyn miejsca na podium zajęły ekipy Cel Ironman I, Cel Ironman II i Jagodzianki. Szakale Bałut niestety przegrali we własnej grze. – To był gest dobrej woli wobec innych uczestników – śmiał się Dominik. Naprawdę jednak pomysłodawcy po prostu mieli pecha wyrzucając najwięcej parzystych oczek i musieli ganiać dwa kółka więcej od pozostałych drużyn... Wszyscy „hazardziści” otrzymali na pamiątkę drewniane medale w kształcie kostek do gry, równie pomysłowe co sama sztafeta.
Pełne wyniki wszystkich konkurencji można zobaczyć TUTAJ.
– Jestem zadowolony jako zawodnik, bo nabiegałem co planowałem (3. miejsce na 300 metrów z wynikiem 40.37 i zwycięstwo wśród weteranów na 600 m – 1:31.37) – powiedział nam Radosław Sekieta – a jako organizator chyba jeszcze bardziej, niż w zeszłym roku. Teraz zawody były jednoczęściowe, dzięki czemu łatwiej było pozyskać partnerów i przybyło więcej uczestników.
Byli wśród nich utytułowani lekkoatleci z całej Polski, medaliści MŚ weteranów, rekordziści Polski i świata w swoich kategoriach wiekowych, medalistka olimpijska, praktycznie reprezentacja Polski weteranów – cieszył się organizator. Wystartowało prawie 150 zawodników, co dało ponad 250 osobostartów, gdyż większość z nich wzięło udział w przynajmniej dwóch konkurencjach. Radek sam zamierza za dwa tygodnie wystartować w MP w Toruniu, gdzie mierzy w zwycięstwo na 400 i 800m. Wszystkim spotkanym weteranom życzymy powodzenia, jednocześnie czekając na więcej takich inicjatyw dla amatorów.
Kamil Weinberg


