Przez Indie do Warszawy. Aktywna Ambasadorka

 

Przez Indie do Warszawy. Aktywna Ambasadorka


Opublikowane w wt., 05/04/2016 - 14:35

PÓŁMARATON WARSZAWSKI

3.04.2016 – dobrze, że to nie prima aprilis. O 8:00 pobudka.

Szybki prysznic, rozciąganie, sprzątanie (nerwowe – zawsze się stresuję przed zawodami) i rozgrzewka rowerowa (15 km) na start. Nie zjadłam śniadania - nie lubię jeść przed biegiem. Zresztą jak się stresuję, to mój żołądek zaczyna grymasić. Dlatego dobrze że kolacja była „duża”.

Wyszliśmy z domu, oczywiście, za późno - jak zwykle nie mogłam się zebrać - więc się spieszyliśmy. Na szczęście była „zielona fala” i udało się dojechać na miejsce w 35 minut. Szybka zmiana koszulki, ostatnie rozciąganie i czekanie na start.

Zimno jak diabli - a zapowiadali 15-20 stopni! Bałam się o kolano, że zacznie boleć. Ostatnio na treningu 10 km bolało. Ale się dużo rozciągałam i rolowałam, więc powinno być lepiej. Ale nigdy nie wiadomo.

Rusza pierwsza grupa. Przechodzimy kilka metrów i znów czekamy aż my moglibyśmy zacząć bieg. W końcu przekraczam linię startu. Zaczynam biec.

Mijam ludzi z prawej i lewej strony. Na szczęście początek jest z wiatrem, więc bardzo przyjemnie się biegnie. Słońce świeci, kapela gra, jest cudownie. Biegnę i mijam kolejne osoby. Po pierwszych 2 km znajduję Grzesia - narzeczonego, co zawsze jeździ obok mnie na rowerze, bo nie potrafię go namówić by ze mną zaczął biegać). Od razu lepiej się czuję jak jedzie obok. Wiem, że mam wsparcie!

Wbiegamy na most. Wiatr z południa jest tak mocny, że mam wrażenie, iż mnie zwieje. Starałam się czym prędzej stąd uciec. Mijamy 10 km – czas 1 godzina. Nie jest tak źle.

Na zakręcie Grześ jakoś przyspiesza i szuka mnie z przodu. Musiałam przyspieszyć, by mi gdzieś nie uciekł. Myślałam, że wyzionę ducha. Zbliżamy się do fotek Saturna na 13. kilometrze. Niestety zapomniałam wziąć z sobą rękawków - a chciałam przerzut bokiem fiknąć - gwiazdę. Z radości! Nie wzięłam, więc nie fiknęłam. Za to biegłam dalej.

Kolejny punkt kontrolny i wbiegamy do Łazienek. Tam znów rozstaję się z Grzesiem. Odnajdujemy się na nieoficjalnych mistrzostwach Polski w podbiegu. Mnie udało się pokonać ten podbieg w czasie 2 minut i 45 sekund (400 metrów) - niezbyt dobry wynik, ale po 18-kilometrowym biegu można już odczuwać lekkie zmęczenie.

Po podbiegu widać już było - choć jeszcze w oddali - metę. Jak zwykle chciałam przyspieszyć, ale jakoś tak cały czas wydawało mi się, że jeszcze mam te kilka metrów.

Około 500 metrów przed metą podkręciłam tempo - troszkę za późno, ale cóż, może następnym razem wyliczę lepiej odległość. W sumie dało mi to 1755. miejsce wśród kobiet, a 838. w swojej kategorii wiekowej). Półmaraton ukończyłam w czasie 208:49.

Był to jeden z najprzyjemniejszych półmaratonów, w jakich startowałam. Przepiękna trasa, idealna pogoda, fajna muzyka na trasie i mnóstwo bardzo miłych kibiców, fajny medal i prześliczna bluzka!

Na mecie oddałam chip, odebrałam medal, wodę, która tym razem posłużyła za mini prysznic i zmycie z twarzy soli i resztek potu. O posiłku regeneracyjnym zapomniałam. Chwila na rozciąganie nóg i powrót na rowerku do domu. Tym razem wybraliśmy dłuższą trasę, by skorzystać z tej pięknej pogody.

Marta Muskat, Ambasadorka Festiwalu Biegów   

Niebawem więcej zdjęć


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce