Jan Nartowski o Półmaratonie Warszawskim: zmiana trasy wyszła mu tylko na dobre
Opublikowane w czw., 02/04/2015 - 15:18
Na szczęście zbliżam się do bufetu. Polewam się wodą i jest mi trochę chłodniej. To dodaje mi sił. Skręcam w prawo na Trasę Łazienkowską. Teraz zaczyna się delikatny zbieg. Dzięki temu, że aż do Wisłostrady mogę trochę przyspieszyć. W ten sposób docieram do Cytadeli, a potem do tunelu wzdłuż Wisły.
Ten tunel to wyjątkowe miejsce dla warszawskich maratończyków. Utarła się już tradycja, że podczas zawodów wielu biegaczy pobudza się tu i mobilizuje do dodatkowego wysiłku. Okrzyki w stylu „jest moc, jest siła” to już jest norma.
Wybiegam z tunelu. Wiatr od Wisły trochę chłodzi rozgrzane ciało. To dobrze, bo zaraz zacznie się najtrudniejszy odcinek trasy, z długim podbiegiem na skarpę wiślaną do ul. Konwiktorskiej i Bonifraterskiej. Szybko okazuje się, że niektórzy biegacze wyraźnie tracą tempo. Ja staram się nie odpuszczać i choć z wielkim trudem wytrzymuję podbieg.
Widząc przed sobą gmach sądu. Łapię drugi oddech, bo wiem, że już jest blisko do mety. Zostało jeszcze jakieś 2 km. W pokonaniu zmęczenia pomagają kibiców, których jest coraz więcej na trasie. Ich głośny doping mobilizuje i dodaje skrzydeł.
W końcu z ul. Miodowej skręcamy na Krakowskie Przedmieście. Teraz już nie ma czasu na odpoczynek. Wyciskam z siebie resztki sił i przyspieszam. To już ostatni kilometr. Na wysokości hotelu Bristol skręcam w prawo w stronę pl. Piłsudskiego, potem jeszcze kilkaset metrów i już widzę dmuchaną bramę mety.
Teraz już nie odpuszczam, biegnę na 100% swoich możliwości. Jeszcze 10 sekund, pięć, dwie, jedna. Udało się! Patrzę na zegarek. Jest dobrze: czas 1:42:58. Później okazało się, że dało mi to 3262 miejsce na 12958 startujących.
Dostaję medal, wodę, a potem - po odstaniu w długiej kolejce - posiłek regeneracyjny oraz upominek od sponsorów –saszetkę do biegania.
Z każdą minutą linię mety mija coraz więcej osób. Plac Teatralny wyraźnie zaczyna pękać w szwach Decyzję się więc wycofać do szatni na pl. Piłsudskiego. Tu już jest luźno, można poszukać znajomych i trochę pogadać.
Rozmawiając z innymi biegaczami dochodzimy do podobnych wniosków. Półmaraton Warszawski znowu okazał się świetną imprezą, a nieoczekiwana zmiana lokalizacji wyszła mu tylko na dobre. Ciekawa trasa, start i meta przy pl. Piłsudskiego i pl. Teatralnym - to wszystko spowodowało, że pomimo pewnych niedogodności udało się przygotować zawody z niepowtarzalnym klimatem i atmosferą.
Jan Nartowski, Ambasador Festiwalu Biegowego w Krynicy-Zdrój

