Franciszek Gogół pobiegł przez Polskę. Z psem i dla psów. „Pomyślałem, że jak przetrwamy te 10 dni, to nam się uda”
Opublikowane w wt., 28/07/2015 - 08:33
Jak to było z tym dawaniem sobie rady? Byliście na trasie zupełnie sami. Jak była zorganizowana logistyka tego biegu?
Cała logistyka to byli moi koledzy w Legnicy. Załatwiali noclegi, dzwonili, prosili o wsparcie. Czasem udawało się znaleźć coś u prywatnych ludzi. Jedzenie kupowałem po drodze. Jedliśmy w czasie biegu. Gdy gościły nas prywatne osoby, to bywało, że nas częstowały kolacją czy obiadem. Na samochód, w którym można by się schronić, czy odpocząć nie było pieniędzy. Budżet był bardzo skromny.
Czy udało się znaleźć nocleg na każdą noc?
Jedną noc spędziliśmy w namiocie. Noc była ciepła, więc nie był to dla nas jakiś problem.
Przytrafiły się panu po drodze kontuzje?
Niestety tak. Pierwsza to były ścięgna w rejonie stawu skokowego. No i kleszcz mnie ukąsił. Byłem u lekarza w Białymstoku. Musiałem zrobić dwa dni przerwy. Dostałem jakieś zastrzyki, tabletki. Już jest wszystko w porządku, i z kleszczem i kontuzją. Zresztą wstawałem codziennie o 4:00 i robiłem masaż przygotowując nogi do dalszego biegu. Wieczorem też rozmasowywałem mięśnie.
Po zakończonym projekcie, gdy dotarłem z powrotem do Legnicy, zrobiłem sobie 10 dni przerwy. Teraz już normalnie pracuję, chociaż jeszcze nie biegam w pełnym zakresie. Poschodziły mi paznokcie i to jeszcze jest dosyć bolesne przy bieganiu.
A w jakim stanie jest Dino?
Doskonałym. On biega jak zawsze i z wyrzutem patrzy, gdy nie dotrzymuję mu kroku (śmiech).
Chciał pan osiągnąć konkretny cel tym biegiem i zwrócić uwagę na sytuację porzucanych zwierząt. Udało się?
Naprawdę nie wiem. Nadal słucham o porzuconych psach. Nawet dzisiaj przeczytałem o psie, który przez 2 tygodnie leżał wycieńczony na drodze i czekał na pana, który go porzucił. Nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Niby jesteśmy narodem katolickim, a pastwimy się nad zwierzętami. To się po prostu w głowie nie mieści...
Ale pana bieg i idea spotkały się z zainteresowaniem?
Przede wszystkim ze strony szkół. Uczniowie chętnie do mnie dołączali, ale nie tylko oni. Przyłączali się ludzie, którzy chcieli pokazać poparcie dla naszej idei. Czasami biegli tylko mały odcinek, ale utożsamiali się z tym, co robimy.
Nie myślał pan o tym, żeby połączyć bieg ze zbiórką pieniędzy?
Nie umiem tego robić. Bałem się, że nie będę wiedział, jak to rozliczać z urzędem skarbowym, dlatego nie podjąłem się tego zadania. Po pewnym czasie jeden z legnickich klubów udostępnił konto na ten cel (nr 55 2030 0045 1110 0000 0254 8760. z dopiskiem "Bieg dookoła Polski") i z tego, co wiem, coś zebrali i te pieniądze pójdą na schronisko tu w Legnicy.
Pobiegnie pan jeszcze z Dino na tak długim dystansie?
Chciałbym przebiec dookoła Europy. Mam nadzieję, że uda mi się to zrealizować za 3 lata, na moje 60. urodziny. Pobiegnę w takim samym celu, by zwrócić uwagę na prawa zwierząt. Zobaczę, jak w Europie wygląda ich sytuacja. Na razie jednak muszę pomyśleć nad nowym wózkiem. Ten, który mamy, nie nadaje się do tych celów, po prostu przemaka. Nowy można kupić w krajach skandynawskich. Niestety kosztuje ok. 6 000zł. To dla nas bardzo dużo.
Rozmawiała Ilona Berezowska
fot. Archiwum Franciszka Gogóła

