Energetyk perfekcjonista, świetny w kuchni i na parkiecie, szybki na trasie. Po prostu - Daniel Żuchowski. "W tym roku debiutuję w Krynicy!"
Opublikowane w pon., 03/02/2020 - 21:43
Trzecie podejście do biegania było już jednak ostatnim, bo po maratońskim debiucie Daniel przy tym sporcie pozostał. – Przeprowadziłem się do Nowej Huty, biegałem sobie czasami na łąkach i nad zalewem, tam poznałem ludzi z grupy biegowej Nowa Huta Team, zakumplowaliśmy się i zaczęli razem biegać. Poznawałem coraz więcej ludzi uprawiających sport i powoli się wkręciłem. Ot, taki przypadek – opowiada.
Całkiem z przypadku zaczął także biegać w górach. – Lubiłem jeździć w Bieszczady. Pod koniec maja 2016 roku natknąłem się tam na dużą imprezę biegową. To był Festiwal Biegu Rzeźnika. Bardzo mi się spodobało, panowała świetna atmosfera, spotkałem mnóstwo kolorowych, ciekawych, uśmiechniętych ludzi. Zamarzyło mi się pobiegać w górach, wziąć udział w takich zawodach i rok później wystartowałem w Rzeźniczku. To był mój górski debiut.

– Zacząłem coraz częściej startować w takich zawodach, biegałem jeszcze bez planu treningowego, ale starałem się to robić coraz bardziej regularnie, a 2 lata temu wziąłem się na poważniej. Wychodziłem na trening 3-4 razy w tygodniu, szukałem na to pomysłu, dużo czytałem, śledziłem poradniki i plany treningowe w internecie, a wreszcie rok temu oddałem się w trenerskie ręce Ilji Markowa. Jak widać po efektach, było warto – ocenia.
Rzeczywiście. Postępy wynikowe przyszły szybko i były bardzo znaczące (maraton w 2018 roku w czasie 3:01:12, w Rzeźniczku poprawa z 3 godzin na 2:40, wysokie miejsca w wielu innych biegach). A potem osiągnięcia, o których pisaliśmy wyżej. Daniel Żuchowski w bardzo krótkim czasie przeszedł ogromny rozwój. – Ale nie sądzę, żeby to było coś nadzwyczajnego – zastrzega. – Na początku progres jest duży i przychodzi bardzo szybko. Większość ludzi, gdyby naprawdę się przyłożyło i systematycznie pracowało, jest w stanie dojść do naprawdę wysokiego poziomu w miarę szybko. Dopiero później te postępy stają się trudniejsze.
– Mnie się udało, bo jestem dość uparty i gdy już postawiłem na trening, starałem się wykonywać go sumiennie i z zaangażowaniem. Systematyczność sprawiła, że w ciągu 2 lat udało mi się dojść tutaj, gdzie jestem. Wiem, że przede mną jeszcze bardzo dużo pracy, ale cieszę się, że już jakiś poziom osiągnąłem, to jest dobry punkt wyjścia na przyszłość – analizuje Daniel Żuchowski.
Poziom musi prezentować rzeczywiście wysoki, skoro na finiszu VI Zimowego Maratonu Bieszczadzkiego udało się Danielowi odeprzeć ataki i wygrać drugie miejsce z nie byle kim, bo Rafałem Kotem. – Rafał pewnie był zmęczony, bo on co tydzień startuje na dystansach takich, po których ja bym się regenerował przynajmniej miesiąc. Nie wiem jak on to robi – mówi skromnie o sobie, a z podziwem o koledze z biegowego teamu Muay Running.

– To zresztą nie był dystans typowy dla niego, Rafał biega znacznie dłuższe. Ja już na 35 kilometrze „zdychałem” i marzyłem, by dotoczyć się do mety, a on dopiero zaczynał się rozpędzać. Ale gdy Karol Ziajka postraszył mnie na końcówce, to w obronie „pudła” jeszcze postarałem się przyspieszyć i wtedy dogoniłem Rafała. Motywacja była ogromna, ten finisz będę długo pamiętał! Nie sądziłem, że rozstrzygnie końcówka i po 3 godzinach biegu różnice na mecie będą sekundowe. A Kot w ten weekend, tydzień po ZiMB, wygrał zimowego UltraJanosika. Maraton w Bieszczadach był więc dla niego pewnie tylko rozgrzewką i treningiem – śmieje się nasz bohater.
32-letni biegacz nie tylko w treningu jest perfekcjonistą. To cecha jego charakteru. – Jak się już za coś biorę, staram się to robić bardzo dobrze. Jestem w tym uparty i zawzięty – zdradza. Pewnie dlatego ma w życiu jeszcze kilka innych cennych umiejętności. – Bardzo lubię gotować. To może trochę nietypowe dla faceta, chociaż... teraz chyba coraz częstsze. Pichcenie i robienie obiadków sprawia mi frajdę, a wychodzi całkiem nieźle, bo mojej dziewczynie smakuje. Moje popisowe danie to polędwiczki w sosie grzybowym, zawsze wychodzą mięciutkie, delikatne. Aż zgłodniałem teraz, jak o tym mówię – mówi rozbawiony.
Pewnie przez te kulinarne umiejętności, nie jest łatwo Danielowi dbać o dietę. – Powinienem bardziej pilnować odżywiania, przede wszystkim ograniczyć słodycze, ale... ja po prostu lubię jeść i nie potrafię sobie odmawiać – wyznaje. Na szczęście zupełnie tego po nim nie widać. – Mam szybką przemianę materii – żartuje biegacz, który przy wzroście 174 cm waży 65 kg.

W spalaniu ewentualnego nadmiaru kalorii może pomóc kolejna życiowa umiejętność. Daniel Żuchowski świetnie tańczy. – Nie wiem, czy aż tak dobrze, ale rzeczywiście uwielbiam się bawić. Moich zdolności tanecznych nie oceniam, ale jak jest możliwość to zawsze tańczę, a jeszcze nie słyszałem, żeby ktoś krytykował – komentuje ze śmiechem. Na jesiennej gali finałowej Ligi Biegów Górskich w Górach Sowich zrobił duże wrażenie, był prawdziwym „parkietowym lwem”!
Biega, wygrywa, gotuje, tańczy, a na co dzień – dba o to, by krakowianom było ciepło w domach. – Można tak to w skrócie ująć – śmieje się Daniel. – Skończyłem studia na AGH, zdobyłem tytuł inżyniera i jestem, jak wspominałem wcześniej, energetykiem. Pracuję w elektrociepłowni Kraków w Łęgu, planuję remonty, dbam o to, by urządzenia grzewcze były w dobrym stanie i mogły wytwarzać ciepło dla mieszkańców miasta.
Żuchowski cieszy się z tej pracy i bardzo ją lubi. – Jest bardzo ciekawa, każdego dnia coś się dzieje ciekawego, nie mogę się nudzić. Dla wielu ludzi może to nie będzie zbyt interesujące, ale ja zawsze lubiłem pracę techniczną, zajęcia związane z maszynami czy urządzeniami. Dbam o nie, troszczę się, utożsamiam się z nimi jakby były moje własne. Sprawia mi to dużą frajdę! – mówi z zaangażowaniem w głosie.
Taki chłopak to musi być skarb dla każdej dziewczyny. – Ula ciągle ze mną jest, więc chyba to docenia – mówi zadowolony krakowianin. Urszula Paprocka to też dobra biegaczka. – Oboje stanęliśmy w Bieszczadach na drugim stopniu podium: ja w maratonie, a ona na dystansie 23 km.

Latem tego roku Daniel planuje start w Biegu Rzeźnika, ale do pary nie zaprosił swojej dziewczyny. – Jeszcze nie będę męczył jej takim dystansem. Na razie zaplanowaliśmy dla niej Rzeźniczka. Ale w przyszłości – kto wie? – zastanawia się zawodnik, który debiut w kultowym bieszczadzkim biegu ma już za sobą. Niespełna rok temu w parze z Anną Karolak, „trochę szaloną” (jak ją określa) dziewczyną ze Słupska, koleżanką z Muay Running Teamu, zajął trzecie miejsce w kategorii MIX.
– Kocham biegać w Bieszczadach i kolekcjonuję statuetki ze startów w tych górach: mam już duże trofea z Rzeźnika i Zimowego Maratonu oraz parę za podia w kategoriach wiekowych. Nie byłem jeszcze tylko na jesiennym ultraMaratonie Bieszczadzkim. Pewnie nadrobię zaległość w tym roku – zdradza jeden z biegowych planów na 2020 rok.
Miesiąc wcześniej Daniela Żuchowskiego zobaczymy po raz pierwszy w Krynicy. – Słyszałem, że Festiwal Biegowy to bardzo fajna impreza z rewelacyjną atmosferą i mnóstwo biegów do wyboru, do koloru dla każdego. Ja na debiut w Krynicy wybrałem górski dystans krótki, czyli półmaraton Runek Run. Ale ponieważ chcę pojechać tam na kilka dni, coś pewnie jeszcze szybkiego pobiegnę na przetarcie. Może to będzie Życiowa Dziesiątka? Zobaczymy, mam jeszcze trochę czasu na decyzję – mówi.

Z kolei w pierwszej połowie roku najważniejszym startem Daniela Żuchowskiego będzie Wielka Prehyba w Szczawnicy. – Chciałbym poprawić ubiegłoroczny czas 3:51, choć dużo będzie zależało od pogody. Wtedy warunki były bardzo korzystne. Do mistrzostw Polski raczej zgłaszać się nie będę, nie mam klubowej licencji i chyba wyrabiać nie będę. Ona się przyda walczącym o podium i medale, a ja w towarzystwie, które się wybiera do Szczawnicy, nie mam na to szans. Fajnie będzie jednak zmierzyć siły z krajową czołówką! – cieszy się na mocną rywalizację.
Piotr Falkowski
zdj. Piotr Dymus, Jacek Deneka UltraLovers, Agnieszka Koziak, Pietruszka Fotografia, Katka Szczęśniak, Wojciech Wojkowski, Robert Zabel

